Stałam jak słup soli. Nie umiałam wydusić z siebie żadnego słowa, ani nawet jęku. Zawiało chłodem. Moje drobne ciało przeszedł zimny, ale przyjemny dreszcz. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie ma tu okna, więc chłód nie jest spowodowany niską temperaturą na dworze. Opuściłam powieki wlepiając wzrok w podłogę.
- Itachi.. - wyszeptałam najciszej jak umiałam. Nie chciałam na niego patrzeć. Kurwa, boje się. Tak jak jeszcze nigdy w życiu. On sam sprawia, że nie wiem co mam myśleć. Cała się trzęsę. Jestem w pomieszczeniu z wampirem i najlepszym przyjacielem, którego on chcę zabić. Najgorsze jest to, iż wiem, że to nie sen. To się dzieję na prawdę. Gdy uszczypnę swoją gładką skórę nie obudzę się. Cholera jasna, dlaczego może życie musiało się aż tak skomplikować? Wolałabym żyć ze świadomością, że żyję po raz pierwszy. Nigdy nie sądziłam, że reikarnacja jest możliwa. A od Anke dowiaduję się, że już kiedyś żyłam. Czy to nie brzmi absurdalnie? Moim zdaniem bardzo.
- O, proszę znasz mnie. - wyszczerzył swoje białe zęby. Był tajemniczy, nie ukazał od razu kieł. Niezauważalnie podeszłam do Naruto zasłaniając go własnym ciałem. Ja z nim to załatwię. Naruto nic do tego!
- Czego chcesz?! - krzyknęłam tak głośno, że odbijało się echem w każdym miejscu.
- Nie będę rozmawiać z tobą takim tonem. Pogadamy na altance..
- Chyba śnisz...- Zniknął. Podniosłam jedną brew i wytrzeszczyłam oczy. Tak szybko bym się go pozbyła? Raczej wątpię, by bez walki dał mi za wygraną. Poczułam zimny wietrzyk tuż przy mojej szyi. Jego ręce zakleszczyły się na mojej talii. Nie mogłam w to uwierzyć! Zadrżałam. Było to przyjemne, ale jednocześnie przerażające. Czułam jak serce mocniej mi biję. Nie mogłam opanować oddechu. W jednej chwili strach całkowicie mnie opuścił. Nie wiem, dlaczego. Czułam, że mu ufam. Ale ja jestem durna! Sakura obudź się!
- Tęskniłem za tobą.. - przyciągnął mnie do siebie. Dalej byłam do niego obrócona plecami, dlatego też nie patrzyłam mu w oczy. W sumie to i dobrze. Nie byłabym w stanie. Nie wiem, dlaczego moje ciało tak elektryzuję się na jego dotyk. O co w tym wszystkim chodzi.
- Zostaw ją! - odwróciłam wzrok w stronę blondyna. Co on wyprawia. Ja tu próbuję nas ratować, a on wyskakuję jakimiś pretensjami. Niech zamknie japę, jeśli mu życie miłe.
- Zazdrosny? Mmm.. Nie preferuję trójkątów. - Ale nie martw się, nie zapomnę o tobie. Zajmę się tobą potem. - jego kąciki ust podniosły się ku górze. Swoją zimną jak lód dłonią złapał mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą. Nie protestowałam. Jeśli to ma uratować mojego przyjaciela, to okej! Zrobię wszystko. A gdyby coś poszło nie po mojej myśli.. Sasuke mam nadzieje, że nie zawiodę się na tobie tym razem. Rzuciłam ostatnie spojrzenie Uzumakiemu, po czym opuściłam wraz z starszym Uchihą ten czarny zamglony pokój. Mam nadzieję, że rozumie co robię.
Jego uścisk robił się co raz mocniejszy. Czułam jak moja tętnica nie transportuję już krwi w tym miejscu. Nie chciałam jednak pokazać mu, że sprawia mi to ból.
- Za pewne już wszystko wiesz? - zesmutniał sadzając mnie na sofie. Spojrzałam w jego czarne tęczówki przesiąknięte smutkiem, a zarazem jadem. Siedzę wraz z wampirem na altance, która ma cudowny widok na las. Chyba napiszę, o tym książkę. ''Nasze życie będzie jak poemat, jeśli tylko znajdziesz dobry temat''.
- Sasuke, to drań. Czego on ci naopowiadał? Przespałaś się z nim? - zmienił ton. Podniósł stanowczo brew uważnie mi się przyglądając. Chwilę milczałam, bo nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- To nie tak.. - zaprotestowałam. - A po za tym! Nie tobie go oceniać. Jesteś o wiele gorszy. - syknęłam.
- Gorszy? - zdziwił się. - To nie to określenie, Sakura. - zbliżył się tak bardzo, że czułam jego oddech na swojej szyi. Jeśli chcę mnie przestraszyć to nie uda mu się to. W głowie układałam sobie dialogi. Przypomniałam sobie napad na dom Ten-Ten, oraz na jej samochód... Nie sądzę, żeby to był przypadek! Nie bez powodu młodszy Uchiha zabrał mnie pośpiesznie z miejsca zdarzenia. Nie przestanę węszyć dopóki nie dowiem się prawdy nawet jeśli będzie mnie to dużo kosztowało.
On pozostał dalej w tej samej pozycji. Jego zimny oddech podrażniał moją i tak zimną skórę przez co moja temperatura gwałtownie obniżała się.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne, dlatego rozmawiamy. - wpatrywał się we mnie z ogromną fascynacją i ciekawością. Zawstydzało mnie to. Jeszcze nikt tak na mnie nie patrzył. Zdawało mi się, jakby myślał tylko o tym, aby zedrzeć ze mnie ubranie.
- Dlaczego, to zrobiłeś? - spuściłam głowę. - Dlaczego Ten-Ten nie żyje!
- Sądzisz, że to moja sprawka? - podrapał się po głowie. - Masz rację. - na te słowa bezlitośnie walnęłam go w klatkę piersiową. Nie mogę tego słuchać. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby z zimną krwią mordować drugiego. Nie, ja tego nigdy nie zrozumiem.
- Mówisz to z takim spokojem, jakbyś uważał, że to nic takiego! - I niby Sasuke jest gorszy?! On przynajmniej jest ludzki! Ma uczucia! - Auć! - mocno mną potrząsnął.
Jego twarz znajdywała się w takiej pozycji, że mój oddech lądował na jego sinych wargach. Przejechawszy palcem po moich ustach znowu przeszedł mnie dreszcz. Zamknęłam oczy całkowicie oddając się tej chwili.
- Nie pocałuję cię.. - te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. - Chociaż, tak ładnie prosisz. - uśmiechnął się. - A teraz mnie posłuchaj. - znowu spoważniał. Jego nastrój był zmienny bardziej niż kobiety w ciąży.
- Pamiętasz aferę z twoimi rodzicami? Dokładnie z ich śmiercią? Wypadek samochodowy. Północ.
- Jak mogłabym nie pamiętać. - parsknęłam.
- Skoro wiesz, że samochód Ten-Ten nie przez przypadek wpadł w poślizg, to co twierdzisz o tamtym przypadku? No wiesz.
- Co ja twierdzę?? - zdziwiłam się. Nie rozumiem, dlaczego porusza ten temat i skąd o tym wie...Chociaż.. Bingo! W mojej głowie powoli zaczęło się wszystko układać. Jakby ktoś zapalił w moim umyślę lampkę.
- To byłeś ty? - odwróciłam się w przeciwną stronę chcąc ukryć zaszklone oczy. Nigdy mu tego nie wybaczę. Dlaczego zabrał mi najważniejsze dla mnie osoby? Teraz chcę jeszcze Naruto. Jedyną osobę, która mi pozostała. To okrucieństwo! Nie ma w sobie za grosz wrażliwości.
- To, że twoja wrażliwość mieści się w łyżeczce od herbaty to nie znaczy, że wszyscy są tak upośledzeni.. - warknęłam.
- Ty .. ty myślisz, że ... Nie rozśmieszaj mnie! - wybuchł nie opanowanym śmiechem. Spojrzałam na niego jak na wariata chcąc ukryć zażenowanie tą sytuacją.
- Przepraszam Haruno, ale masz niezwykłe poczucie humoru. Takie samo jak sprzed laty. - starł łzę z oka. Nie do wiary. Nigdy nie widziałam, jak ktoś płaczę ze śmiechu. To w ogóle możliwe.
- Nie wiem co cię bawi. - spróbowałam sprowadzić go do pełnej świadomości. Chcę rozmawiać całkiem poważnie.
- Dobrze. - A więc, to nie ja ich zabiłem. - uwierzyłam mu. Może ze strachu? Bezlitośnie wpatrywał się w moje tęczówki chcąc pokazać wyższość. Moją twarz zamalowały dwa blade rumieńce. Schowałam twarz w dłonie na znak protestu.
- Nie patrz tak na mnie. - wyszeptałam. - Jeśli nie ty, to kto?
- Twój ukochany wybawca. - zaśmiał się.
- S A S U K E, - Znasz?
Milczałam jak grób. Nie miałam siły protestować. Może z wyczerpania. Od 24h nie zmrużyłam oka. Nie wiedziałam już, czy on na prawdę to powiedział, czy to głos w moim umyśle mi to podpowiada.
Ale Sasuke? On był dla mnie dobry. Nie skrzywdził mnie. Chciał mnie chronić! Dlaczego do jasnej cholery. A może Itachi jest zwykłym kłamcą i zdrajcą? Nie bez powodu wszyscy mnie przed nim ostrzegali. A może właśnie, po to bym nie dowiedziała się prawy. Ja już nic z tego nie wiem. Chcę spać. Z nowym umysłem będę bardziej rozważna.
- Koniec przedstawienia, braciszku. - na ziemie sprowadził mnie znajomy głos. Niepewnie popatrzyłam w tamtą stronę. Sas... więc jednak martwi się o mnie! To na pewno nie on przyczynił się do śmierci moich rodziców! Jestem pewna, że był to zwykły przypadek. Przecież tyle słyszy się o wypadkach samochodowych i nie tylko.
- Jak mnie znalazłeś? - warknął odrywając się ode mnie. Odetchnęłam z ulgą. Jego bliskość niesamowicie uzależniała.
- Nie bądź głupi. Na prawdę masz mnie za takiego błazna? - pokręcił głową w prawo i w lewo.
- Nie zaprzeczę z grzeczności.
- Pakkun, to najlepiej wyszkolony pies.Nigdy go nie doceniałeś - uśmiechnął się wyszczerzając kły. Boże, czy oni mają zamiar się bić?! Ja już wariuję.... I co ja mam zrobić? Rozdzielić ich?
- Podziwiam twoją odwagę. Mam rozumieć, że moja straż znowu dała ciała?
- A jakże inaczej. Skoro Deidara i Shikamaru to twoi asystenci. - parsknął.
- Deidara? - wtrąciłam się.
- Wiedzę, że nieźle mnie rozgryzłeś mój młodszy głupi braciszku. - uśmiechnął się morderczo nie odrywając ani na chwilę od niego wzroku.
- Chciałeś, aby Deidara wzbudził swoje zaufanie u Sakury i porwał ją. Żeby następnie mieć ją tylko dla siebie. Tylko po co to wszystko? Po co zabijałeś niewinnych ludzi? - zacisnął dłonie w pięść.
- Jesteś żałosny. Wampir, którzy żywi się jedynie krwią zwierząt to słabeusz. - zbliżył się o parę kroków bliżej do Sasuke. - S ł a b e u s z. - wyszeptał. Odwrócił się napięcie patrząc na mnie. Znowu przeszedł mnie dreszcz. Dotknęłam swojej dłoni - była lodowata. Temperatura mojego drobnego ciała na pewno jest stanowczo za niska. Cholera, co to za miejsce. Poczułam ścisk w sercu.
- Nie rozumiem, po co zgrywasz takiego bohatera. Obydwoje dobrze wiemy, że jestem silniejszy.
- Masz rację. - odburknął. - A wiesz dlaczego? Bez względu na pitą krew. Bez względu na przeszłość, i teraźniejszość. To samotność sprawia, że ludzie stają się silniejsi.
- A ty? Jesteś słaby. Dlaczego jesteś słaby? Bo za mało w tobie nienawiści do całego świata. Spójrz na nią.. - gdy jego palec wskazujący pokazał właśnie mnie znowu zaczęłam się bać. Nie nadążam za nim. Sama już nie wiem, czy jego celem jest zrobienie mi krzywdy, czy też nie.
- Obydwoje wiemy, że jej krew jest najsmaczniejszym kąskiem. - perfidnie się uśmiechnął. Popatrzał na mnie jeszcze raz, kręcąc głową. W mgnieniu oka znalazł się za mną. Szybki jest, to fakt. Nie mogę z nim nawet rywalizować, przecież go nie dogonię.
Jedną rekom złapał mnie za talię, a drugą błądził po mojej szyi. Pogładził mały jej skrawek, jakby chciał mnie przygotować na najgorsze. Ledwo oddychałam przez ból w klatce piersiowej. Czułam się słaba. Jestem w pokoju z dwoma wampirami.
A ja?
Kim jestem?
Nie wiem.
Kto zna odpowiedź na to pytanie?
Niegdyś moim zadaniem było chronienie Konohy. Razem z Nejim, Ten-Ten, Naruto i Hinatą zajmowaliśmy się zbrodniami i morderstwami. Byliśmy nierozłączną zgraną paczką. Żaden bandzior nam nie umknął.
Czułam się potrzebna.
Ważna.
To był świetny czas.
Są takie oczy, co nie śpią w nocy.
Śmiało stwierdzam, że należą do mnie.
Jest godzina czwarta nad ranem, a za oknem płacze deszcz. Kolejny raz w tym tygodniu. Nienawidzę deszczu i wszystkiego co mokre.
I niech przyjdzie już piąta, o ile dalej mamy żyć.
Czuję się jak samobójca stojący na krawędzi mostu. Wahający się, czy skoczyć. W końcu tak bardzo tego pragnął, a teraz tchórzy? Jak fretka?
To ja zawsze rozprawiałam się z bandytami. Byłam niezmiernie odważna, a porywczość to moje drugie imię. Dlaczego, więc wymiękam?
Opuszki jego palców zatrzymały się na mojej szyjnej tętnicy. Musnął moją małżowinę uszną tak delikatnie, jakby bał się, że mnie spłoszy. Zamknęłam oczy. - Co robisz? - wyszeptałam.
Moja twarz tego nie okazywała, ale w środku bałam się. Coś we mnie krzyczało. Rozrywało na części. Sprawiało, że w tej sytuacji jestem bezsilna.
Odpowiedział mi silny ból. Poczułam obce ciało w szyi. Nie trudno zgadnąć, że to kły wampira. Upadłam na ziemie łkając. Ból przeszywał mnie na wylot. Nie życzę nikomu takiego uczucia. Kiedyś gdzieś wyczytałam, że ukąszenie wampira jest podniecające niczym dobry seks. Z własnych przeżyć mogę temu zaprzeczyć. To uczucie wcale nie jest podniecające. Bolesne, jak diabli.
Powoli oderwał mnie od siebie, patrząc głęboko w oczy. Panowała między nami idealna cisza, o której niektórzy mogą sobie tylko pomarzyć. Czułam jak na mój brzuch intensywnie spadają krople krwi. Jak tak dalej pójdzie to będę się kąpać w własnej kałuży czerwonej substancji.Sama nie wiem jak zachowuję taki spokój. Czuję się jak zahipnotyzowana, nie mogę się ruszyć. Jestem w tej pozycji już drugą minutę, a żaden Uchiha się słowem nie odezwał. Kręciło mi się w głowie, a przed oczyma wszystko mi wirowało. Usłyszałam tylko ciche 'zabiję cię'....
Tak więc, wiem, że krótka i wiem, że długo nie było noci. Chciałam Was uprzedzić, że teraz tak będzie chociaż staram się nad tym pracować. Za niecały miesiąc mam egzaminy i bierzmowanie. Jeśli egzamin z języka pójdzie mi źle, to nie dostanę się do wymarzonej szkoły, a wtedy klapa.
Święta są za parę dni to może uda mi się napisać coś na zapas:)
Pozdrawiam