niedziela, 6 marca 2016

Rozdział 10.

 Cisza, która zapanowała nie miała nic wspólnego ze spokojem.Nic nie zagłuszało moich myśli.W tym momencie mogę przyrzec, że jestem odizolowana od całego świata.Siedziałam sama w swoim pokoju, pijąc cappuccino, które Suigetsu mi zaproponował.Myślami byłam zupełnie gdzie indziej.Przekroczyłam chyba granicę o której sama nie miałam bladego pojęcia.Byłam rozdarta pomiędzy rzeczywistością, a marzeniami.Moje myśli toczyły zaciętą walkę.Schowałam twarz w dłonie.Kolana przyciągnęłam do siebie i powoli usiadłam na ziemię.Tak bardzo tęsknie za Ten-Ten.Brakuje mi jej sposobu bycia.Nie ma kto mnie porządnie ochrzanić.Nie ma mnie kto napawać pozytywną energią, którą czułam od Ten-Ten z kilometra.Sasuke nie widziałam odkąd tu jestem.Zniknął niczym poranna rosa po obfitym nocnym deszczu.Byłam zdana na siebie.
 Śniadania jadłam zazwyczaj z Sasorim, którego poznałam w niedzielę rano. Od razu znaleźliśmy wspólny język. Jego towarzystwo na prawdę mi odpowiadało.Przy nim często się śmiałam i nie myślałam zbyt dużo.
 Ale to wieczorami najbardziej doskwierała mi samotność.Późną nocą czułam się źle nie mając z kim porozmawiać.Jedyną dziewczyną tutaj była Karin, która za mną nie przepada.Najchętniej od razu by mnie zabiła.Nie zależało mi na kontakcie z nią, dlatego też nie próbowałam nawet dojść z nią do porozumienia.Była mi obojętna jak śnieg zeszłej zimy.Sasoriego również często nie było, a Suigetsu ciągle powtarzał, że jest zajęty.Najczęściej się gdzieś śpieszył.Chciałam dowiedzieć się, czym to jest spowodowane, ale nie chciał ze mną rozmawiać.Był chyba typem samotnika.Uszanowałam to i nie rozpoczynałam na siły rozmowy z nim.
 Brakowało mi mojego psa i Anke.Choć często nagminnie wtrącała się w moje życie, to w końcu moja rodzina.Wychowała mnie.Tylko do niej mogłam zwrócić się o pomoc, kiedy jej potrzebowałam.Zwykle okazywała mi anielską cierpliwość, gdy czegoś nie umiałam.Byłam jej wdzięczna.
 Po dłuższym zastanowieniu.. Naruto! Bingo! Nie widziałam go od dawna.Ciekawa jestem co u niego.Pragnęłam usłyszeć tylko jego głos.Chciałabym mieć pewność,że nie wpakował się w żadne kłopoty co jest u niego bardzo możliwe.Zazwyczaj to ja i Hinata ratowałyśmy go z opresji
 Przestałam liczyć minuty odkąd widziałam Uchihe.Nie rozumiałam właściwie czemu pojawia się tak licznie w moich myślach.Sama przed sobą bałam się przyznać, że tak na prawdę ocieka seksem i jest diabelsko przystojny.Intrygował mnie ten przeklęty gnojek.Zawsze uwielbiałam bad boyi.Anke wciąż mi powtarzała, że mam znaleźć sobie chłopaka z dobrego domu.Dobrze wychowanego.Dzianego.A mi?Zwisało to.Nie lubiłam lizusów i kujonów.Mi imponowało, gdy facet nie bał się jechać 200km/h na swoim motorze.Nie bał się osiedlowych chuliganów.Od czasu do czasu zapalił fajkę.Był tak chamski, że aż intrygujący.Może jestem dziwna, ale pociąga mnie to.Nie lubię mieć wszystkiego podanego na tacy.Lubię walkę.Lubię rozrabiać w pokojach hotelowych i drzeć mordę o czwartej nad ranem.Byłam inna niż dziewczyny z mojego rocznika.Umiałam obsługiwać się spluwą.Muszę potwierdzić fakt, iż nigdy nie lubiłam bawić się lalkami tylko chłopakami.Fakt nigdy nie byłam zakochana, ale uwielbiałam wykorzystywać facetów.Niektórzy są na prawdę żałośni.Pokażę się im skrawek ciała i szaleją.Ogarnia ich prawdziwa ekstaza co wprowadza ich w błogostan.Naturo zawsze mi powtarzał, że jeśli chcę to jestem prawdziwą manipulantką.Śmieszyło mnie to, ale sprawiało ogromną frajdę.Byłam w czymś dobra!Miałam nad kimś władzę!Podobało mi się to.
Hinata za to nieustannie trzaskała dziobem, że powinnam zostać adwokatem. bo nawet jeśli sprawa mnie nie dotyczy, ja zawsze się wtrącę.Może miała rację.Nie rozmyślałam jeszcze nad tym kim chcę być w przyszłości.Za niedługo miałam kończyć szkołę średnią, a co potem? Marzyłam o życiu studenckim.Ponoć są to najlepsze lata w życiu człowieka.Ale wątpię, bym mogła dalej prowadzić beztroskie życie.Gdyby tak było nie musiałabym teraz tu być i ukrywać się.
 Wchodząc na górę po schodach potknęłam się o czarne szpilki Karin i rozlałam sok na moją koszulkę.Co one tu do diabli robią?!Kto normalny kładzie buty na środku schodów?!Boże jaka ze mnie niezdara! Jest to moja jedyna koszulka, którą tutaj mam.Sasuke nie pozwolił mi wracać do domu po resztę rzeczy.Tłumaczył mi, że stłumił już mój zapach, by Itachi nie węszył tam.Cholera jasna!I co teraz? Weszłam do mojego pokoju i od razu skierowałam się do szafy.Przeciągnęłam się jak kotka i zaczęłam powoli zdejmować z siebie mokre odzienie.Chciałam jak najszybciej włożyć je pod wodę, by plama nie zrobiła się większa.Z gracją się odwróciłam.Moje oczy wpatrywały się teraz prosto w oczy bruneta..
-Co ty..ty tu robisz? - pisnęłam zakrywając górną partię ciała.Stałam tak teraz przed nim w samym staniku, no ładnie.
-Yy.. - wybiłam go z tropu.Chyba też było mu głupio. - Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku.
-Jak w najlepszym.. - czułam jak rumieńce palą się na moich policzkach.Moje ciało wrzało, choć nie wiedziałam dlaczego. - Wybacz, ale mam jedną sprawę do załatwienia. - próbowałam się uśmiechnąć.Chciałam, żeby uśmiech był jak najszczerszy.
- Nie no spoko , poczekam. - spojrzałam na niego.Czego on znów chce.Szybkim krokiem, by nie musieć już na niego patrzeć podeszłam do górnej szafki obok łóżka.Między stertą papierów szukałam jakiś ziół.Za pomocą chakry zamieniłabym je w jakiś odplamiacz, wtedy na pewno plama by znikła.
-Ej.. - poczułam jego dłoń na moim łokciu.Chcąc obrócić mnie w swoją stronę użył stanowczo za dużo siły.Och! Czy on na prawdę nie ma w sobie odrobiny delikatności?! Przy okazji potknęłam się o moje papucie i upadłam prosto na niego.Byliśmy wpatrzeni w siebie.Zrobiło mi się gorąco, gdy doszło do mnie, że dalej nie jestem ubrana.Pachniał seksapilem.Przez moje ciało przechodził przyjemny dreszczyk.Patrząc na jego twarz; mój wzrok wylądował na ustach.Nie,nie!Stop!Co ja robię?! Leżę w samej bieliźnie na nieśmiertelniku? Musi to wyglądać bardzo komicznie.



                                                                         ****
 Nie zrobiłem tego celowo - a przynajmniej nie chciałem.Tak sobie to tłumaczyłem.Kiedy ciężar jej ciała spoczywał na moim było mi błogo.Ogarnęła mnie idylla.Dawno tak się nie czułem.Zapach jej włosów dolatywał do moich nozdrzy.Zamknąłem oczy i delektowałem się tą krótką chwilą.Doznałem wewnętrznego spokoju.Krew uderzyła mi do głowy.W moim lewym oku zaczęła pojawiać się szara siateczka, ale zignorowałem to.Przecież umiem się opanować.Nie zatopię w jej smakowitej szyi swoich kłów. Widząc jej różowe rumieńce i zawstydzenie w zielonych tęczówkach chciało mi się śmiać.Rozszyfrowałem tę różową istotę.Zgrywała twardą, ale ja ją rozgryzłem.Zapamiętam to.Oboje szybko oderwaliśmy się od siebie słysząc, gdy drzwi się otworzyły.Napotkałem rozgniewany wzrok Karin.Wiedziałem,że awantura jest murowana i nie próbowałem nawet protestować.
-Co tu..się dzieje?! - była na prawdę wściekła.Spojrzałem na Sakurę - ona również nie wiedziała co robić.Hm.. czyżby moje towarzystwo wprowadzało ją w  niewiedzę?
-My tylko.. to znaczy.. no .. ee.. Sasuke, powiedz coś! - poczułem na sobie jej tęczówki.Problem w tym, że sam nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.Było mi wszystko jedno.Niech sobie pomyśli co chce.Durny, babsztyl.
-Tak Sasuke masz ważne sprawy.Właśnie widzę! - odwarknęła szybko ulatniając się.Słyszeliśmy jej głośne tupanie.
-To moja wina.Wyjaśnię jej wszystko. - posłałem jej jeden ze swoich rozbrajających uśmiechów.
Nieśmiało uśmiechnęła się.Dopiero po dłuższej chwili zwróciłem uwagę na jej pełne piersi, które były wypchane w czarny koronowy stanik.Chyba zauważyła, że wpatruję się w nią z nieukrywanym pożądaniem, bo szybko uniemożliwiła mi ten widok. - Idź już. - westchnęła.
-Ej, nie jestem żadnym zboczeńcem!
-Nie myślę tak, po prostu chcę w spokoju wziąć kąpiel i sprać tę plamę. - nieśmiało na mnie spojrzała.
-No tak jasne.Nie chcę żebyś odbierała mnie negatywnie. - odrzekłem zgodnie z prawdą.
-Zależy ci na tym? - syknęła cicho, ale na tyle głośno iż mogłem to usłyszeć.Właściwie to nie wiem.
-A tobie?
-Obojętne.. - podrapała się po głowie.
Zdenerwowało mnie to. Nie rozumiem dlaczego, ale porządnie wkurza mnie gra w którą sobie ze mną pogrywa.
-Idź spać. - warknąłem zupełnie oschłym tonem.Skinęła głową na potwierdzenie.W wampirzym tempie znalazłem się w swoim pokoju.Cholera zwariuję przez tę wariatkę..


                                                                      ****


 -Dlaczego akurat Akatsuki zdrajco?!
-Lepiej mieć złe ideały niż żadne. - skinął kruczoczarny.Nie miał ochoty na jakąkolwiek dłuższą konwersację z Naruto.Bredził od rzeczy.Nic o nim nie wie.Jest tylko bahorem z Konohy, ale cholernie silnym bachorem.
-Poszedłeś na łatwiznę, Itachi Uchiha. - barknąłem pod nosem.To może dziwne,ale nie bałem się.Jak zwykle byłem pewny siebie.
-Cień mrokom się nie opiera, a światem rządzą zbrodnie.Jesteś taki dziecinny, i że niby taki dzieciak jak ty ma w sobie Kyubiego.Żałosne.IV Hokage był kompletnym idiotom pieczętując go w tobie..  - nie było mu dane dokończyć.Zaraz po chwili rozległ się mój głośny krzyk.
-Stul pysk!!! Minato to mój ojciec! Był znany jako Żółty Błysk Konohy! Zawsze powtarzał,że najważniejszą rzeczą dla shinobi jest praca zespołowa! Myślisz ze w pojedynkę posiądziesz wioskę na własność?! To właśnie ty jesteś żałosny! Będąc sam nie można być szczęśliwym!
Rozległ się głośny śmiech.Spojrzałem w jego stronę.Z chytrym uśmieszkiem również na mnie spoglądał.
- Jesteś pewny że jestem sam? - zdziwiłem się jego postawą.Zmienił ton.Nie mówił już tak donośnie jak wcześniej.Czyżby moje słowa choć trochę go ruszyły? - Bądźmy szczery.To klan Uchiha założył wioskę Ukrytego Liścia.Muszę zrobić wszystko co w mojej mocy,by odzyskać nad nią władzę.
Wzrok miał wlepiony w niebo.Chyba zawzięcie o czymś myślał.Na jego twarzy był widoczny głęboki spokój.Zadziwiające jak w ułamku jednej minuty zmienił swoje zachowanie.Czy do końca nie był pewien swoich sił?Nie sądzę, by zawładnięcie Konohą było rzeczą łatwą. Tsunade i wszystkie oddziały ANBU na to nie pozwolą.Nigdy! Dopóki żyję będę walczył za moje rodzinne miejsce! To tutaj się wychowałem.To jest mój dom.Nie pozwolę nikomu go odebrać.Będziesz ze mnie dumny tato! Obiecuję! To jest moja droga ninja!
 Itachi skierował swój wzrok na mnie.Czekał aż się odezwę pierwszy.W odpowiedzi usłyszał mój perlisty śmiech.Wiatr bawił się naszymi włosami.
-Nie rozmieszaj mnie, Itachi. - zagryzłem dolną wargę. - Jesteś zbyt słaby.Nie chodzi o fizyczną siłę, bo jej z pewnością ci nie brakuje. - Jesteś słaby bo zbyt dużo w tobie nienawiści.To jest zła droga, Uchiha.To do niczego nie prowadzi.Czasem fotel władzy pcha się komuś siłą pod siedzenie.
Nie doświadczając miłości nigdy nie będziesz silny! - wykrzyknąłem tak głośno,że spłoszyłem ptaki z pobliskiego drzewa.Zacisnąłem dłonie w pięść.
-Ale ty pleciesz androny. - złapał się za głowę. - Nie mam czasu pieprzyć z tobą o farmazonach.Mam do zniszczenia wioskę. - znów siłą mnie pociągnął za sobą.Nie mogłem zaprotestować.



rozdział 3 --- > 40%.