sobota, 13 lutego 2016

Roździał 1.

       Całą noc lało jak z cebra.Burza zdawała się nie mieć końca.Ciężkie krople deszczu stukały co dziesięć sekund o mój parapet.Myślałam,że zwariuję.Próbowałam na próżno usnąć.Próbowałam zagłuszyć ten cholerny deszcz słuchając muzyki,ale odpuściłam,gdy nawet to nie pomogło.Modliłam się,by burza się skończyła.Grzmoty były co raz głośniejsze.Zaczęłam nawet liczyć barany, po godzinie doliczyłam się gdzieś około tysiąca trzech.Było to flustrujące muszę wstawać rano do szkoły,a nie mogę nawet na minutę zmrużyć oka.Myślałam,że ten deszcz nigdy się nie skończy.Przeleżałam prawie pół nocy przewracając się z boku na bok.W pewnym momencie nie słyszałam już tak donośnych grzmotów.Sama nie wiem kiedy,ale moje oczy zamknęły się.Odleciałam do mojej krainy snów z której nikt nie mógł mnie zabrać. 
Tak myślałam dopóki nie zadzwonił mój budzik.Gdyby nie fakt,że to moja komórka najchętniej rozwaliłabym ją teraz o ścianę.Podniosłam się lekko do pozycji siedzącej i sięgnęłam po szklankę z wodą.Upiłam łyk i spojrzałam na zegarek.Godzina 06:40.O 7:20 umówiłam się z Hinatą przed domem.Mieszkamy niemal obok siebie,dlatego chodzimy do szkoły razem.Przeciągłam się jak kotka,tak bardzo niewinna.Zaspanymi oczami pogłaskałam mojego pieska wabił się - Fuki.Anke kupiła mi go na szesnaste urodziny.Zawsze marzyłam o jakimkolwiek zwierzęciu,jednak zawsze Anke nie chciała o tym słyszeć.Zdziwiłam się,gdy rankiem przyniosła Fuki do mojego pokoju wchodząc z dużym tortem.Od tamtej pory Fuki pokochałam na prawdę bardzo mocno.Często ze mną śpi. 
-No już Fuki głodna jesteś?-spojrzałam na czarno białego pieska i powędrowałam do kuchni.Nasypałam do jej miski jej ulubione jedzenie,po czym skierowałam się do łazienki.Rozczesałam swoje długie różowe włosy i sięgnęłam po tusz do rzęs.Nie lubię mocnego makijażu.Nie nakładam nawet pudru i fluidu,którym Karin zawsze jest wysmarowana.Podkreślam tylko swoje długie rzęsy i ponętne usta ulubionym błyszczykiem.Dlatego wizyta rano w toalecie nie zajmuję mi dłużej niż 10 minut.Podeszłam do szafy i pośpiesznie ubrałam swoje ulubione czarne leginsy i na to szarą bluzę.Lubię luźny styl na codzień,ale nie zaprzeczam,że uwielbiam też czarne szpilki i sukienki które odkrywają moje plecy.Jak mam okazję to lubię się stroić.Wzięłam torbę na ramię i skierowałam się w kierunku drzwi.W głowie moje myśli biły się ze sobą.Tak bardzo nie chciało mi się wychodzić.Jeszcze przez tą cholerną burzę nie wyspałam się.Głowa lekko mnie pobolewała.Będąc już przy wyjściu natknęłam się na Anke.Nie chciało mi się z nią rozmawiać,ale było to raczej nieuniknione.
-Pamiętaj masz iść prosto do szkoły.Zadzwonię do twojego wychowawcy i zapytam się czy byłaś.-powiedziała zerkając na mnie i czekając aż odpowiem.Strasznie mnie denerwowała.Traktowała mnie jak małe dziecko.
-Nie traktuj mnie jak dziecko.-odchrząknęłam zła.Nie lubię,gdy ktoś z rana zadaję mi pytania a tym bardziej poucza.
-A jak mam cię traktować Sakura?Po prostu martwię się o twoją przyszłość.
-Wolałabym,żebyś raczej martwiła się o teraźniejszość.
  
-Co to miało znaczyć?-spojrzała na mnie już na prawdę poirytowanym wzrokiem.
-Nic.Muszę iść nie chcę się spóźnić.-rzuciłam tylko.Przed drzwiami czekała na mnie już moja przyjaciółka.Uśmiechnięta i patrzyła na mnie.Widziała,że jestem poirytowana,ale chyba wolała nie poruszać tego tematu wiedząc co jest tego przyczyną.
-Jak myślisz Sakura dobrze mi w tej sukience?-przerwała ciszę.Spojrzałam na nią.Na prawdę dobrze na niej leżała.Podkreślała jej figurę,ale chyba pierwszy raz widzę Hinatę w sukience.Przecież zawsze powtarza,że to dla niej kontrowersyjny strój.
-Tak.Na prawdę ładnie.-uśmiechnęłam się.Odwzajemniła uśmiech.
 
.-To może zdradź mi dla kogo tak się wystroiłaś?-zaśmiałam się.-Sakura ty tylko o jednym.Po prostu chcę dobrze wyglądać.-odpowiedziała cicho,ale na tyle głośno,że dosłyszałam.Lekko zarumieniła się.-Taak na pewno.
-Na prawdę.-Dobrze już nie będę cię męczyć.Wiedz,że zawsze możesz mi wszystko powiedzieć.-posłałam jej uśmiech.Byłyśmy już przy budynku szkoły gdzie zauważyłam TenTen.Machnęłam ręką na znak,by podeszła do nas.Były dwie minuty do dzwonka więc Hinata pośpieszyła nas.Nie lubiła się spóźniać.


                                                                 ****
 W ciemnym pokoju rozmawiały dwie osoby.Nie wiadomo czy można to nazwać rozmową czy raczej ostrą przegadywanką.Ściany były pomalowane czarną farbą a pokój wydawał się trochę upiorny.W rogu stało biurko na którym leżał laptop Toshiba.W drugim koncie pokoju stała czarna skórzana kanapa.Światło było dość jasne więc rozświetlał ten pokój.W prawym górnym roku szło dostrzec gołym okiem pajęczynę.Chyba nikt tutaj od dawna nie zaglądał.
-Nie obchodzi mnie to Konan.Nie musisz się wtrącać w nie swoje sprawy!-warknął chłopak w niebieskiej koszulce.Niemal krzyknął,bo dziewczyna w fioletowych włosach,aż odskoczyła.Patrzyła na niego z nieukrywaną złością ale i też mieszanką strachu.Nie lubiła,gdy był zdenerwowany.Wiedziała,że wtedy nie ma z nim szans.
-Wydaję mi się,że jest za wcześnie..-parsknęła cicho.Blondyn tylko pokiwał głową.
-Po prostu powiedz,że nie chcesz żebym cię zostawiał.Fioletowłosa spojrzała na niego.Miał rację.Kochała go.Był dla niej na prawdę ważny.Nie potrafiła mu nigdy powiedzieć tego wprost,lecz on o tym wiedział.Miała do niego słabość.Zrobiła by dla niego wszystko.A on bezczelnie to wykorzystywał.Był zimnym draniem,który uważał,że jest pozbawiony jakichkolwiek uczuć.Jednak dziewczyna wiedziała,że tak nie jest.Czasem na prawdę można było zauważyć uśmiech na jego twarzy.Nie zdarzało się to często,ale zdarzało się.Na przykład,gdy zabijał niewinne istoty.Lubił to.Wiele razy tłumaczyła mu,że to jest złe.Żeby przestał.Ale kogo chciała oszukać myśląc,że jej posłucha?
 
-Martwię się o ciebie.Myślę,że nie jesteś gotowy..Tego mu było za wiele!Że niby ta fioletowo włosa dziewucha będzie mu rozkazywać?!
-Zgłupiałaś!Nie obchodzi mnie to!Nie wierzysz we mnie?Uważasz,że jestem słaby?Że nie wytrzymam?Że zabiję ją?-na prawdę był zły.W jego oczach można było dostrzec gniew.Prawdziwy gniew.W błyskawicznym tempie stanął obok niej.Położył swoją dłoń na jej policzek.Był zimny.Jego oddech czuła na swoim czole.Cicho westchnęła,gdy dłonią przeczesał jej włosy.-Konan,Konan.Kochasz mnie,a nie wierzysz we mnie?Chyba wystarczająco dużo razy udowadniałem,że jestem silny.Z resztą.. nie muszę ci nic udowadniać.Między nami nic nie było i nie będzie.Zrozum to wreszcie.Sam decyduję o sobie.Dziewczyna zadrżała.Wiedziała,że nie powstrzyma go.Bała się cholernie.
 
-Boisz się?-ponownie przerwał ciszę.W całym budynku było tak cholernie cicho.Gdyby nie palące się światło można by było uznać,że w tym budynku nie ma żadnej żywej duszy.Zapalone świece w koncie pokoju robiły ten upiorny nastrój.I ten duży regał na książki obok biurka.Było na prawdę na nim dużo książek.-Deidara.-westchnęła cicho.-Jutro o świecie wyruszam do Japoni.-powiedział po czym znów przeczesał jej włosy.Szybko oderwał się od niej i wyszedł z pomieszczenia.Zostawił ją samą z milionem pytań.
Jej pomarańczowe oczy teraz wpatrywały się w podłogę.
 
-Jestem tylko ciekawa jak się to potoczy-powiedziała sama do siebie.Podeszła do okna,a jej myśli kręciły się wokół pewnego blondyna.Dotknęła dłonią szyby..-Sasuke..wieki cie nie widziałam.Uśmiechnęła się zawistnie.Na jej twarzy można było wyczytać niepokój,ale również chęć walki.-Ciekawe czy się zmieniłeś.

                                                             ****

-Sakurcia!-odwróciłam się.Kto mógłby to być jak nie Naruto?Tylko on tak zawsze do mnie mówił.Nie lubiłam tego.Brzmiało to tak jakbym miał mnie za mała dziewczynkę.-Mówiłam,żebyś tak do mnie nie mówił.-uśmiechnęła i lekko go popchłam. 
-Naruto-kun...-odezwała się Hinata.-Wiem wiem przepraszam.-odparł.-Hinata!Czołem,jak tam?Kątem oka zauważyłam,że znów się zarumieniła i zamilkła. 
-Sasuke się nam przygląda-postanowiłam przerwać ciszę.Trochę to było nie na miejscu,ale ten chłopak od kilku dni na prawdę się nam przyglądał.Zwykle stał pod szafką oparty o nią i patrzał się na nas.Nie ukrywając nawet tego.Strasznie mnie to dziwiło.-Wiem też to zauważyłam.-odparła TenTen. 
-Jest strasznie dziwny.Czy on w ogóle umie mówić?-odparł ze śmiechem Naruto.-Może on wie o naszych napadach?-odparłam.-Myślę,że kto jak kto,ale on akurat nam nie zagraża.-parsknął i pokazał gestem,żebyśmy poszli pod klasę.-Jesteś pewny?Sakura ma rację.Ostatnim razem napadając na ten sklep przecież sam mówiłeś,że czujesz się obserwowany.-Tenten przeniosła swój wzrok na Hinate.-A ty hinata?Co o tym myślisz?-zapytała brązowowłosa.-Ja..?-odparła cicho.-Myślę,że Naruto ma rację.Może się zakochał w Sakurze po prostu-powiedziała w zemście przypominając sobie dzisiejszy poranek.Rozległ się śmiech.-Hinata!!!-

Hej!Myślałem,że już was dzisiaj nie znajdę!-wszyscy odwrócili się w stronę biegnącego Nejia.-Coś się stało?-zapytał Naruto.Neji chwilę przystanął i nabrał oddechu.Biegł tak chyba na prawdę długo skoro złapała go zadyszka.-Słuchajcie...mam..wieści-mówił sapiąc.-No wyduś to!-TenTen klepnęła go w ramię.-Wydaję się,żę mamy kolejną sprawę do załatwienia.Wszyscy wytrzeszczyliśmy oczy i patrzeliśmy na niego. 
-Było kolejne morderstwo dzisiejszej nocy.Na wybrzeżach miasta.Pamiętasz Hinata?Chodziliśmy tam kiedyś popływać.Jest to takie odosobnione miejsce na granicy dwóch miast.Raczej nikt tam już nie przychodzi.Odkąd miesiąc temu zaginęła ta staruszka.Jej ciało znalezione w lesie 3 km od Konohy rozszarpane.-Tak!Pamiętam!-klasnęłam w dłonie i nie odwracałam od niego wzroku.
-Ponoć znaleźli ciało jakiegoś mężczyzny.Zmasakrowane..-dodał ciszej Neji.-Kolejna zagadka?-odparła Hinata patrząc na swojego brata.Nie widziała go jeszcze nigdy w takim stanie.
-
 
Obawiam się..że sprawcą nie będzie zwykły człowiek..-dodał Naruto.-Nie sądzicie,że ostatnio za dużo przypadków dzieję się w mieście?Konoha to spokojna wioska.Jednak coś od dłuższego czasu zakłóca nasz spokój.I ja się dowiem do cholery co!-wrzasnął.Uderzył pięścią o szafkę.-Ciszej..nie każdy musi cię słyszeć..-uspokoiłam go.Tą dyskusję przerwał dzwonek.Musieliśmy iść na kolejną lekcją tzn biologię.Ten przedmiot na prawdę tolerowałam.Nawet można byłoby powiedzieć,że interesował mnie.Od czasu do czasu coś tam nabazgroliłam w zeszycie.
                                                           
                                                                  ***
   Pewien mężczyzna o średnim wzroście i czarnych włosach stał przy oknie.Przyglądał się przechodniom.Szybkim krokiem obszedł swoje biurko,po czym znowu spojrzał na zegarek.Był strasznie zniecierpliwiony.Czekał na chłopaka o blond włosach.Jak zwykle znowu się spóźnia.Czy on do cholery nie potrafi chociaż raz być punktualny?!Uderzył pięścią w biurko.Przypatrywał się chodzącym wskazówką zegara.Miał dla niego ważną misje,a go nie ma.Denerwowało go.Nienawidził być lekceważonym co często się zdarzało.Tracił głowy przy tym chłopaku.Jednak wiedział,że tylko on potrafi wypełnić tę misję.-Chciałeś mnie znów widzieć.Usłyszał jego głos.Odwrócił się,po czym znowu spojrzał na zegarek.Chwilę milczał. 
-Spóźniłeś się.Dwadzieścia cztery minut i trzydzieści sekund.-warknął.-Wyluzuj.-odpowiedział mu chłopak.Położył się na kanapie i zarzucił nogi na stół.Widział jak Itachi jest rozłoszczony i igrał z ogniem.-Mów co jest. 
-De..Deidara..-zaczął powoli i z opanowaniem.-Weź te słowa na poważnie.Nie będę się bawił z tobą w kotka i myszkę.Chyba zapomniałeś już kto jest twoim szefem?Chyba wiesz,że jestem jedyną osobą u której możesz przebywać.Więc do jasnej cholery bądź choć odrobinę wdzięczny!Gdybym miał humorki mógłbym wyrzucić cię na zbity pysk za drzwi!I dokąd byś poszedł?Czy ty w ogóle masz dokąd pójść?Odkąd twoja matka cię porzuciła dla swojego faceta jesteś mój.Należysz do mnie.-podkreślił ostatnie słowo. 
-A teraz przejdźmy do rzeczy.Chcę,żebyś przyprowadził do mnie dwie osoby.Wyruszysz do Japonii z Shikamaru.Będziecie uczęszczać do liceum.Nie możecie wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń.Zachowujcie się jak zwykli uczniowie.
Deidara westchnął.Miał dość tych wszystkich rozkazów Itachiego.Wcale nie miał ochoty nic dla niego robić.Ale wiedział,że Itachi ma rację.Dokąd by poszedł?Gdzie by się zatrzymał?Nie miał nic.-Co to za osoby?-syknął 
.-Chłopak o imieniu Naruto.Naruto Uzumaki.Blondyn.W twoim wzroście.I różowowłosa dziewczyna-Sakura Haruno.-Ładne imię.-zamruczał.-Masz przyprowadzić ich do mnie.Żywych.Nie wzbudzając żadnych podejrzeń.Nie obchodzi mnie jak to zrobisz.Oni są najbardziej znanymi detektywami a zarazem pracują dla Konohy jako ninja.Za dużo węszą.Nie podoba mi się to.Wystarczy,że Sasuke odwrócił się od nas i nie wiadomo co robi.Naruto jest jednym z silniejszych ninja więc mam dla niego już specjalne zadanie.Dziewczyna jest najlepszym medykiem. 
Po śmierci Kabuto potrzebny jest nam medyk.Oprócz tego mam dla niej również specjalną rolę.-uśmiechnął się szyderczo.-Jeszcze dziś wyjeżdżacie.Deidara na to kiwnął głową i kierował się ku wyjściu jednak coś go zatrzymało a właściwie to głos Itachiego.
-A i Deidara..zdobądź ich zaufanie za nim..no wiesz.-Rozumiem.Idę do siebie.

Tak jakby prolog.


        Zawsze zastanawiałam się nad tym jak moi rodzice zachowywali się w młodości.Może byli szaleni tak jak ja,albo nie sprawiali żadnych kłopotów wychowawczych.Ciekawe,czy moja matka uciekała z ostatnich lekcji,bo jak zwykle nie nauczyła się na głupi sprawdzian z matematyki.Ciekawe czy nie bała się jeździć motorem i czy nie ogarniał ją strach widząc 170km/h na liczniku.Ciekawe,czy przyjaźniła się z najgorszymi chłopakami w mieście.Bo jeśli tak to jestem w zupełności taka jak ona.Może trochę nad wyraz dojrzalsza i pyskata.Dziewczyna która zawsze postawia na swoim,nie boi się kolejnej awantury w domu,kolejnej jedynki z majcy.Żyję tak jak się jej podoba,a nie tak jak wypada młodej dziewczynie z Konohy.Z tego co wiem mój ojciec,również sprawiał nie jakie problemy wychowawcze,ale nie słyszałam nigdy,by napadał na innych czy też zapalił kiedykolwiek papierosa.Czasem żałuję,że nie miałam okazji ich poznać.I choć nigdy nie widziałam ich twarzy to tęskniłam za nimi.Byłam mocno związana z moją matką.Ponoć często czytała mi bajki o syrenkach na dobranoc i zabierała do wesołego miasteczka.Kochała mnie pomimo tego,że urodziła mnie bardzo wcześnie.Miała zaledwie 17 lat.Odeszła 2 lata później.Nigdy nie zagłębiałam się nad tym co było tego przyczyną.Słyszałam tylko,że wracając samochodem z moim ojcem do domu miała wypadek.Stwierdzili zgon na miejscu,jednak coś przykuło wtedy uwagę pewnego z lekarzy.Moja matka miała dużą ranę na szyi.Nie jestem pewna czy tą ''dziurę'' można było nazwać raną..Przez kilka miesięcy znany detektyw zajmował się tą dziwną sprawą.Niestety sam zachorował na raka i szybko odszedł z tego świata.Z tego co wiem stwierdził tylko,że było to planowane morderstwo,a nie wypadek jak to wszyscy w koło uważali.Oczywiście nikt mu nie wierzył,a ja sama nie wiem co mam o tym myśleć.
       Teraz mam 17 lat.Uczęszczam do jednego z liceum w Konohie.W 2 klasie liceum nie zdałam z powodu wielu nieobecności.W tym roku moja ''opiekunka'' - tak można nazwać kobietę z którą aktualnie mieszkam wprost nakazała mi co najmniej pojawiać się choć na lekcjach.Nie spodobało mi się to,ale przecież musiałam skończyć te głupie liceum.Jeszcze tylko rok i będę pełnoletnia.W 100% będę mogła zadecydować sama o sobie i swojej przyszłości,której sama nie jestem pewna.Mam długie różowe włosy; proste jak patyki.Zazdrościłam dziewczyną,które miały piękne długie i grube loki do pasa.Zawsze marzyłam o takich włosach.Duże zielone oczy podkreślały moją urodę.Byłam szczupła choć nigdy nie uprawiałam żadnego sportu.Nie lubiłam nigdy grać w siatkówkę jak inne dziewczyny.W 1 liceum na pierwszej lekcji wf dziewczyny z mojej klasy od razu chciały grać w siatkówkę i nic innego.Potem było już tylko gorzej.Gdy wchodziłam na salę gimnastyczną widywałam tylko rozłożoną siatkę.Od tamtego czasu zaczęło się wagarowanie.Rzadko już pojawiałam się na tych lekcjach.Ale ogólnie nie mogłam narzekać na klasę.Było wiele spoko osób choć jak w każdej innej klasie pojawiało się kilku kretynów.Uczniowie,byli jakby podzieleni na swoje grupki.
Była grupa paniusi do której należała Ino,Temari i Karin.Nienawidziłam ich.Często imprezowały a na drugi dzień cała szkoła już wiedziała jakie majtki miały na sobie zeszłej nocy.Mimo tego nie były gardzone wręcz przeciwnie.Chłopcy je uwielbiali.Sama nie wiem czy dlatego,że te lafiryndy tak się do nich kleiły czy też dlatego,że chodziły z dużym dekoltem,bo ze względu na ich inteligencję na pewno nie.Była ona równa zero jak nie poniżej.Pewnego dnia w szkolę wybuchła nawet afera,bo Temari była podejrzewana o romans z nauczycielem od fizyki. 
Następną grupką byli tzw. kujoni klasowi.Rock lee był świetną osobą do ściągania.Idiota podkochiwał się we mnie a ja tylko wykorzystywałam to,by mi pomógł w zdaniu czy na kartkówce.W sumie gdyby nie jego wyraziste brwi i fryzura,jakby dostał garnkiem w dzieciństwie i to porządnie to byłby nawet przystojny.Był synem naszego profesora z chemi - Might'a Guya.Lubiłam tego nauczyciela,był całkiem do zniesienia.Często żartował z uczniami i był na prawdę innym nauczycielem od reszty.Twierdził,że ma swoje sposoby na dogadanie się z młodzieżą.Najlepszym przyjacielem Lee był Sai.Wysoki chłopak o krótko czarnych włosach.W sumie to nie wiele z nim rozmawiałam więc nie będę go oceniać zbyt pochopnie. 
Był jeszcze Naruto - mój przyjaciel.Blondyn,którego znałam od podstawówki.Nie lubiłam go od początku,jednak w 6 klasie na komersie zaprosił mnie do tańca.Można sobie wyobrazić moje zdziwienie i przeogromne oczy,które niemal wychodziły na wierzch.Jednak nie wiedząc sama dlaczego zgodziłam się.Wtedy po raz pierwszy spojrzałam w jego oczy,lśniły troską.Coś się we mnie złamało,gdy wyznał mi uczucia,którymi mnie darzył.Wiedział,że ich nie odwzajemniam a mimo to zdobył się wtedy na odwagę wyznając mi je.Od tamtego czasu zmieniłam do niego stosunek.Polubiłam go,był zawsze,gdy miałam kłopoty i,gdy go potrzebowałam.Nigdy nie krzyczał na mnie,gdy czegoś nie zrozumiałam tak jak moja opiekunka-Anke.Okazał mi troskę,której brakowało mi od dzieciństwa.Był zawsze cierpliwy.Nigdy nie podniósł na mnie ręki,ani głosu.Może tylko raz,gdy się na prawdę ostro pokłóciliśmy.W 2 gimnazjum zostaliśmy parą.W walentynki zaproponował mi spacer.Poszliśmy nad strumyk,lubiliśmy tam przebywać.Wtedy po raz pierwszy go pocałowałam.Byliśmy razem kilka miesięcy,ale potem stwierdziłam,że chcę być sama.Zaczął mnie denerwować,gdy we wszystkim chciał mnie wyręczać.Ja chciałam być niezależną dziewczyną od nikogo.Nie chciałam być od niego uzależniona.Było mi lepiej samej.Pasowało mi,gdy był tylko moim przyjacielem i pragnęłam,by tak zostało.Na szczęście Naruto zrozumiał to i nie miał mi tego za złe.Więc dalej się przyjaźnimy. 
Oprócz niego przyjaźniłam się jeszcze z Nejim.Był wysoki,miał czarne długie włosy i białe oczy.Był zupełnie inny od Naruto.Raczej był typem,który wszystkie swoje problemy zachowywał dla siebie.Nie dzielił się z nami swoimi uczuciami.Czasem wydawało się jakby był nieobecny,myślami zupełnie gdzie indziej.Mimo tego świetnie potrafiłam się z nim dogadać,bo również jak ja nie miał rodziców.Razem ze swoją siostrą - Hinatą mieszkali w małym domku po swoich dziadkach. Co do Hinaty..była moją przyjaciółką.Starą dobrą znajomą z gimnazjum.Zawsze skryta,z nosem w książkach.Stwarzała pozory całkiem poukładanej,nieśmiałej i zakompleksionej dziewczyny.Ale jak wiadomo nie należy oceniać ludzi po pozorach.Gdy było trzeba umiała pokazać pazurki i stawić czoła problemom.Miała długie granatowe włosy i białe oczy tak samo jak Neji.Myślę,że podkochuję się w Naruto,jednak nigdy otwarcie o tym nie rozmawiałyśmy.Twierdziła,że to nie czas na miłość.Po jej zachowaniach wywnioskowałam co innego.Choć wiedziała jakie są moje stosunku z nim i choć wiedziała,że nadal coś do mnie czuję nie była zazdrosna.Bynajmniej nad wyraz bardzo dobrze to ukrywała.Moją drugą bratnią duszą była Ten-Ten.Na prawdę nie znałam takiej samej osoby jak ona.Praktycznie zawsze uśmiechnięta,roześmiana.Nigdy nie widziałam jej smutnej..No może raz,gdy Sai odrzucił jej uczucia.Było to dawno i nie sądzę,żeby dalej coś do niego czuła.Tak czy inaczej była na prawdę ufną osobą,która nigdy mnie nie zawiodła.Mogłam na nią liczyć nie zważając na sytuację,miejsce i godzinę. 
Oprócz wymienionych osób był również klasowy kretyn-Kiba.Ten chłopak zachowywał się strasznie dziecinnie.Na każdej lekcji na której oczywiście byłam obecna musiał coś zrobić,by zostać zauważonym.Naruto tłumaczył mi,że rozumie jego zachowanie,bo ten chłopak nie ma nikogo.Czuję się osamotniony i odtrącony od reszty społeczeństwa.Jego rodzice go porzucili i nikt nie chciał się nim zaopiekować.Ja natomiast nie miałam żadnego usprawiedliwienia na jego zachowanie.Często zachodził mi za skórę.Natomiast był jeszcze jeden typ..który nawet nie wiem kiedy pojawił się w naszej klasie-Sasuke.Pewnego dnia po dwóch miesiącach  nieobecności przyszłam na lekcję i po prostu siedział w ostatniej ławce.Rozmawiałam z nim tylko raz.Miał czarne oczy,które wydawały się być studnią bez dnia.Z całą pewnością szłoby się w nich utopić.Ten chłopak intrygował mnie.Był w moim typie,ale nie traciłam na niego czasu.Ponoć ma już 19 lat nie zdał chyba dwa razy.Rzadko się odzywa.Siedzi w ostatniej ławce i nawet nie robi notatek.W sumie co w tym dziwnego ja też ich nie robię.Ale on..był zupełnie inny.Był dla mnie zagadką,chodzącą zagadką.
       Moje zmysły zwykle mnie nie mylą.Myślę,że ten rok szkolny na prawdę będzie interesujący.Czuję,że wydarzy się coś dziwnego o czym nawet nie śniłam.Może nareszcie to odmieni moją monotonię życia.