Wpił się w moje malinowe usta.Tak cholernie mnie podniecał.Był moim ideałem,którego chciałam mieć całego tylko dla siebie.Z gracją zsuwał moje ramiączka sukienki z ramion.Opuszki palców penetrowały moje ciało wywołując falę grzesznego podniecenia.Nie robiłam nic złego.Jestem po prostu bez pamięci w nim zakochana.W tym cwaniaku - Sasuke.Stał się moim całym światem.Chcę z nim dzielić moje życie.Wpisał się w moje serce.Na zawsze w nim już będzie i jest tego świadom.Wiem jak bardzo czekał na tę noc.Nigdy nie naciskał na seks.Powiedział,że poczeka,aż będę gotowa.Ja długo z tym zwlekałam.Bałam się, spróbować czegoś nowego.Ale w pewnej chwili pomyślałam sobie..jeśli nie z nim, to z kim?W domu publicznym z pierwszym lepszym staruchem,z którym nic mnie nie łączy?Kochałam Sasuke,wiedziałam,że nie sprawi mi bólu i będzie delikatny.Przeczesywałam jego hebanowe włosy, podczas, gdy on zostawiał na mojej szyi czerwone zabarwienia.W doprowadzeniu kobiety do ostatniego stopnia rozkoszy, którą można osiągnąć był bezkonkurencyjny.Gdy pierwszy raz jego wargi zetknęły się z moimi wiedziałam,że już nigdy więcej nie chcę posmakować innych.Te jedne mi wystarczą.Będą moim lekarstwem na wszystkie smutki i złe dni. - Będzie nam cudownie,Sasuke. - szepnęłam mu do ucha, lekko przegryzając jego małżowinę uszną,co sprawiło,że jego ciało zadrżało.To wszystko było tak ekscytujące, podniecające..Czułam na moim ciele spływające kropelki potu.Było mi tak przyjemnie.Chciałabym zatrzymać upływający czas.Rozwalić ten zegarek.Lekko wbijałam paznokcie w jego plecy.Dominował nade mną.W końcu jest bardziej doświadczony.Puls wzrósł, a moje serce waliło,jakby miało zaraz wyskoczyć z klatki piersiowej.Moja dojrzałość seksualna, wraz z psychiczną dobiły zenitu.Byłam czuła na jego delikatny dotyk,który doprowadzał mnie do szaleństwa. - Jestem gotowa - wyszeptałam, czekając na jego kolejny ruch.
Gwałtownie się obudziłam.W pokoju było ciemno.Spojrzałam na zegarek..Czwarta dziesięć.Był to pierwszy raz,gdy przyśnił mi się Sasuke Uchiha.Ten sen był przyjemny.Gardziłam się za te myśli.Karciłam.Najchętniej wbiłabym sobie gwóźdź do głowy,by tylko o tym nie myśleć.Może..gdybym go pocałowała, wszystkie wspomnienia by powróciły.Nie miałam jednak tej pewności, a nie chcę go całować.Teraz nie łączy nas kompletnie nic, a dzieli nas wszystko.Jakby pomyśleć nigdy nie byłam w kimś zakochana.Cholernie broniłam się przed tym.Nie chciałam poznawać tego uczucia.Przywiązanie, jest złe prowadzi do wyniszczenia psychiki i sprawia,że stajemy się słabsi.Nigdy nie chciałam, by ktoś miał nade mną kontrolę.By miał pieprzoną świadomość,że może mnie skrzywdzić jednym łatwym ruchem, a nawet słowem.Czułabym się jak pionek, którym wszyscy pogrywają jak chcą.Zawsze grałam silną, niezależną dziewczynę.Jestem tym wszystkim już kompletnie zmęczona.Mam ochotę iść do klubu i przelizać się z pierwszym lepszym kolesiem.Mam dość myślenia nad tym co jest złe,a co dobre.Niech do cholery dzieję się co chce.Oddaje się w ręce mojej spontaniczności.Postanowiłam, że zadzwonię do Ten-ten i trochę się rozerwiemy.Był sygnał,potem drugi i trzeci.Bałam się, że znowu nie odbierze.
-Słucham? - słysząc jej zaspany głos chciało mi się śmiać.
-Co powiesz na mają imprezkę dziś?
-Sakura, jest czwarta w nocy.Dlaczego nie śpisz?Coś się stało?
Przewróciłam oczami, oglądając swoje paznokcie.Czy zawsze musi się coś dziać?
-Nie, wszystko jest w porządku.Potrzebuję rozrywki a nie chcę iść sama.. - byłam pewna,że te słowa na nią wpłyną.
-Ech, a Naruto?
-Daj spokój.Ty jesteś moją przyjaciółką,czy Naruto?Z tobą lepiej się bawię. - zaśmiałam się przypominając sobie sierpniową noc, kiedy to wylała colę na mój podkoszulek.Szłyśmy do H&M w stanikach.Ubrałam na siebie pierwszą lepszą bluzkę i szybko wybiegłyśmy ze sklepu.Ochroniarz nie miał zbytnio kondycji, bo po chwilowej pogoni za nami zaczął sapać.Upiekło się nam.
-Zapomniałaś, że jutro szkoła?
-Jesteś moją matką?
-Dobrze,ale to ostatni raz, kiedy idę z tobą na wagary.Nie chcesz chyba znowu zawalić roku?
-Zwariowałaś?To tylko jeden dzień.
-Chyba dwa.A kac we wtorek? -zaśmiała się.
-Nie daj się prosić.To tylko taka awaryjna sytuacja.Nie powtórzy się.
-Mam nadzieję.O dwudziestej pod twoim domem. - rozłączyła się.
Rzuciłam komórkę na łóżko.Nie mogłam się doczekać wieczoru.
*
Zakwitły już stokrotki i fioletowe krokusy.Ptaki świergotały i dawały o sobie znać.Niebieściutkie niebo, było dziś bezchmurne.Wszędzie było już czuć zapach skoszonej trawy.Noce są zupełnie cieplejsze niż zimą.Promienie słońca sprawiają, że aż wszystko się chcę.Rosa osadzała się na listkach zielonej trawy i rankiem można byłoby ją pomylić z lekkim śniegiem.
-Witaj,Karin. - usłyszałam jej głos.Szybko zerwałam się z leżaczka i pokazałam gestem ręki,by przysiadła się do mnie.Pomachałam jej na przywitanie.
-Witaj,Temari.
-Chciałaś pogadać.Rozumiem,że to było tak ważne,że nie mogłaś powiedzieć tego przez telefon?
-Słuchaj, mam problem.Jakby to powiedzieć..Wiesz..chyba nie kocham już Sasuke.
-Co?Nie dawno mówiłaś,że nie wyobrażasz sobie bez niego życia i ..
-Tak wiem co mówiłam!Nie przypominaj mi.Znasz mnie.Doskonale wiesz,że było to jednorazowe turnee.
-I co zamierzasz teraz zrobić? - Powiesz mu?
-Oszalałaś?! Załamie się.Czuję,że mnie kocha i brał naszą znajomość na poważnie.Nie mogę mu tego powiedzieć wprost.
-To zrób sobie z nim dzieci,weź z nim ślub i bądź do końca życia w jego kuchni.Rób mu jego ulubione tosty z dżemem.Spełniaj jego zachcianki seksualne.Sprzątaj jego skarpetki z podłogi.Rób pranie.Myj podłogi i poć się przy tym niesamowicie.
-Kpisz sobie.Chce się bawić, a nie być sprzątaczką.
-Więc musisz mu to powiedzieć.Czym prędzej tym lepiej.
-To nie takie łatwe..Jeszcze wczoraj oświadczyłam mu,że go na prawdę kocham..no i sama wiesz..
-To powiedz mu,że byłaś pijana. - zachichotała.
-Temari, to nie jest śmieszne.Po za tym mam już kogo innego na oku.
-To podobne do Ciebie.Co to za jaki przystojniak?
-Biznesmen.Cholernie bogaty i przystojny. - rozmarzyłam się.
-Musisz mi go przedstawić!Koniecznie!
-Jeszcze mi go ukradniesz.
-Daj spokój.Ja też mam kogoś na oku.
-Jak tam z Deidarom? - wlepiła wzrok w ścianę.
-Pracuję nad tym.
-Jasne,jasne.Temari czyżby ktoś dał ci kosza?
-Nie, no wiesz.On jest trudnym orzechem do zgryzienia po prostu.To wszystko.
-Hah, spoko.Skoro tak bardzo chcesz poznać mojego wybranka serca to chodź dzisiaj z nami na imprezę.
-Ja imprezy nigdy nie odmówię. - zaśmiała się.
-Super.O osiemnastej przyjedziemy po ciebie.
-Dobrze.Ja już muszę iść.Obiecałam Ino,że wstąpię z nią do Sex shopu.
-Do sex shopu?Po co?
-Poznała kogoś nowego i podobno lubi jak przebiera się za uczennice.
-Oh, Ino nigdy się nie zmieni. - roześmiałyśmy się. - To idź już.Nie lubi czekać.
-Masz rację.To do zobaczenia. - dała mi buziaka na pożegnanie i po chwili znikła spoza pola mojego widzenia.Tak się cieszę,że pozna Orochimaru.Jest na prawdę czarujący..Dobrze całuję.Ideał.
*
Wieczorem wraz z Tenten spotkałyśmy się pod moim domem.Przyjechała jak zwykle swoim czarnym jeepem,którego dostała od rodziców na szesnaste urodziny.Cóż, kto bogatym zabroni.Nie ma chyba jeszcze nawet prawa jazdy,ale fartem nikt jej jeszcze nie złapał.O dziewiętnastej stanęłyśmy już pod clubem.Gdy tylko przekroczyłam jego próg, oślepiło mnie światło reflektorów.Muzyka była tak głośna,że z trudem mogłam usłyszeć swoje własne myśli.Skierowałyśmy się do baru, porozumiewając się z Ten-Ten telepatycznie.Na szczęście rozumiałyśmy się bez słów.Obsłużył nas bardzo przystojny barman.W mgnieniu oka podał nam drinka z cytryną i colą.Moje ulubione połączenie.
Widać było,że impreza dopiero zaczyna się rozkręcać.Co chwilę ktoś wchodził.W końcu noc jest młoda.Każdej nocy jest tu mnóstwo nastolatków z Konohy.Jest to chyba jedyny club,gdzie wpuszczają nieletnich.Rzecz jasna ja mam znajomości mogłabym się wcisnąć gdzie chcę.Przeszkodą była Ten-Ten, która nie chciała nigdy imprezować nigdzie indziej.
Po godzinie rozdzieliłyśmy się..Ja tańczyłam na stole z dwojgiem blondynów.Tego wieczoru nie zwracałam nawet uwagę na ich twarz.Było mi wszystko jedno.Pragnęłam tylko zabawy.Nie obchodziły mnie nawet ich wągry na nosie, czy ropne wytryski.Po pięciu kieliszkach nigdy się tym nie przejmuję.Byle idiota jest dla mnie zajebisty.Poczułam ból w prawej dłoni.Jakiś kretyn złapał mnie za nadgarstek; straciłam równowagę.Myślałam,że zaraz wyląduje na ziemi i potłukę swoje jędrne pośladki.
Zdziwiłam się,gdy jednak tak się nie stało.Podniosłam swoje opuszczone powieki na mężczyznę,który trzymał mnie teraz w swoich ramionach.Znajome spojrzenie,twarz,oczy i postura.Sasuke.
-Powinnaś uważać .. - nie dane było mu dokończyć,bo szybko zatkałam mu usta swoimi .Jego zdziwienie wzmogło się do maksimum.Przeszedł mnie dreszcz.Jego wargi były takie zimne.Całowałam go tak zachłannie, jakby świat miał się jutro skończyć.Wahał się,ale po chwili oddawał pocałunki.Położył dłoń na pośladki.Lekko je ścisnął.Mruknęłam mu do ucha z rozkoszy, przegryzając jego małżowinę uszną.Bawiłam się jego gęstymi włosami.Sama nie wiedziałam co robię.Wiedziałam tylko,że jutro będę tego żałować.Nie przejmowałam się nawet tym,że całuję się z chodzącym trupem.Z krwiopijcą.Który w każdej chwili może wbić we mnie swoje kły.Dziwne,ale nie bałam się.Ufałam mu.Nie wiedziałam tylko jaką ma naturę,czy ma tyle siły,by się zahamować w odpowiednim momencie.Czułam,że łączy nas jakaś niewidzialna nić.Zawiesiłam ręce na jego szyi.Całował tak zachłannie,że ledwo mogłam złapać oddech.Zapomniałam na te jedną chwilę o bożym świecie.
Poczułam ból w klatce piersiowej.Oberwałam pięścią w brzuch.Odleciałam na pól metra wpadając na jakąś dziewczynę.Rzuciła pod moim adresem wiele obelg,których i tak nie byłam wstanie usłyszeć.Uniosłam swój wzrok; zobaczyłam Karin.Pociągła go ze sobą i skierowała się ku wyjściu.Co ona sobie wyobraża?!Poszłam za nimi popychając przypadkowych ludzi.
-Ty dupku!A ja ci ufałam,kochałam cię!Wiedziałam,że dalej coś do niej czujesz! - nawet z kilometra mogłabym usłyszeć jej wrzaski.Co jest grane?Czy oni są razem?
-Kochanie, daj spokój.Nic się nie stało.Jak zwykle dramatyzujesz.
-Ja dramatyzuje?! Całowałeś się z nią!Co ci się w niej podoba?!Powiedz! - dźgnęła go palcem w klatę.
-Pierwsza mnie pocałowała; chciałem się oderwać,gdy przyszłaś ty.Nic między nami nie zaszło.
-Co ty bredzisz? - wtrąciłam się. -Chciałeś się ze mną przespać! - chciałam jeszcze bardziej ją wkurzyć i wyprowadzić z równowagi.W jej oczach pojawiła się czysta nienawiść.
-Ty szmato! - popchnęła mnie.Na szczęście Ten-Ten pojawiła w odpowiedniej chwili i złapała mnie.
-Sakura, co się dzieje? - zapytała. -Karin uspokój się.
-Popamiętasz mnie jeszcze głupia ździro.Będziesz mnie błagała o litość.Może zrozumiesz,że zajętych chłopaków się nie dotyka.
-I kto tu kogo nazywa ździrą! - krzyknęła Ten-Ten.Byłam jej na prawdę wdzięczna.Alkohol zaczął uderzać mi do głowy.Puls wzrósł, a adrenalina zawładnęła moim całym ciałem.Straciłam nad sobą panowanie.
-Jeszcze raz nazwiesz mnie szmatą! - odwinęłam się po czym uderzyłam ją z całej siły w twarz.Zgięła się w pół, a na ziemie zacięły lecieć krople krwi.
-Złamałaś mi nos!Zabiję cię! - Sasuke ją powstrzymał. -Już dość. - przerwał nam.
-Sakura chodź idziemy do auta. - nie chciałam odchodzić.Chciałam ją załatwić.Ten-Ten siłą zaciągła mnie do samochodu.Zmrużyłam oczy kładząc się na tylnym siedzeniu.Zaczął boleć mnie brzuch.Myślałam,że zwymiotuję.
-Co w ciebie wstąpiło?! - spoliczkowała mnie.
-Nie broń jej. - warknęłam.
-Nie mam takiego zamiaru.Tylko powiedz mi co się wydarzyło w ciągu dwudziestu minut,gdy spuściłam się cię z oka.
-Nie wiem...Otworzyłam szybko okno; zwróciłam ostatnie kilka drinków.Ten-Ten szybko złapała mnie za włosy.Byłam jej na prawdę bardzo wdzięczna.
-Ile wypiłaś do cholery?
-Nie dużo.Na prawdę..
-Zachowujesz się jakbyś była na prochach.. - Zaraz, chwila! - olśniło ją. - Czy ktoś proponował ci drinka?
-Taki jeden blondyn przy barze, ale on był na prawdę bardzo miły.Zapłacił nawet!
-Jaka ty jesteś głupia,Sakura. - złapała się za głowę, przeczesując swoje brązowe włosy.
-Ten-Ten jest mi strasznie duszno..
-Odwiozę cię do domu.
Otrzepała swoje kolana z kurzu i schowała kluczyki do kieszeni.
-Ej!Co z nią?! - nie wiedziałam już,czy to moje myśli czy na prawdę ktoś się o mnie martwi.Kręciło mi się w głowie.Widziałam tylko jakieś zawijasy i ciemność.Niesamowicie huczało mi w głowie.Temperatura chyba wzrosła do 39 stopni.Zmrużyłam oczy nie zwlekając dłużej.
-Łykła jakieś prochy. - skrzyżowała ręce na piersiach. - Głupia!
-Kto jej dał?
-Ja mam wiedzieć?Myślałam,że to ty z nią byłeś.
-Wiesz my tylko wpadliśmy na siebie przypadkiem..
-Kiepsko kłamiesz. - posłała mu jeden ze swoich ironicznych uśmieszków.
Wsiadła szybkim krokiem do samochodu i nacisnęła na hamulec.Poczułam tylko powiew chłodny powiew wiatru na moim policzku.
Otworzyłam oczy.Dopiero po chwili zauważyłam,że nie jestem w swoim pokoju.Po prawej stronie stała mała biała szafeczka,a po lewej kroplówka podłączona do mojej żyły.Nie wiedziałam co się stało.Pamiętam tylko,że poszłam z Ten-Ten do clubu,a potem..pustka.Nicość.Teraz wiem jak muszą się czuć osoby, które mają amnezje.Nie wiedzą nawet kim są.Ja mam nad nimi przewagę bynajmniej wiem jak się nazywam.Ale co tu robię?Dobre pytanie.
Przez szklane drzwi widziałam tylko chodzących w pośpiechu lekarzy.Znów się doigrałaś,Sakuro.Czy ja na prawdę muszę zawsze wpakować się w jakieś tarapaty?Wydaję mi się,że w dzieciństwie podpisałam pakt z diabłem.
Cały pokój jest ogarnięty ciemnością.Leje jak z cebra.Ciemne chmury pokryły całe niebo.W pewnym momencie można było nawet zauważyć grad.
-Sakuro!Moje dziecko! - przeniosłam wzrok na Anke.Przytuliła mnie,ale tak delikatnie, jakby bała się,że zaraz mi coś uszkodzi. - Jak się czujesz?
-A jak się powinnam czuć?
-Nie wiem jak się czują ludzie po wypadku.
-Jakim wypadku?!
-Więc jednak nie pamiętasz? Ech..
-Jakbym pamiętała,to bym nie pytała.
-Jechałyście wczoraj z Ten-Ten samochodem przez las.Policjanci sami dokładnie nie wiedzą co się stało,ale przypuszczają,że ktoś wskoczył na wasz samochód.Ten-Ten straciła koncentrację i puściła kierownicę.Spadłyście do rowu...
-Jak to?Gdzie jest Ten-Ten?!
-W śpiączce.Jest w bardziej krytycznym stanie niż ty.
-Jakim do cholery cudem?Spadłyśmy razem!
-Szukają właśnie wyjaśnień...
-To moja wina.Ciociu,przepraszam.Zachowuję się jak dziecko, w ogóle nie myślę o innych tylko wyłącznie o sobie.
-Każdemu się zdarza. - ciepło się uśmiechnęła.
-Nie prawda!Jestem głupia!Tak cholernie głupia!
-Nie mów tak więcej. - złapała mnie mocno i przytuliła do piersi.
-Gdyby nie mój głupi pomysł z imprezą...Ten-Ten nie walczyła by o życie!
-Możemy gdybać.
-Ciociu,chcę być sama.Proszę.. - głos mi się załamał, a po policzkach zaczęły lecieć słone łzy.
-Rozumiem, wpadnę wieczorem. - za nim wyszła ucałowała mnie w czoło.Znowu poczułam się jak mała dziewczynka,która nie mogła zapamiętać ile ma lat.
Mam nadzieję,że się podoba :) Ostatnio nie mam weny, więc nie wiem dokładnie kiedy pojawi się 8 rozdział.Całą wenę,którą miałam wczoraj już wykorzystałam.A wiadomo,że lepiej nie pisać nic niż pisać byle co i byle jak.
Pozdrawiam