poniedziałek, 5 kwietnia 2021

info

 Cześć kochani, czy jeśli ktokolwiek tu jeszcze zagląda, a widzę że tak jest, czy chcecie kontynuację serii? Dajcie znać, możecie również napisać czy przenieść opowiadanie i kontynuować je na wattpadzie, czy tutaj. 
Pozdrawiam xoxox

poniedziałek, 30 lipca 2018

Rozdział 15.

Widziałam tylko ciemność. Żadnych kształtów. Ta otchłań bez dna pochłaniała mnie całą. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Czułam lęk, strach, który był skażony nutką ciekawością. Cholernie huczało mi w głowie, i czułam się jakbym wirowała. Nie mogąc zrobić kolejnego oddechu gwałtownie odwróciłam się na drugi bok. Pośpiesznie otwarłam oczy i zauważyłam, że jestem w swoim pokoju. Było mi gorąco, i byłam cała zlana potem. Czy to był tylko zły koszmar? Mój wzrok zatrzymał się na oknie. Była noc. Spojrzałam na zegarek - 03;23. Jak długo spałam? Co takiego się wydarzyło? Ostatnie wspomnienie, jakie  jestem w stanie wydobyć  z mej pamięci to twarz Itachiego, który mocno trzymał mnie w objęciach.
 Podparłam się na łokciach i upiłam łyk wody. Czy to może być prawda? Czy Sasuke na prawdę zabił moich rodziców? Czy mógłby być tak wyrachowany? Nie sądzę! Sakura, jak możesz tak myśleć?!
Skarciłam sama siebie w myślach.
Zbyt wiele pytań kreowało się w mojej głowie. Obawiałam się tylko jednego, czy kiedykolwiek poznam na nie odpowiedzi.
Może Itachi wcale nie jest zły. Może to Sasuke jest prawdziwą bestią. Wiem jedno. Jeśli okaże się, ze to on pozbawił mnie rodzinnej miłości i troski to nigdy mu tego nie wybaczę. Nie ważne jak dobrą miałby wymówkę! Nie jestem Bogiem, nie potrafię tak doskonale odpuszczać grzechów i przebaczać drobne błędy. Jestem pewna, że ich śmierć to nie mógł być drobny błąd, tylko koszmarny czyn z premedytacją.
 Wróciłam do łóżka z nadzieją, że uda mi się zmrużyć oczy - na próżno. Przez resztę nocy wiłam się na łóżku jak kot nie mogący znaleźć sobie właściwego miejsca. Było mi wszystko jedno. Wyłączyłam swoje myśli, uczucia, emocje. Pragnęłam spokoju jak niczego innego na tym świecie.

- Sakura, ktoś do Ciebie!
Rozbudził mnie krzyk Anke, który był tak głośny,że zdawało mi się, jakby właśnie wrzasnęła wprost do mojego ucha. Otworzyłam zmęczone oczy, a moją twarz rozświetliły promienie słonecznie. Chyba jednak udało mi się zasnąć, choć z całą pewnością wymagało to nie lada wyczynu.
 Przeczesałam jedną ręką moje długie włosy, po czym skierowałam się ku schodom. Gdy znalazłam się na dole zamarłam.
- Cześć, jak się czujesz? - Pieścił moje uszy ten sam męski głos, co tamtej nocy. Ten sam wyraz twarzy, ta sama para oczu. Zaniemówiłam. Zapomniałam, jak się układa zdania.
-Co Tty.. - Uderzyła we mnie fala gorąca. Poczułam, że tonę. Tonę, jak ryba, która zapomniała jak się pływa. Nonsens.
- Eh, zawsze te same pytania. - uśmiechnął się szyderczo, po czym podniósł się z kanapy i szybkim krokiem zjawił się tuż obok mnie. Popatrzył wprost w moje przerażone oczy i pogładził mnie po włosach. - Porozmawiajmy.
Nie byłam w stanie odpowiedzieć. Fala gorąca zamieniła się w tsunami. W odpowiedzi tylko skinęłam głową i poszliśmy w kierunku mojego pokoju.
- Hm, ładnie tu. - roześmiał się. - Tak przytulnie. - ciągnął.
Usiadłam na łóżku i poczułam się jak lęk obezwładnia moje ciało. Miałam wrażenie, że jestem jak piórko, które wtapia się w materac. Znowu huczało mi w głowie i wszystko dookoła straciło swój pierwotny kolor. Nic z tego nie rozumiałam. Nawet nie wiem, czy chcę zrozumieć. To wszystko wydaję mi się być zbyt skomplikowane, i żałuję, że akurat ja musiałam stać się częścią tej agonii.
Ocknęłam się, kiedy jego usta znalazły się tuż obok moich. Jego smukła sylwetka znalazła się nad moją. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy i chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie. Było mi tak dobrze. W jednej sekundzie cały strach minął, a ja poczułam bezgraniczny spokój. Zamknęłam oczy, licząc na to, że jego zimne usta za chwile dotkną moich, które żarliwie błagały o pocałunek.
- Powinnaś być całowana przez kogoś, kto potrafi to robić. - usłyszałam jego głos. To było jak kubeł zimnej wody. Z całą siła naparłam na niego i zrzuciłam go z mojego ciała.
- Do diabła, co tu robisz?! - wykrzyknęłam tak głośno,że prawdopodobnie i Anke była w stanie mnie usłyszeć. Tego jeszcze mi brakowało. Ale miałam nadzieję, że nie zechce nam przeszkadzać. W jednej chwili przed oczami przelatywały mi wydarzenia minionych tygodni. Twarz TenTen, jak zwykle rozpromieniona i uśmiechnięta. Jej tęczówki lśniły troską, a włosy wirowały na wietrze w swoim rytmie. Właśnie tak ją zapamiętałam. Chciałam ją tak zapamiętać. Przez tego egocentrycznego dupka straciłam najlepszą przyjaciółkę! Jedną z niewielu osób, na której cholernie mi zależało! Teraz jej nieobecność czuję wszędzie, gdziekolwiek pójdę, gdziekolwiek będę. Uświadomiłam sobie, że nawet gdybym wyjechała do Arizony, samotność towarzyszyłaby mi bez względu na to, czy sobie tego życzę. Zostałam sama.
 Znowu ogarnął mnie przeraźliwy strach o Naruto. Nie mam pojęcia, co planował Itachi, ale nie pozwolę mu na to. Nie pozwolę mu na to, aby na moich oczach bezlitośnie wybijał wszystkie osoby, które kocham.
 Kpiłam z Sasuke. Śmiałam się z jego natury krwiopijcy, twierdziłam, że jest słaby..ale teraz widzę, że to ja jestem słaba. Nie dość, że słaba to na dodatek bezużyteczna. Co się ze mną stało? Nie mogę pozbierać swoich myśli w całość. Ostatnio zbyt często wymiękam, poddaje się. Pozwalałam Sasuke się mną opiekować, ponieważ w głębi serca czułam strach. Wiedziałam, że on jeden jest w stanie mnie ochronić, ale dlaczego? Zabawne, kusisz śmierć, ale gdy już zapuka do twych drzwi, Ty się odsuwasz. Udajesz, że nie ma cię w domu. Próbujesz zachowywać się bezszelestnie i jak małe dziecko chowasz się za rąbkiem spódnicy mamy, jakby umiała cię ochronić. Tak właśnie się czułam.
-  Itachi.. - syknęłam nie podnosząc swojego wzroku. Nie byłabym w stanie spojrzeć w te Sarnie Oczy. Kolejna oznaka mojej słabości. Cholera! - Odpowiesz mi na jedno pytanie? - Zadrżałam nie wiedząc, czy rzeczywiście chcę poznać odpowiedź.
- To Sasuke zabił twoich rodziców. - Zbladłam. - O to chciałaś zapytać, prawda?
Opadłam z resztek sił, które mi towarzyszyły. Ta wiadomość była dla mnie tak absurdalna, jak równie mocno nie chciałam w nią uwierzyć. Było mi ciężko. Ku swojemu ździwieniu nie zaregowałam gniewem, nie rzuciłam telefonem o ścianę, nie uderzyłam pięścią w pościel. Na mojej twarzy wypisany był stoicki spokój. Jestem pewna, że było to skutkiem szoku, jakiego mogłam doznać. Obiema rękami nie chciałam trzymać się wiadomości, że to Sasuke jest bestią.
- Jaką mam mieć pewność, że nie kłamiesz?! - wysyczałam przez zaciśnięte zęby. -  Równie dobrze możesz mi wcisnąć teraz każdą bajeczkę!  Nadal nie ruszyłam się z miejsca. Wpatrywałam się teraz w parę Sarnich Oczu, które znalazły się na wprost mnie. Jego oczy lśniły blaskiem, którego chyba u nikogo nie zdołałam ujrzeć. Jego wzrok finezyjnie mnie hipnotyzował. Czułam się jakby czas się zatrzymał, a tę chwilę będziemy dzielić wiecznie.
- Sakura nie wiem co sobie myślisz, ale ja nie chcę cię skrzywdzić - jego chrypki głos wyrwał mnie z letargu. Pogładził mnie swoją lodowatą dłonią po policzku. Nie mogłam wykonać żadnego ruchu.
- Posłuchaj. - zaczął. - Wiem, że Sasuke nie powiedziałby ci całej prawdy. Wiesz tylko tyle ile sam chciał ci powiedzieć. Zawsze lubił mieć piłkę na swojej stronie boiska. - syknął z jadem. Nie od dziś wiem, że palają do siebie nieposkromioną nienawiścią.
- Stał się wampirem przypadkowo. Nie planował tego. Tamtej nocy, gdy twoi rodzice jechali szosą to on ich zaatakował. Był młodym, początkującym wampirem. Twoi rodzice znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie.. Wiem, że to brzmi śmiesznie, ale tak właśnie było.
-Co ty mowisz... - westchnęłam. Nie chciałam słyszeć prawdy. Nie teraz. Nie kiedy Naruto potrzebuję pomocy, a całe moje dotychczasowe życie zamieniło się w horror. Nie teraz, kiedy nawet nie wiem kim jestem.
- Sakura... Z rozmyślań wyrwał mnie jego głos. W szybkim tempie znalazł się obok mnie. Ponownie byłam zmuszona zatopić się w otchłani Sarnich Oczu. Jego wzrok przeszywał moje ciało, które odmawiało posłuszeństwa. Nie byłam w stanie się poruszyć. Poczułam ciarki i zimny dreszcz, który pojawił się na mojej skórze. Nie miałam pojęcia, dlaczego tak na mnie działa.
-Kocham cię...

sobota, 18 lutego 2017

Rozdział 14.

 - Zabiję cię! - wykrzyknąłem mu prosto w twarz.
Byłem wściekły. Złość pochłaniała mnie całego. Żyłki na mojej twarzy zrobiły się bardziej widoczne. Krew niemiłosiernie tętniła. W mojej głowie rozpętało się piekło. Itachi Uchiha. Jak mógł?! Dlaczego do cholery?!
Ugryzł ją!
Nie kto inny, tylko jego własny rodzony brat. Dopuścił się takiego czynu, tylko po to, by była jego. To zabawne. Do czego wampir jest zdolny, kiedy w grę wchodzi coś, czego nie może mieć. Tyle, że to nie przelewki! Sakurze może się coś stać! Znam się na medycynie. Kiedyś moim marzeniem było zostać chirurgiem. Ale to paradoks. Operowanie ludzi? Widok i zapach smacznej krwi? Jak prawdziwa mieszanka wybuchowa. Przeniosłem wzrok na Sakurę, która ledwo stała na nogach. Chwiała się na wszystkie strony pewnie nawet, o tym nie wiedząc. Wampirzym tempem znalazłem się obok niej łapiąc ją w ramionach. Gdyby nie ja miałaby nie miłe przywitanie z podłogą. Spojrzała na mnie, a we mnie się zagotowało. Jej zielone gałki oczne nadal lśniły tą niesamowitą troską. Mógłbym wpatrywać się w nie bez końca. Trochę niżej ponętne malinowe usta, które mam ochotę całować do utraty tchu.. ZARAZ! STOP! O czym ja w ogóle myślę?! Dziewczyna skona na moich rękach, a ja za bardzo wybiegam w marzenia. Sam nie wiem co się dzieję. I wszystko byłoby w porządku, gdyby jej smaczna krew nie dała mi o sobie znać. Pogładziłem ją po jej jedwabistych różowych włosach, po czym przesunąłem je ręką tak, że miałem nieograniczony dostęp do jej szyi.
- Sasuke nie zachowuj się jak dziecko. Chcesz tego. Możesz to zrobić. Co cię zatrzymuję? - parsknął wlepiając we mnie oczy.
- Zamknij .. się.. - zazgrzytałem zębami.
m teraz nieograniczony dostęp do jej szyi. Oczy wyszły mi na wierzch, a do nozdrzy doleciał ten piękny zapach. Zaszumiało mi w uszach.
- Zrób to. - usłyszałem jego głos.
Nie odwracałem wzroku od różowowłosej piękności, której pragnę od samego początku. Nadal jest mi cholernie bliska. I czuję między mną, a nią więź. Tak jakby nigdy nie odeszła ode mnie. Jakby strata jej wcale nie była prawdziwa. Moje zmysły już szaleją; sprawiają, że ja sam nie wiem co się dzieję. Walczyłem teraz sam ze sobą, żeby nie zamoczyć w niej kłów. To mogłoby się skończyć przecież tragicznie. Sam nie wiem ile wytrzymam.
- Możesz ją mieć. Tu i teraz.. - perfidnie się uśmiechnął. Bez wątpienia próbował mnie podpuścić.
- Jesteś zwierzyną..
- Ja? Wiesz.. może i masz rację. - spoglądał na swoje paznokcie. - Ale ty za to jesteś słabeuszem i nikczemnym kłamcą.
- Co ty bredzisz?!
Jeszcze chwilę spoglądałem na spływającą krew po jej ciele, po czym delikatnie ułożyłem ją na sofie. Przez sen wygląda tak niewinnie. Ta twarzyczka, która nie ma o niczym pojęcia. Myśli, że pozjadała wszystkie rozumy, ale są sprawy o których nawet ona nie ma pojęcia. I wątpię, że kiedykolwiek będzie miała.
- Czyli mam rozumieć, że powiedziałeś jej prawdę? Że to ty zabiłeś jej rodziców. - zaśmiał się.
Ogarnął mnie chłód na kilka wspomnień z tamtych lat. Oblał mnie zimny pot. Schowałem twarz w dłonie, po czym chciałem jak najszybciej odpędzić te wszystkie wspomnienia.
- Próbowałem zapomnieć.. - zacząłem.
- Zapomnieć? Wiem, że dla ciebie to nic nie znaczyło. To tylko polowanie. A to, że jej rodzice znaleźli się na krańcach kraju to był zwykły przypadek, ale Sasuke to jej rodzina. Pozbawiłeś ją szczęścia. Sam do tego doprowadziłeś. Tylko ty.

środa, 11 maja 2016

Witajcie!

Witajcie! Z góry przepraszam za długą nieobecność i na razie nic nie obiecuję, ale muszę przyznać, że stęskniłam się za tym blogiem. Dużo razy myślałam nad tym, czy wejść i coś napisać. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że na ''już'' nie miałam zupełnie pomysłu. Główkowałam i główkowałam jednocześnie szukając inspiracji w zwykłych rzeczach.Muszę się Wam przyznać, że przestałam w siebie.. brak slow. Chciałam usunąć tego bloga. Wątpilam w to czy umiem pisać. Wcześniejsze rozdzialy.. nie podobają mi się. Nieprzemyślane, nudne.. No moze uwazacie inaczej..
W każdym razie wchodząc dzisiaj na bloga nie myślałam, że nadal tyle osób na niego wchodzi! Przeraziłam się, jak długo każę Wam czekać i obiecuję, że coś napiszę JEŚLI TYLKO CHCECIE. Ogólnie pisze już 14 rozdział, ale nie wiem jak z pomysłem i weną.
Piszcie, jeśli chcecie kontynuację może to mnie mnie zmotywuję.
Pozdrawiam!

Ps. Pierwsza notka, która miała być już dawno!
http://dziennik-nimfomanki-ss.blogspot.com/

niedziela, 20 marca 2016

Rozdział 13.

 Stałam jak słup soli. Nie umiałam wydusić z siebie żadnego słowa, ani nawet jęku. Zawiało chłodem. Moje drobne ciało przeszedł zimny, ale przyjemny dreszcz. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie ma tu okna, więc chłód nie jest spowodowany niską temperaturą na dworze. Opuściłam powieki wlepiając wzrok w podłogę.
- Itachi.. - wyszeptałam najciszej jak umiałam. Nie chciałam na niego patrzeć. Kurwa, boje się. Tak jak jeszcze nigdy w życiu. On sam sprawia, że nie wiem co mam myśleć. Cała się trzęsę. Jestem w pomieszczeniu z wampirem i najlepszym przyjacielem, którego on chcę zabić. Najgorsze jest to, iż wiem, że to nie sen. To się dzieję na prawdę. Gdy uszczypnę swoją gładką skórę nie obudzę się. Cholera jasna, dlaczego może życie musiało się aż tak skomplikować? Wolałabym żyć ze świadomością, że żyję po raz pierwszy. Nigdy nie sądziłam, że reikarnacja jest możliwa. A od Anke dowiaduję się, że już kiedyś żyłam. Czy to nie brzmi absurdalnie? Moim zdaniem bardzo.
- O, proszę znasz mnie. - wyszczerzył swoje białe zęby. Był tajemniczy, nie ukazał od razu kieł. Niezauważalnie podeszłam do Naruto zasłaniając go własnym ciałem. Ja z nim to załatwię. Naruto nic do tego!
- Czego chcesz?! - krzyknęłam tak głośno, że odbijało się echem w każdym miejscu.
- Nie będę rozmawiać z tobą takim tonem. Pogadamy na altance..
- Chyba śnisz...- Zniknął. Podniosłam jedną brew i wytrzeszczyłam oczy. Tak szybko bym się go pozbyła? Raczej wątpię, by bez walki dał mi za wygraną. Poczułam zimny wietrzyk tuż przy mojej szyi. Jego ręce zakleszczyły się na mojej talii. Nie mogłam w to uwierzyć! Zadrżałam. Było to przyjemne, ale jednocześnie przerażające. Czułam jak serce mocniej mi biję. Nie mogłam opanować oddechu. W jednej chwili strach całkowicie mnie opuścił. Nie wiem, dlaczego. Czułam, że mu ufam. Ale ja jestem durna! Sakura obudź się!
- Tęskniłem za tobą.. - przyciągnął mnie do siebie. Dalej byłam do niego obrócona plecami, dlatego też nie patrzyłam mu w oczy. W sumie to i dobrze. Nie byłabym w stanie. Nie wiem, dlaczego moje ciało tak elektryzuję się na jego dotyk. O co w tym wszystkim chodzi.
- Zostaw ją! - odwróciłam wzrok w stronę blondyna. Co on wyprawia. Ja tu próbuję nas ratować, a on wyskakuję jakimiś pretensjami. Niech zamknie japę, jeśli mu życie miłe.
- Zazdrosny? Mmm.. Nie preferuję trójkątów. - Ale nie martw się, nie zapomnę o tobie. Zajmę się tobą potem. - jego kąciki ust podniosły się ku górze. Swoją zimną jak lód dłonią złapał mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą. Nie protestowałam. Jeśli to ma uratować mojego przyjaciela, to okej! Zrobię wszystko. A gdyby coś poszło nie po mojej myśli.. Sasuke mam nadzieje, że nie zawiodę się na tobie tym razem. Rzuciłam ostatnie spojrzenie Uzumakiemu, po czym opuściłam wraz z starszym Uchihą ten czarny zamglony pokój. Mam nadzieję, że rozumie co robię.
 Jego uścisk robił się co raz mocniejszy. Czułam jak moja tętnica nie transportuję już krwi w tym miejscu. Nie chciałam jednak pokazać mu, że sprawia mi to ból.
- Za pewne już wszystko wiesz? - zesmutniał sadzając mnie na sofie. Spojrzałam w jego czarne tęczówki przesiąknięte smutkiem, a zarazem jadem. Siedzę wraz z wampirem na altance, która ma cudowny widok na las. Chyba napiszę, o tym książkę. ''Nasze życie będzie jak poemat, jeśli tylko znajdziesz dobry temat''.
- Sasuke, to drań. Czego on ci naopowiadał? Przespałaś się z nim? - zmienił ton. Podniósł stanowczo brew uważnie mi się przyglądając. Chwilę milczałam, bo nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- To nie tak.. - zaprotestowałam. - A po za tym! Nie tobie go oceniać. Jesteś o wiele gorszy. - syknęłam.
- Gorszy? - zdziwił się. - To nie to określenie, Sakura. - zbliżył się tak bardzo, że czułam jego oddech na swojej szyi. Jeśli chcę mnie przestraszyć to nie uda mu się to. W głowie układałam sobie dialogi. Przypomniałam sobie napad na dom Ten-Ten, oraz na jej samochód... Nie sądzę, żeby to był przypadek! Nie bez powodu młodszy Uchiha zabrał mnie pośpiesznie z miejsca zdarzenia. Nie przestanę węszyć dopóki nie dowiem się prawdy nawet jeśli będzie mnie to dużo kosztowało.
On pozostał dalej w tej samej pozycji. Jego zimny oddech podrażniał moją i tak zimną skórę przez co  moja temperatura gwałtownie obniżała się.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne, dlatego rozmawiamy. - wpatrywał się we mnie z ogromną fascynacją i ciekawością. Zawstydzało mnie to. Jeszcze nikt tak na mnie nie patrzył. Zdawało mi się, jakby myślał tylko o tym, aby zedrzeć ze mnie ubranie.
- Dlaczego, to zrobiłeś? - spuściłam głowę. - Dlaczego Ten-Ten nie żyje!
- Sądzisz, że to moja sprawka? - podrapał się po głowie. - Masz rację. - na te słowa bezlitośnie walnęłam go w klatkę piersiową. Nie mogę tego słuchać. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby z zimną krwią mordować drugiego. Nie, ja tego nigdy nie zrozumiem.
- Mówisz to z takim spokojem, jakbyś uważał, że to nic takiego! - I niby Sasuke jest gorszy?! On przynajmniej jest ludzki! Ma uczucia! - Auć! - mocno mną potrząsnął.
 Jego twarz znajdywała się w takiej pozycji, że mój oddech lądował na jego sinych wargach. Przejechawszy palcem po moich ustach znowu przeszedł mnie dreszcz. Zamknęłam oczy całkowicie oddając się tej chwili.
- Nie pocałuję cię.. - te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. - Chociaż, tak ładnie prosisz. - uśmiechnął się. - A teraz mnie posłuchaj. - znowu spoważniał. Jego nastrój był zmienny bardziej niż kobiety w ciąży.
- Pamiętasz aferę z twoimi rodzicami? Dokładnie z ich śmiercią? Wypadek samochodowy. Północ.
- Jak mogłabym nie pamiętać. - parsknęłam.
- Skoro wiesz, że samochód Ten-Ten nie przez przypadek wpadł w poślizg, to co twierdzisz o tamtym przypadku? No wiesz.
- Co ja twierdzę?? - zdziwiłam się. Nie rozumiem, dlaczego porusza ten temat i skąd o tym wie...Chociaż.. Bingo! W mojej głowie powoli zaczęło się wszystko układać. Jakby ktoś zapalił w moim umyślę lampkę.
- To byłeś ty? - odwróciłam się w przeciwną stronę chcąc ukryć zaszklone oczy. Nigdy mu tego nie wybaczę. Dlaczego zabrał mi najważniejsze dla mnie osoby? Teraz chcę jeszcze Naruto. Jedyną osobę, która mi pozostała. To okrucieństwo! Nie ma w sobie za grosz wrażliwości.
 - To, że twoja wrażliwość mieści się w łyżeczce od herbaty to nie znaczy, że wszyscy są tak upośledzeni.. - warknęłam.
- Ty .. ty myślisz, że ... Nie rozśmieszaj mnie! - wybuchł nie opanowanym śmiechem. Spojrzałam na niego jak na wariata chcąc ukryć zażenowanie tą sytuacją.
- Przepraszam Haruno, ale masz niezwykłe poczucie humoru. Takie samo jak sprzed laty. - starł łzę z oka. Nie do wiary. Nigdy nie widziałam, jak ktoś płaczę ze śmiechu. To w ogóle możliwe.
- Nie wiem co cię bawi. - spróbowałam sprowadzić go do pełnej świadomości. Chcę rozmawiać całkiem poważnie.
 - Dobrze. - A więc, to nie ja ich zabiłem. - uwierzyłam mu. Może ze strachu? Bezlitośnie wpatrywał się w moje tęczówki chcąc pokazać wyższość. Moją twarz zamalowały dwa blade rumieńce. Schowałam twarz w dłonie na znak protestu.
- Nie patrz tak na mnie. - wyszeptałam. - Jeśli nie ty, to kto?
- Twój ukochany wybawca. - zaśmiał się.
- S A S U K E,  - Znasz?

Milczałam jak grób. Nie miałam siły protestować. Może z wyczerpania. Od 24h nie zmrużyłam oka. Nie wiedziałam już, czy on na prawdę to powiedział, czy to głos w moim umyśle mi to podpowiada.
Ale Sasuke? On był dla mnie dobry. Nie skrzywdził mnie. Chciał mnie chronić! Dlaczego do jasnej cholery. A może Itachi jest zwykłym kłamcą i zdrajcą? Nie bez powodu wszyscy mnie przed nim ostrzegali. A może właśnie, po to bym nie dowiedziała się prawy. Ja już nic z tego nie wiem. Chcę spać. Z nowym umysłem będę bardziej rozważna.
- Koniec przedstawienia, braciszku. - na ziemie sprowadził mnie znajomy głos. Niepewnie popatrzyłam w tamtą stronę. Sas... więc jednak martwi się o mnie! To na pewno nie on przyczynił się do śmierci moich rodziców! Jestem pewna, że był to zwykły przypadek. Przecież tyle słyszy się o wypadkach samochodowych i nie tylko.
- Jak mnie znalazłeś? - warknął odrywając się ode mnie. Odetchnęłam z ulgą. Jego bliskość niesamowicie uzależniała.
- Nie bądź głupi. Na prawdę masz mnie za takiego błazna? - pokręcił głową w prawo i w lewo.
- Nie zaprzeczę z grzeczności.
- Pakkun, to najlepiej wyszkolony pies.Nigdy go nie doceniałeś - uśmiechnął się wyszczerzając kły. Boże, czy oni mają zamiar się bić?! Ja już wariuję.... I co ja mam zrobić? Rozdzielić ich?
-  Podziwiam twoją odwagę. Mam rozumieć, że moja straż znowu dała ciała?
- A jakże inaczej. Skoro Deidara i Shikamaru to twoi asystenci. - parsknął.
- Deidara? - wtrąciłam się.
- Wiedzę, że nieźle mnie rozgryzłeś mój młodszy głupi braciszku. - uśmiechnął się morderczo nie odrywając ani na chwilę od niego wzroku.
- Chciałeś, aby Deidara wzbudził swoje zaufanie u Sakury i porwał ją. Żeby następnie mieć ją tylko dla siebie. Tylko po co to wszystko? Po co zabijałeś niewinnych ludzi? - zacisnął dłonie w pięść.
- Jesteś żałosny. Wampir, którzy żywi się jedynie krwią zwierząt to słabeusz. - zbliżył się o parę kroków bliżej do Sasuke. - S ł a b e u s z. - wyszeptał.  Odwrócił się napięcie patrząc na mnie. Znowu przeszedł mnie dreszcz. Dotknęłam swojej dłoni - była lodowata. Temperatura mojego drobnego ciała  na pewno jest stanowczo  za niska. Cholera, co to za miejsce.  Poczułam ścisk w sercu.
 - Nie rozumiem, po co zgrywasz takiego bohatera. Obydwoje dobrze wiemy, że jestem silniejszy.
- Masz rację. - odburknął. - A wiesz dlaczego? Bez względu na pitą krew. Bez względu na przeszłość, i teraźniejszość. To samotność sprawia, że ludzie stają się silniejsi.
- A ty? Jesteś słaby. Dlaczego jesteś słaby? Bo za mało w tobie nienawiści do całego świata. Spójrz na nią.. - gdy jego palec wskazujący pokazał właśnie mnie znowu zaczęłam się bać. Nie nadążam za nim. Sama już nie wiem, czy jego celem jest zrobienie mi krzywdy, czy też nie.
- Obydwoje wiemy, że jej krew jest najsmaczniejszym kąskiem. - perfidnie się uśmiechnął. Popatrzał na mnie jeszcze raz, kręcąc głową. W mgnieniu oka znalazł się za mną. Szybki jest, to fakt. Nie mogę z nim nawet rywalizować, przecież go nie dogonię.
 Jedną rekom złapał mnie za talię, a drugą błądził po mojej szyi. Pogładził mały jej skrawek, jakby chciał mnie przygotować na najgorsze. Ledwo oddychałam przez ból w klatce piersiowej. Czułam się słaba. Jestem w pokoju z dwoma wampirami.
A ja?
Kim jestem?
Nie wiem.
Kto zna odpowiedź na to pytanie?
 Niegdyś moim zadaniem było chronienie Konohy. Razem z Nejim, Ten-Ten, Naruto i Hinatą zajmowaliśmy się zbrodniami i morderstwami. Byliśmy nierozłączną zgraną paczką. Żaden bandzior nam nie umknął.
Czułam się potrzebna.
Ważna.
To był świetny czas.
Są takie oczy, co nie śpią w nocy.
Śmiało stwierdzam, że należą do mnie.
Jest godzina czwarta nad ranem, a za oknem płacze deszcz. Kolejny raz w tym tygodniu. Nienawidzę deszczu i wszystkiego co mokre.
I niech przyjdzie już piąta, o ile dalej mamy żyć.
Czuję się jak samobójca stojący na krawędzi mostu. Wahający się, czy skoczyć. W końcu tak bardzo tego pragnął, a teraz tchórzy? Jak fretka?
To ja zawsze rozprawiałam się z bandytami. Byłam niezmiernie odważna, a porywczość to moje drugie imię. Dlaczego, więc wymiękam?
Opuszki jego palców zatrzymały się na mojej szyjnej tętnicy. Musnął moją małżowinę uszną tak delikatnie, jakby bał się, że mnie spłoszy. Zamknęłam oczy. - Co robisz? - wyszeptałam.
 Moja twarz tego nie okazywała, ale w środku bałam się. Coś we mnie krzyczało. Rozrywało na części. Sprawiało, że w tej sytuacji jestem bezsilna.
Odpowiedział mi silny ból. Poczułam obce ciało w szyi. Nie trudno zgadnąć, że to kły wampira. Upadłam na ziemie łkając. Ból przeszywał mnie na wylot. Nie życzę nikomu takiego uczucia. Kiedyś gdzieś wyczytałam, że ukąszenie wampira jest podniecające niczym dobry seks. Z własnych przeżyć mogę temu zaprzeczyć. To uczucie wcale nie jest podniecające. Bolesne, jak diabli.
Powoli oderwał mnie od siebie, patrząc głęboko w oczy. Panowała między nami idealna cisza, o której niektórzy mogą sobie tylko pomarzyć. Czułam jak na mój brzuch intensywnie spadają krople krwi. Jak tak dalej pójdzie to będę się kąpać w własnej kałuży czerwonej substancji.Sama nie wiem jak zachowuję taki spokój. Czuję się jak zahipnotyzowana, nie mogę się ruszyć. Jestem w tej pozycji już drugą minutę, a żaden Uchiha się słowem nie odezwał. Kręciło mi się w głowie, a przed oczyma wszystko mi wirowało. Usłyszałam tylko ciche 'zabiję cię'....

Tak więc, wiem, że krótka i wiem, że długo nie było noci. Chciałam Was uprzedzić, że teraz tak będzie chociaż staram się nad tym pracować. Za niecały miesiąc mam egzaminy i bierzmowanie. Jeśli egzamin z języka pójdzie mi źle, to nie dostanę się do wymarzonej szkoły, a wtedy klapa.
Święta są za parę dni to może uda mi się napisać coś na zapas:)

Pozdrawiam

poniedziałek, 14 marca 2016

Rozdział 12.

 Mój głos załamał się, gdy ujrzałem, że nigdzie nie ma różowowłosej. Cholera, Suigetsu miał jej pilnować! Wiedziałem, że coś wykombinuję, ale dlaczego?! Tak źle jej tu jest?! Do jasnej cholery! Trzasnąłem pięścią w ścianę.
Twarz skierowałem w dół.
Co teraz? Co ja mam zrobić? Gdzie mam jej szukać? Muszę z całą pewnością wyprzedzić Itachiego. Na pewno będę jej szukał, ale nie mam zielonego pojęcia kiedy uciekła. W moim umyśle toczyła się krwawa walka pomiędzy tym co muszę, a powinienem był zrobić. Na prawdę karcę się za to co się stało. Jestem nieodpowiedzialny. Jej matka kazała mi się nią zaopiekować , a ja to po prostu zlekceważyłem. Spójrzmy prawdzie w oczy. Nigdy nie znałem się na uczuciach. Nie jestem dobry w te klocki. Nie chcę nawet myśleć, co będzie jak dojdzie do ich spotkania po tylu latach. On mi ją odbiję!
Zaraz,zaraz..
On nie może mi jej odbić, bo ona nawet do mnie nie należy. Nic nas nie łączy, Sasuke. Zrozum to. Cholera jasna!
 Byłem tak zdezorientowany, że nie wyczułem obecności Karin w pokoju różowowłosej. Weszła tak po cichu. Chociaż nie miałoby to znaczenia, bo wyczuwam ludzi po zapachu. A teraz? Nie wiem jak daleko zaszedłem tymi myślami..
- Kochanie .. - zakleszczyła ręce na mojej szyi obracając mnie do siebie i patrząc głęboko w oczy. - Wiesz może wybierzemy się na romantyczną kolację? - uśmiechnęła się szeroko muskając moje zimne jak lód wagi. Nie miałem ochoty na jakiekolwiek nocne igraszki ani uczucia. Nie mam na to czasu, do jasnej anielki.
 - Nie mogę.. - warknąłem oschłym tonem zrzucając ją z siebie.
- O co ci chodzi? - popatrzała z ogromnym zdziwieniem wprost na mnie.
- Sakura uciekła. - głos znowu mi się załamał. Skrzyżowałem ręce podchodząc do okna. Padał deszcz. Kolejny raz w tym tygodniu. Jest pewnie cała mokra, co jeśli się przeziębi? Nabawi się grypy? Czemu nie może być tutaj ze mną? Aż tak mnie nienawidzi?
- I co z tego? - gwałtownie obróciłem się na te słowa nie mogąc uwierzyć co ona wygaduję. - Tylko nam przeszkadza.
- Nam? Chyba tobie! - wkurzył mnie ten głupi babsztyl! Mam ochotę ją ukatrupić za te wszystkie obelgi w stronę Sakury.
- Powiedz mi jedno. - jej ton zrobił się nieco spokojniejszy. Powoli podeszła do fioletowej pufy i usiadła na niej wywracając oczami do góry. Wzięła głęboki oddech i popatrzyła na mnie.
- Kochasz ją? - zazgrzytała zębami.
- Ja.. - Sam nie wiem. - westchnąłem. W końcu prawda. Nie mogę jej kochać. Nie, nie. Nie znam jej nawet. Jest tylko moją przeszłością.
Tylko?
Chyba aż...
- Wiedziałam. - na jej twarzy widniał ten zawistny uśmieszek pokazujący chęć mordu.
- Nie utrudniaj mi wszystkiego.
- Słucham? A więc to moja wina? - zaśmiała się głośno.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale chciałeś. - zachichotała oglądając swoje pazury. Czy ona jest czymś odurzona? Zachowuję się jakby nie miała piątej klepki.
- Daj spokój. Nie czas na to. - skinąłem kierując sie w kierunku drzwi. Każda minuta jest cenna. Tym razem nie mogę nawalić. W ogóle nie mogę.
- Gdzie idziesz? Po tę cnotkę? - wrzasnęła.
- To nie jest już twoja sprawa. - warknąłem zbiegając po drewnianych schodach.
 Nawet na dole byłem w stanie usłyszeć jej przekleństwa w moją i Sakury stronę. Ale w tym momencie zupełnie mnie to nie obchodziło. Sakura, błagam ,gdy już go spotkasz graj na czas. Obiecuję, że go zabiję...
                                 
                                                               ****
 Cztery puste czarne ściany stały się moim jedynym azylem. Przebywam tu już drugi dzień i nic nie wskazuję na to, że szybko mnie stąd wypuszczą. Przez to, że nie chcę wydać gdzie aktualnie jest Sakura - Itachi znęca się nade mną. Fizycznie i psychicznie. Przypina mnie do jakiegoś pieprzonego urządzenia. Nie wiem dokładnie jak to działa. Ale przepływający prąd? Tak chyba prąd boli jak cholera. Wieczorami jestem tak wyczerpany jak jeszcze nigdy. Słyszałem wiele plotek o brutalności Itachiego, ale nie sądziłem, że jest taka wielka. Jeśli przeżyję tydzień tutaj to będzie sukces. Jasne, że są momenty w których mogę uciec.. ale zwykle nie mam na to siły. Dobrze sobie to zaplanował.
 Z resztą czego on ode mnie chcę? Ja na prawdę nie wiem gdzie jest Sakura. Nie mam pojęcia. Nie rozmawiałem z nią od dłuższego czasu. Oczywiście przeklęty wszechwiedzący Uchiha myśli, że kłamię. W sumie to się nie dziwie. Jest pewien, że ją kryję. Oby tylko nic jej nie było. Itachi nie może jej dostać w swoje ubrudzone moją krwią łapska. Nie może i ja nie dopuszczę do tego! Dopóki żyję!
Tak to moja droga ninja, tato!
 Usłyszałem tupot szpilek. Wątpię, by ktokolwiek ze służby Uchihy paradował w szpilkach. Co jest grane? Ostatkami sił powoli wstałem i spojrzałem przez dziurkę drewnianych drzwi. Coś zasłaniało mi widok. Coś.. zaraz chwila. Różowe włosy?! To nie możliwe.
- Sakurka.. - wyszeptałem. Pewnie bym jej imie wykrzyczał, gdyby nie moje wyczerpanie.
- Cii.. - westchnęła przekręcając kluczyk. Szybko weszła do pustego pomieszczenia mocno mnie przytulając. Zrobiło mi się ciepło pomimo temperatury na minusie.  - Nic ci nie jest? - wyszeptałem.
- To ja powinnam cię o to zapytać. - wypuszczając mnie ze swoich objęć nieśmiało spojrzała na mnie. Spuściłem głowę w dół. Nie chciałem by widziała te wszystkie zadrapania i siniaki.
- Naruto! Co tu się do cholery dzieję! - wrzasnęła ilustrując mnie dokładniej wzrokiem.
- Cicho bądź, bo tu przyjdą..
- Kto?!
- Straże Itachiego..
- A więc to jego sprawka?! - Zabiję gnoja! - złapałem ją za dłoń. Była gotów z miejsca po prostu rzucić się na tego kryminalistę. Jasne nie dałaby mu rady. Z resztą nie znam osoby, która by dała.
- Uspokój się, proszę.. - mój głos podział na nią jak miód na pszczołę.
- Muszę cię stąd zabrać!
- Sama nie dasz rady. Nie mam siły, by iść. Musiałabyś nieść mnie na rękach .. - rzekłem sarkastycznie.
- Wiem przydałby się Sasuke. Ale on pilnuję wyłącznie swojej dupy. Nie można na niego liczyć.
- Sasuke? Dlaczego akurat on? Zbliżyliście się do siebie? Zrobił ci krzywdę? - przyłożyła palec na moje usta chcąc zaprotestować.
- Nie wysilaj się, proszę. - Nie mogę patrzeć jak cierpisz wypowiadając każde jedno słowo.
- To przynajmniej powiedz... jak...się..tu...dostałaś.. - mówiłem co raz ciszej.
- To było proste. Jest chyba czwarta nad ranem, a nawet taka wyszkolona służba jak jego potrzebuję snu. . Nadal nie wierzę, że to właśnie ona przyszła tutaj po mnie.
 Znowu mocno mnie przytuliła. Przyjemny dreszczyk przeszedł po naszych ciałach. Jej obecność tłumiła cały ból.
- Sakura...  - przeraziłem się, gdy właścicielem tych słów wcale nie byłem ja. Zamarłem. Bałem się spojrzeć w tamtą stronę. Widząc minę różowowłosej przełamałem się. No to, wpadka!
- Proszę, proszę. Ptaszek sam wleciał do klatki. - perfidnie się zaśmiał patrząc na nią jak na najsmakowitszego kąska.
- uśmiechnęła się. Jej uśmiech spowodował, że nawet ja poczułem się lepiej. Zawsze był moim lekiem na smutki. - Będzie dobrze, obiecuję.  - ścisnęła moją dłoń. Chciałbym, żeby ta chwila trwała wiecznie
                                                                         ****
Moze trochę za krótki, ale chciałam zrobić takie o to zakończenie ^^ Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie rozdziałów lub nie to piszcie.

czwartek, 10 marca 2016

Rozdział 11.

 Czułem jak moje ciało ogarnia ciepło przez dotyk różowowłosej.Mimo, iż było to godzinę temu to cały drżę.Jej skóra.. taka miękka i delikatna.Mam wrażenie, że każdy mój ruch może ją zranić.Jest taka krucha, a zarazem taka zadziorna.To w niej uwielbiam.Raz aniołek, raz diablica.Ten jej charakterek kiedyś mnie wykończy.Nawet pewnie nie wie, że tak kusi.W tym momencie nawet nie myślę o Karin.Jestem już pewien,że nić do niej nie czuję.Łączył nas tylko namiętny seks, i nic więcej.Z resztą mam wrażenie, że ona coś ukrywa.Ostatnio zbyt często nie ma jej w nocy.Nie żeby mi na tym zależało.
-Gdzieś ty był tyle czasu? - usłyszałem zakłopotanie w głosie Suigetsu.Tak bezprawnie wszedł sobie do mojego pokoju, nie pukając.Grr,nienawidzę tego.
-Na zwiadach. - barknąłem spod nosa.
-I jakieś nowe wieści? - usiadł na mojej czarnej skórzanej kanapie dając nogi na stół.No nie prawdopodobne czuję się jak u siebie.Cały Suigetsu.
-Chyba mamy problem..  - zagryzłem wargi.Fakt Sakura to osoba, która powinna się o tym dowiedzieć jako pierwsza, ale przez ten incydent z 'plamą' zupełnie o tym zapomniałem.Poszedłem do jej pokoju w celu powiedzenia jej tego, właśnie! Ach, nie jestem jeszcze aż tak stary i już dopada mnie skleroza.
-No mów,stary. - odrzekł zupełnie ignorując moje ruchy.Wzrok dalej miał wlepiony w gazetę, którą aktualnie czytał.Denerwowało mnie to.Nie lubię rozmawiać z kimś, kto nie zwraca uwagi na to co mówię.Tylko przytakuje.
-Naruto.. - spojrzałem na pozłacaną tarczę zegara zaciskając dłonie w pięść. - Itachi go porwał.
-Itachi?! - szybko się zerwał. - Mieliśmy do tego nie dopuścić, Uchiha.
Nie spodobała mi się jego postawa.Zachowuję się tak jakby to była tylko moja wina.Nie jestem tutaj nie wiadomo kim.Tylko szefem.Nie biorę wszystkiego na swoją głowę.
-Sakura będzie następna. - znowu się odezwałem, ale tym razem spojrzałem na Suigetsu i wyrwałem mu tę durną prasę z rąk.To już nie jest zabawa.Tu chodzi o czyjeś życie.
-Ej mówiłeś przecież, że Itachi potrzebuję Naruto.Więc go nie zabiję. - uśmiechnął się szyderczo.
-Czy ty siebie słyszysz?! - mój krzyk zadział na niego jak zimny kubeł wody. - On już na pewno wie gdzie jest nasza kryjówka.Spodziewam się go tutaj.
-To ja już nie nadążam, stary.Chcesz,żeby się tu zjawił? - dostrzegłem zdziwienie w jego fioletowe tęczówki.
-Załatwię to sobie z nim twarzą w twarz.Czy on do jasnej cholery musi wszystko komplikować?! - miałem dość brata.Zachowywał się jak dziecko, które nie dostało obiecanego lizaka.Niestety w tym przypadku chodziło mu o Sakurę.Dalej ma do mnie żal.Ale to nie moja wina,że wybrała właśnie mnie.
-Rób co chcesz, Sasuke.Nie będę się wtrącał między was. - westchnął kierując się do drzwi.
-Dziękuję, Suigetsu. - obrócił się patrząc w moje czarne oczy. - Ale mam dla ciebie zadanie.
-Dawaj.
-Musisz zabrać stąd Sakure.Szybko. - warknąłem zagryzając dolną wargę.To nie jest bezpieczne, by tu była.
-Nie może tu zostać? - skrzywił się.Wiem, że jest typem samotnika, ale chyba jej towarzystwo nie zrobi mu większego problemu.
-Proszę.To ważne.Nie jest świadoma tego co może się stać..
-A co może się stać?
-Nic.. nie ważne.Idź już. - znów użyłem mojego zimnego i obojętnego tonu.
-Po nią? - zapytał.
-Nie, najpierw idź zapoluj. - uśmiechnął się.
-Bardzo śmieszne. - dodał znikając mi z oczu.Cholera, czemu to spotkało właśnie mnie.Chcę być z Sakurą, ale to nie jest takie łatwe.Nawet nie wiem jakie są jej uczucia względem mnie.Dopóki Itachi żyję nie dopuści tego.Nie dał, by nam żyć.Dlatego muszę trzymać się od niej z dala.Nie ważne jak trudne by to było.Po prostu muszę...

                                                         ****

No nie słychane.Co ten nasz Uchiha wyprawia.Najpierw niby przypadkowo przyciąga mnie do siebie, a teraz? Chcę się mnie pozbyć! Nigdy nie zrozumiem tego człowieka.. a właściwie wampira.Są bardziej popieprzeni niż ludzie.Nie wiedzą czego chcą.Myślą, że skoro są silniejsi to mają władzę nad zwykłymi ludźmi.A ja mu pokażę, że tak nie jest.Ułatwię i jemu i Suigetsu całą sprawę.Nie wiem po jakiego grzyba ciągnął mnie ze sobą.Jestem dużą dziewczynką dam sobie radę.
 Pod osłoną nocy wędrowałam teraz wąskimi uliczkami Konohy.Było już grubo po północy, dlatego nie dziwię się, że ulice są zupełnie puste.To chyba tylko ja jestem taka szalona.Ale tak szczerze nie obchodzi mnie moje bezpieczeństwo.Jeśli mój przyjaciel ma kłopoty to muszę mu pomóc, bo tak robią przyjaciele! Mimo to mam dziwne przeczucie, że jak Sasuke się dowie, że uciekłam to osobiście mnie posieka na kawałki, a to może być bolesne.A w dupie go mam!Nie mogę pozwolić, żeby Naruto podzielił los Ten-Ten.Czy do cholery ten świat gra ze mną w pieprzoną grę?! Chcę zobaczyć przez kogo bardziej będę płakała? Nie uda mu się to.Nie ze mną. Odbiję go choćby nie wiem!
Słyszałam wczorajszą, bo w końcu już wybiła północ ich rozmowę. Głupiec, dlaczego mi nie powiedział? Byłam zdana na swoją intuicję. Muszę znaleźć Itachiego. Wyjaśnię sobie z nim wszystko raz na zawsze. Jednak jeżeli nie będzie sam, to na prawdę mogę mieć głupoty...
  Ciężkie krople deszczu zlatywały na moje policzki.Temperatura mojego ciała gwałtownie zaczęła spadać, co nie dziwne, bo straszliwie mi zimno.Wszędzie ciemność. Nie wiem nawet gdzie jestem.
Kiedyś Uchiha wspominał, że kryjówka jego brata jest niebezpiecznie blisko Konohy.Teraz rozumiem aforyzm ''Czas to pieniądz''.W moim przypadku na prawdę tak było.Każda minuta była złotem.Bardzo się o niego martwiłam.Nie żebym nie wierzyła w jego siłę.. ale w pojedynkę na pewno nie pokona wampira.Już sam ścisk Sasuke sprawia mu dużo bólu, a przecież nie robi tego celowo.A za nim on, by ruszył swoje szanowne pośladki, by cokolwiek zrobić, Naruto mogłoby się coś stać.
 Był moim jedynym przyjacielem.On jako jedyny obalił moje fałszywe przekonanie, iż przyjaźń damsko - męska nie istnieję.
 Znów panowała głęboka cisza, która od jakiegoś już czasu non stop mi towarzyszy.Naruto,gdzie jesteś?! Muszę znaleźć go jeszcze przed świtem.Dopiero wtedy prawdopodobnie Uchiha zorientuję się, że mnie nie ma.Ciekawa jestem, czy w ogóle się tym przejmie. W końcu jestem dla niego prawie obca.. Zimny dreszcz przeszedł wzdłuż mojego ciała.
 W końcu Karin dozna świętego spokoju.Nie jestem pewna, czy przeżyję te spotkanie po latach..Chciałabym, żeby wszystko to co mówiła mi Anke było jedną wielką bzdurą.

                                                           ****
Po dłuższej chwili postanowiłem porozmawiać z Sakurą. Chciałem ją przeprosić. Mogłem wprowadzić ją w stan zakłopotania, a co gorsza - urazić. Pewnie domyśla się, że specjalnie przewróciłem ją na siebie.Ech, chwila słabości.Powinna być wdzięczna.To, że jestem wampirem nie oznacza, że nie mam uczuć, czy nie jestem sprawnie seksualnie. Sam do końca nie rozumiem tego co odżywa w moim sercu.Przy niej moje zmysły szaleją, a ciało odmawia posłuszeństwo.W ciągu kilku wieków nie przeżyłem czegoś takiego. To tylko utwierdzało mnie w moim przekonaniu, że miłość do Karin to tylko fikcja. Po odejściu tamtej dawnej Haruno czułem ciągłą apatię.Nie umiałem znaleźć sobie miejsca.Nigdy nie byłem typem samobójcy, ale w tamtym momencie wydawało mi się odpowiednie i na miejscu.I choć jestem nieśmiertelny to jest taki jeden sposób na szybką śmierć.Tylko łączy się ona z tym, że cały świat dowiedziałby się o nas.A nie mogłem tego zrobić reszcie.Nie będą cierpieć za moją głupotę.
 Wziąłem ostatni głęboki oddech stojąc pod drzwiami do jej pokoju.Nie wiedziałem jak zareaguję, ale koniecznie chciałem ją zobaczyć. Może to był tylko pretekst, aby zamienić z nią parę słów.Powoli położyłem swoją rękę na srebrzystą klamkę. Nie wahając się, ani chwili dłużej wszedłem do środka.Ku mojemu zdziwieniu łóżko było puste.Jeszcze nie śpi? Pewnie się kąpie. W wampirzym tempie znalazłem się obok drzwi do łazienki.Przyłożyłem ucho do ściany upewniając się, czy bierze prysznic.Jednak nie usłyszałem szumu wody. - Sakura, jesteś tam? - odpowiedziała mi tylko cisza.Może była tak zmęczona, że zasnęła w wannie? Może się utopiła? Powinienem tam wejść.
Nie! Nie mogę! Jeśli będzie naga.. wścieknie się. Może tylko słucha muzyki przez słuchawki relaksując się w ciepłej wodzie? A co jeśli nie? Cholera, muszę tam wejść! Nie, nie mogę.Kurwa!
Trudno najwyżej mnie zabiję. - Sakura, wchodzę! - oświadczyłem jej.Niestety znowu odpowiedziała mi tylko cisza. Ku mojemu zdziwieniu nie musiałem wyważać drzwi, ponieważ nie były zamknięte na klucz.Nie byłem pewny czy dobrze robię wchodząc, ale właśnie to podpowiadała mi intuicja..

                                                                ****
 Martwiłem się i o Hinatę i Sakurę. Dwie kobiety, które są najbliższe memu sercu. Tak właściwie, to nie mam pojęcia gdzie jest i co robi teraz Haruno. Zawsze mieliśmy dobry kontakt, a od paru tygodni po prostu milczy jak grób. Mam tylko nadzieję, że nic jej nie jest. A Hinata? Skoro Itachi już mnie ma , to ona chyba nie będzie mu potrzebna, bo po co?Nie ma w sobie demona.A jemu za pewne chodzi tylko o niego.Egoistyczny, dupek. Nie uda mu się to. Nie pozwolimy na to.Ani ja, ani Tsunade, ani Sakura.Nikt! Myśli, że jak jest z rodu Uchiha to wszystko mu wolno? Co z tego, że Madara był w połowie stworzycielem wioski. Z Sasuke dużo nie rozmawiałem. Może dwa, trzy razy zamieniliśmy kilka słów. Z tego co zauważyłem to bacznie  zawsze przyglądał się Sakurze.Jak dla mnie to jest trochę dziwny. Zachowuję się jakby był z innej epoki. Czasem używał starszych przymiotników od mojej prababki.
 Muszę stąd uciekać.Nie wiem jak.Wszędzie są zawsze wiedziałaś, co mam robić w takich sytuacjach.Dlaczego ciebie tu nie ma.Dlaczego.. jego strażnicy.Mam pokój na trzecim piętrze. Mógłbym wyjść przez okno, ale musiałbym bacznie unikać światła reflektora pilnującego ogród.Jeśli ucieczka się nie uda, Itachi będzie mnie baczniej obserwował. A gdyby tak udawać miłego? Może wyciągnąłbym z niego coś więcej. I dowiedział się w końcu prawdy.Ale wtedy jest też prawdopodobieństwo, że mnie zabiję. Cholera, co robić. Sakura, co mam zrobić. Ty


I jest!
na 50 Twarzy Sasuke będzie jutro lub w sobotę.
na blogu o shinobi będzie w niedzielę lub poniedziałek.