poniedziałek, 30 lipca 2018

Rozdział 15.

Widziałam tylko ciemność. Żadnych kształtów. Ta otchłań bez dna pochłaniała mnie całą. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Czułam lęk, strach, który był skażony nutką ciekawością. Cholernie huczało mi w głowie, i czułam się jakbym wirowała. Nie mogąc zrobić kolejnego oddechu gwałtownie odwróciłam się na drugi bok. Pośpiesznie otwarłam oczy i zauważyłam, że jestem w swoim pokoju. Było mi gorąco, i byłam cała zlana potem. Czy to był tylko zły koszmar? Mój wzrok zatrzymał się na oknie. Była noc. Spojrzałam na zegarek - 03;23. Jak długo spałam? Co takiego się wydarzyło? Ostatnie wspomnienie, jakie  jestem w stanie wydobyć  z mej pamięci to twarz Itachiego, który mocno trzymał mnie w objęciach.
 Podparłam się na łokciach i upiłam łyk wody. Czy to może być prawda? Czy Sasuke na prawdę zabił moich rodziców? Czy mógłby być tak wyrachowany? Nie sądzę! Sakura, jak możesz tak myśleć?!
Skarciłam sama siebie w myślach.
Zbyt wiele pytań kreowało się w mojej głowie. Obawiałam się tylko jednego, czy kiedykolwiek poznam na nie odpowiedzi.
Może Itachi wcale nie jest zły. Może to Sasuke jest prawdziwą bestią. Wiem jedno. Jeśli okaże się, ze to on pozbawił mnie rodzinnej miłości i troski to nigdy mu tego nie wybaczę. Nie ważne jak dobrą miałby wymówkę! Nie jestem Bogiem, nie potrafię tak doskonale odpuszczać grzechów i przebaczać drobne błędy. Jestem pewna, że ich śmierć to nie mógł być drobny błąd, tylko koszmarny czyn z premedytacją.
 Wróciłam do łóżka z nadzieją, że uda mi się zmrużyć oczy - na próżno. Przez resztę nocy wiłam się na łóżku jak kot nie mogący znaleźć sobie właściwego miejsca. Było mi wszystko jedno. Wyłączyłam swoje myśli, uczucia, emocje. Pragnęłam spokoju jak niczego innego na tym świecie.

- Sakura, ktoś do Ciebie!
Rozbudził mnie krzyk Anke, który był tak głośny,że zdawało mi się, jakby właśnie wrzasnęła wprost do mojego ucha. Otworzyłam zmęczone oczy, a moją twarz rozświetliły promienie słonecznie. Chyba jednak udało mi się zasnąć, choć z całą pewnością wymagało to nie lada wyczynu.
 Przeczesałam jedną ręką moje długie włosy, po czym skierowałam się ku schodom. Gdy znalazłam się na dole zamarłam.
- Cześć, jak się czujesz? - Pieścił moje uszy ten sam męski głos, co tamtej nocy. Ten sam wyraz twarzy, ta sama para oczu. Zaniemówiłam. Zapomniałam, jak się układa zdania.
-Co Tty.. - Uderzyła we mnie fala gorąca. Poczułam, że tonę. Tonę, jak ryba, która zapomniała jak się pływa. Nonsens.
- Eh, zawsze te same pytania. - uśmiechnął się szyderczo, po czym podniósł się z kanapy i szybkim krokiem zjawił się tuż obok mnie. Popatrzył wprost w moje przerażone oczy i pogładził mnie po włosach. - Porozmawiajmy.
Nie byłam w stanie odpowiedzieć. Fala gorąca zamieniła się w tsunami. W odpowiedzi tylko skinęłam głową i poszliśmy w kierunku mojego pokoju.
- Hm, ładnie tu. - roześmiał się. - Tak przytulnie. - ciągnął.
Usiadłam na łóżku i poczułam się jak lęk obezwładnia moje ciało. Miałam wrażenie, że jestem jak piórko, które wtapia się w materac. Znowu huczało mi w głowie i wszystko dookoła straciło swój pierwotny kolor. Nic z tego nie rozumiałam. Nawet nie wiem, czy chcę zrozumieć. To wszystko wydaję mi się być zbyt skomplikowane, i żałuję, że akurat ja musiałam stać się częścią tej agonii.
Ocknęłam się, kiedy jego usta znalazły się tuż obok moich. Jego smukła sylwetka znalazła się nad moją. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy i chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie. Było mi tak dobrze. W jednej sekundzie cały strach minął, a ja poczułam bezgraniczny spokój. Zamknęłam oczy, licząc na to, że jego zimne usta za chwile dotkną moich, które żarliwie błagały o pocałunek.
- Powinnaś być całowana przez kogoś, kto potrafi to robić. - usłyszałam jego głos. To było jak kubeł zimnej wody. Z całą siła naparłam na niego i zrzuciłam go z mojego ciała.
- Do diabła, co tu robisz?! - wykrzyknęłam tak głośno,że prawdopodobnie i Anke była w stanie mnie usłyszeć. Tego jeszcze mi brakowało. Ale miałam nadzieję, że nie zechce nam przeszkadzać. W jednej chwili przed oczami przelatywały mi wydarzenia minionych tygodni. Twarz TenTen, jak zwykle rozpromieniona i uśmiechnięta. Jej tęczówki lśniły troską, a włosy wirowały na wietrze w swoim rytmie. Właśnie tak ją zapamiętałam. Chciałam ją tak zapamiętać. Przez tego egocentrycznego dupka straciłam najlepszą przyjaciółkę! Jedną z niewielu osób, na której cholernie mi zależało! Teraz jej nieobecność czuję wszędzie, gdziekolwiek pójdę, gdziekolwiek będę. Uświadomiłam sobie, że nawet gdybym wyjechała do Arizony, samotność towarzyszyłaby mi bez względu na to, czy sobie tego życzę. Zostałam sama.
 Znowu ogarnął mnie przeraźliwy strach o Naruto. Nie mam pojęcia, co planował Itachi, ale nie pozwolę mu na to. Nie pozwolę mu na to, aby na moich oczach bezlitośnie wybijał wszystkie osoby, które kocham.
 Kpiłam z Sasuke. Śmiałam się z jego natury krwiopijcy, twierdziłam, że jest słaby..ale teraz widzę, że to ja jestem słaba. Nie dość, że słaba to na dodatek bezużyteczna. Co się ze mną stało? Nie mogę pozbierać swoich myśli w całość. Ostatnio zbyt często wymiękam, poddaje się. Pozwalałam Sasuke się mną opiekować, ponieważ w głębi serca czułam strach. Wiedziałam, że on jeden jest w stanie mnie ochronić, ale dlaczego? Zabawne, kusisz śmierć, ale gdy już zapuka do twych drzwi, Ty się odsuwasz. Udajesz, że nie ma cię w domu. Próbujesz zachowywać się bezszelestnie i jak małe dziecko chowasz się za rąbkiem spódnicy mamy, jakby umiała cię ochronić. Tak właśnie się czułam.
-  Itachi.. - syknęłam nie podnosząc swojego wzroku. Nie byłabym w stanie spojrzeć w te Sarnie Oczy. Kolejna oznaka mojej słabości. Cholera! - Odpowiesz mi na jedno pytanie? - Zadrżałam nie wiedząc, czy rzeczywiście chcę poznać odpowiedź.
- To Sasuke zabił twoich rodziców. - Zbladłam. - O to chciałaś zapytać, prawda?
Opadłam z resztek sił, które mi towarzyszyły. Ta wiadomość była dla mnie tak absurdalna, jak równie mocno nie chciałam w nią uwierzyć. Było mi ciężko. Ku swojemu ździwieniu nie zaregowałam gniewem, nie rzuciłam telefonem o ścianę, nie uderzyłam pięścią w pościel. Na mojej twarzy wypisany był stoicki spokój. Jestem pewna, że było to skutkiem szoku, jakiego mogłam doznać. Obiema rękami nie chciałam trzymać się wiadomości, że to Sasuke jest bestią.
- Jaką mam mieć pewność, że nie kłamiesz?! - wysyczałam przez zaciśnięte zęby. -  Równie dobrze możesz mi wcisnąć teraz każdą bajeczkę!  Nadal nie ruszyłam się z miejsca. Wpatrywałam się teraz w parę Sarnich Oczu, które znalazły się na wprost mnie. Jego oczy lśniły blaskiem, którego chyba u nikogo nie zdołałam ujrzeć. Jego wzrok finezyjnie mnie hipnotyzował. Czułam się jakby czas się zatrzymał, a tę chwilę będziemy dzielić wiecznie.
- Sakura nie wiem co sobie myślisz, ale ja nie chcę cię skrzywdzić - jego chrypki głos wyrwał mnie z letargu. Pogładził mnie swoją lodowatą dłonią po policzku. Nie mogłam wykonać żadnego ruchu.
- Posłuchaj. - zaczął. - Wiem, że Sasuke nie powiedziałby ci całej prawdy. Wiesz tylko tyle ile sam chciał ci powiedzieć. Zawsze lubił mieć piłkę na swojej stronie boiska. - syknął z jadem. Nie od dziś wiem, że palają do siebie nieposkromioną nienawiścią.
- Stał się wampirem przypadkowo. Nie planował tego. Tamtej nocy, gdy twoi rodzice jechali szosą to on ich zaatakował. Był młodym, początkującym wampirem. Twoi rodzice znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie.. Wiem, że to brzmi śmiesznie, ale tak właśnie było.
-Co ty mowisz... - westchnęłam. Nie chciałam słyszeć prawdy. Nie teraz. Nie kiedy Naruto potrzebuję pomocy, a całe moje dotychczasowe życie zamieniło się w horror. Nie teraz, kiedy nawet nie wiem kim jestem.
- Sakura... Z rozmyślań wyrwał mnie jego głos. W szybkim tempie znalazł się obok mnie. Ponownie byłam zmuszona zatopić się w otchłani Sarnich Oczu. Jego wzrok przeszywał moje ciało, które odmawiało posłuszeństwa. Nie byłam w stanie się poruszyć. Poczułam ciarki i zimny dreszcz, który pojawił się na mojej skórze. Nie miałam pojęcia, dlaczego tak na mnie działa.
-Kocham cię...