Witajcie! Z góry przepraszam za długą nieobecność i na razie nic nie obiecuję, ale muszę przyznać, że stęskniłam się za tym blogiem. Dużo razy myślałam nad tym, czy wejść i coś napisać. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że na ''już'' nie miałam zupełnie pomysłu. Główkowałam i główkowałam jednocześnie szukając inspiracji w zwykłych rzeczach.Muszę się Wam przyznać, że przestałam w siebie.. brak slow. Chciałam usunąć tego bloga. Wątpilam w to czy umiem pisać. Wcześniejsze rozdzialy.. nie podobają mi się. Nieprzemyślane, nudne.. No moze uwazacie inaczej..
W każdym razie wchodząc dzisiaj na bloga nie myślałam, że nadal tyle osób na niego wchodzi! Przeraziłam się, jak długo każę Wam czekać i obiecuję, że coś napiszę JEŚLI TYLKO CHCECIE. Ogólnie pisze już 14 rozdział, ale nie wiem jak z pomysłem i weną.
Piszcie, jeśli chcecie kontynuację może to mnie mnie zmotywuję.
Pozdrawiam!
Ps. Pierwsza notka, która miała być już dawno!
http://dziennik-nimfomanki-ss.blogspot.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uchiha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uchiha. Pokaż wszystkie posty
środa, 11 maja 2016
niedziela, 20 marca 2016
Rozdział 13.
Stałam jak słup soli. Nie umiałam wydusić z siebie żadnego słowa, ani nawet jęku. Zawiało chłodem. Moje drobne ciało przeszedł zimny, ale przyjemny dreszcz. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie ma tu okna, więc chłód nie jest spowodowany niską temperaturą na dworze. Opuściłam powieki wlepiając wzrok w podłogę.
- Itachi.. - wyszeptałam najciszej jak umiałam. Nie chciałam na niego patrzeć. Kurwa, boje się. Tak jak jeszcze nigdy w życiu. On sam sprawia, że nie wiem co mam myśleć. Cała się trzęsę. Jestem w pomieszczeniu z wampirem i najlepszym przyjacielem, którego on chcę zabić. Najgorsze jest to, iż wiem, że to nie sen. To się dzieję na prawdę. Gdy uszczypnę swoją gładką skórę nie obudzę się. Cholera jasna, dlaczego może życie musiało się aż tak skomplikować? Wolałabym żyć ze świadomością, że żyję po raz pierwszy. Nigdy nie sądziłam, że reikarnacja jest możliwa. A od Anke dowiaduję się, że już kiedyś żyłam. Czy to nie brzmi absurdalnie? Moim zdaniem bardzo.
- O, proszę znasz mnie. - wyszczerzył swoje białe zęby. Był tajemniczy, nie ukazał od razu kieł. Niezauważalnie podeszłam do Naruto zasłaniając go własnym ciałem. Ja z nim to załatwię. Naruto nic do tego!
- Czego chcesz?! - krzyknęłam tak głośno, że odbijało się echem w każdym miejscu.
- Nie będę rozmawiać z tobą takim tonem. Pogadamy na altance..
- Chyba śnisz...- Zniknął. Podniosłam jedną brew i wytrzeszczyłam oczy. Tak szybko bym się go pozbyła? Raczej wątpię, by bez walki dał mi za wygraną. Poczułam zimny wietrzyk tuż przy mojej szyi. Jego ręce zakleszczyły się na mojej talii. Nie mogłam w to uwierzyć! Zadrżałam. Było to przyjemne, ale jednocześnie przerażające. Czułam jak serce mocniej mi biję. Nie mogłam opanować oddechu. W jednej chwili strach całkowicie mnie opuścił. Nie wiem, dlaczego. Czułam, że mu ufam. Ale ja jestem durna! Sakura obudź się!
- Tęskniłem za tobą.. - przyciągnął mnie do siebie. Dalej byłam do niego obrócona plecami, dlatego też nie patrzyłam mu w oczy. W sumie to i dobrze. Nie byłabym w stanie. Nie wiem, dlaczego moje ciało tak elektryzuję się na jego dotyk. O co w tym wszystkim chodzi.
- Zostaw ją! - odwróciłam wzrok w stronę blondyna. Co on wyprawia. Ja tu próbuję nas ratować, a on wyskakuję jakimiś pretensjami. Niech zamknie japę, jeśli mu życie miłe.
- Zazdrosny? Mmm.. Nie preferuję trójkątów. - Ale nie martw się, nie zapomnę o tobie. Zajmę się tobą potem. - jego kąciki ust podniosły się ku górze. Swoją zimną jak lód dłonią złapał mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą. Nie protestowałam. Jeśli to ma uratować mojego przyjaciela, to okej! Zrobię wszystko. A gdyby coś poszło nie po mojej myśli.. Sasuke mam nadzieje, że nie zawiodę się na tobie tym razem. Rzuciłam ostatnie spojrzenie Uzumakiemu, po czym opuściłam wraz z starszym Uchihą ten czarny zamglony pokój. Mam nadzieję, że rozumie co robię.
Jego uścisk robił się co raz mocniejszy. Czułam jak moja tętnica nie transportuję już krwi w tym miejscu. Nie chciałam jednak pokazać mu, że sprawia mi to ból.
- Za pewne już wszystko wiesz? - zesmutniał sadzając mnie na sofie. Spojrzałam w jego czarne tęczówki przesiąknięte smutkiem, a zarazem jadem. Siedzę wraz z wampirem na altance, która ma cudowny widok na las. Chyba napiszę, o tym książkę. ''Nasze życie będzie jak poemat, jeśli tylko znajdziesz dobry temat''.
- Sasuke, to drań. Czego on ci naopowiadał? Przespałaś się z nim? - zmienił ton. Podniósł stanowczo brew uważnie mi się przyglądając. Chwilę milczałam, bo nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- To nie tak.. - zaprotestowałam. - A po za tym! Nie tobie go oceniać. Jesteś o wiele gorszy. - syknęłam.
- Gorszy? - zdziwił się. - To nie to określenie, Sakura. - zbliżył się tak bardzo, że czułam jego oddech na swojej szyi. Jeśli chcę mnie przestraszyć to nie uda mu się to. W głowie układałam sobie dialogi. Przypomniałam sobie napad na dom Ten-Ten, oraz na jej samochód... Nie sądzę, żeby to był przypadek! Nie bez powodu młodszy Uchiha zabrał mnie pośpiesznie z miejsca zdarzenia. Nie przestanę węszyć dopóki nie dowiem się prawdy nawet jeśli będzie mnie to dużo kosztowało.
On pozostał dalej w tej samej pozycji. Jego zimny oddech podrażniał moją i tak zimną skórę przez co moja temperatura gwałtownie obniżała się.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne, dlatego rozmawiamy. - wpatrywał się we mnie z ogromną fascynacją i ciekawością. Zawstydzało mnie to. Jeszcze nikt tak na mnie nie patrzył. Zdawało mi się, jakby myślał tylko o tym, aby zedrzeć ze mnie ubranie.
- Dlaczego, to zrobiłeś? - spuściłam głowę. - Dlaczego Ten-Ten nie żyje!
- Sądzisz, że to moja sprawka? - podrapał się po głowie. - Masz rację. - na te słowa bezlitośnie walnęłam go w klatkę piersiową. Nie mogę tego słuchać. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby z zimną krwią mordować drugiego. Nie, ja tego nigdy nie zrozumiem.
- Mówisz to z takim spokojem, jakbyś uważał, że to nic takiego! - I niby Sasuke jest gorszy?! On przynajmniej jest ludzki! Ma uczucia! - Auć! - mocno mną potrząsnął.
Jego twarz znajdywała się w takiej pozycji, że mój oddech lądował na jego sinych wargach. Przejechawszy palcem po moich ustach znowu przeszedł mnie dreszcz. Zamknęłam oczy całkowicie oddając się tej chwili.
- Nie pocałuję cię.. - te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. - Chociaż, tak ładnie prosisz. - uśmiechnął się. - A teraz mnie posłuchaj. - znowu spoważniał. Jego nastrój był zmienny bardziej niż kobiety w ciąży.
- Pamiętasz aferę z twoimi rodzicami? Dokładnie z ich śmiercią? Wypadek samochodowy. Północ.
- Jak mogłabym nie pamiętać. - parsknęłam.
- Skoro wiesz, że samochód Ten-Ten nie przez przypadek wpadł w poślizg, to co twierdzisz o tamtym przypadku? No wiesz.
- Co ja twierdzę?? - zdziwiłam się. Nie rozumiem, dlaczego porusza ten temat i skąd o tym wie...Chociaż.. Bingo! W mojej głowie powoli zaczęło się wszystko układać. Jakby ktoś zapalił w moim umyślę lampkę.
- To byłeś ty? - odwróciłam się w przeciwną stronę chcąc ukryć zaszklone oczy. Nigdy mu tego nie wybaczę. Dlaczego zabrał mi najważniejsze dla mnie osoby? Teraz chcę jeszcze Naruto. Jedyną osobę, która mi pozostała. To okrucieństwo! Nie ma w sobie za grosz wrażliwości.
- To, że twoja wrażliwość mieści się w łyżeczce od herbaty to nie znaczy, że wszyscy są tak upośledzeni.. - warknęłam.
- Ty .. ty myślisz, że ... Nie rozśmieszaj mnie! - wybuchł nie opanowanym śmiechem. Spojrzałam na niego jak na wariata chcąc ukryć zażenowanie tą sytuacją.
- Przepraszam Haruno, ale masz niezwykłe poczucie humoru. Takie samo jak sprzed laty. - starł łzę z oka. Nie do wiary. Nigdy nie widziałam, jak ktoś płaczę ze śmiechu. To w ogóle możliwe.
- Nie wiem co cię bawi. - spróbowałam sprowadzić go do pełnej świadomości. Chcę rozmawiać całkiem poważnie.
- Dobrze. - A więc, to nie ja ich zabiłem. - uwierzyłam mu. Może ze strachu? Bezlitośnie wpatrywał się w moje tęczówki chcąc pokazać wyższość. Moją twarz zamalowały dwa blade rumieńce. Schowałam twarz w dłonie na znak protestu.
- Nie patrz tak na mnie. - wyszeptałam. - Jeśli nie ty, to kto?
- Twój ukochany wybawca. - zaśmiał się.
- S A S U K E, - Znasz?
Milczałam jak grób. Nie miałam siły protestować. Może z wyczerpania. Od 24h nie zmrużyłam oka. Nie wiedziałam już, czy on na prawdę to powiedział, czy to głos w moim umyśle mi to podpowiada.
Ale Sasuke? On był dla mnie dobry. Nie skrzywdził mnie. Chciał mnie chronić! Dlaczego do jasnej cholery. A może Itachi jest zwykłym kłamcą i zdrajcą? Nie bez powodu wszyscy mnie przed nim ostrzegali. A może właśnie, po to bym nie dowiedziała się prawy. Ja już nic z tego nie wiem. Chcę spać. Z nowym umysłem będę bardziej rozważna.
- Koniec przedstawienia, braciszku. - na ziemie sprowadził mnie znajomy głos. Niepewnie popatrzyłam w tamtą stronę. Sas... więc jednak martwi się o mnie! To na pewno nie on przyczynił się do śmierci moich rodziców! Jestem pewna, że był to zwykły przypadek. Przecież tyle słyszy się o wypadkach samochodowych i nie tylko.
- Jak mnie znalazłeś? - warknął odrywając się ode mnie. Odetchnęłam z ulgą. Jego bliskość niesamowicie uzależniała.
- Nie bądź głupi. Na prawdę masz mnie za takiego błazna? - pokręcił głową w prawo i w lewo.
- Nie zaprzeczę z grzeczności.
- Pakkun, to najlepiej wyszkolony pies.Nigdy go nie doceniałeś - uśmiechnął się wyszczerzając kły. Boże, czy oni mają zamiar się bić?! Ja już wariuję.... I co ja mam zrobić? Rozdzielić ich?
- Podziwiam twoją odwagę. Mam rozumieć, że moja straż znowu dała ciała?
- A jakże inaczej. Skoro Deidara i Shikamaru to twoi asystenci. - parsknął.
- Deidara? - wtrąciłam się.
- Wiedzę, że nieźle mnie rozgryzłeś mój młodszy głupi braciszku. - uśmiechnął się morderczo nie odrywając ani na chwilę od niego wzroku.
- Chciałeś, aby Deidara wzbudził swoje zaufanie u Sakury i porwał ją. Żeby następnie mieć ją tylko dla siebie. Tylko po co to wszystko? Po co zabijałeś niewinnych ludzi? - zacisnął dłonie w pięść.
- Jesteś żałosny. Wampir, którzy żywi się jedynie krwią zwierząt to słabeusz. - zbliżył się o parę kroków bliżej do Sasuke. - S ł a b e u s z. - wyszeptał. Odwrócił się napięcie patrząc na mnie. Znowu przeszedł mnie dreszcz. Dotknęłam swojej dłoni - była lodowata. Temperatura mojego drobnego ciała na pewno jest stanowczo za niska. Cholera, co to za miejsce. Poczułam ścisk w sercu.
- Nie rozumiem, po co zgrywasz takiego bohatera. Obydwoje dobrze wiemy, że jestem silniejszy.
- Masz rację. - odburknął. - A wiesz dlaczego? Bez względu na pitą krew. Bez względu na przeszłość, i teraźniejszość. To samotność sprawia, że ludzie stają się silniejsi.
- A ty? Jesteś słaby. Dlaczego jesteś słaby? Bo za mało w tobie nienawiści do całego świata. Spójrz na nią.. - gdy jego palec wskazujący pokazał właśnie mnie znowu zaczęłam się bać. Nie nadążam za nim. Sama już nie wiem, czy jego celem jest zrobienie mi krzywdy, czy też nie.
- Obydwoje wiemy, że jej krew jest najsmaczniejszym kąskiem. - perfidnie się uśmiechnął. Popatrzał na mnie jeszcze raz, kręcąc głową. W mgnieniu oka znalazł się za mną. Szybki jest, to fakt. Nie mogę z nim nawet rywalizować, przecież go nie dogonię.
Jedną rekom złapał mnie za talię, a drugą błądził po mojej szyi. Pogładził mały jej skrawek, jakby chciał mnie przygotować na najgorsze. Ledwo oddychałam przez ból w klatce piersiowej. Czułam się słaba. Jestem w pokoju z dwoma wampirami.
A ja?
Kim jestem?
Nie wiem.
Kto zna odpowiedź na to pytanie?
Niegdyś moim zadaniem było chronienie Konohy. Razem z Nejim, Ten-Ten, Naruto i Hinatą zajmowaliśmy się zbrodniami i morderstwami. Byliśmy nierozłączną zgraną paczką. Żaden bandzior nam nie umknął.
Czułam się potrzebna.
Ważna.
To był świetny czas.
Są takie oczy, co nie śpią w nocy.
Śmiało stwierdzam, że należą do mnie.
Jest godzina czwarta nad ranem, a za oknem płacze deszcz. Kolejny raz w tym tygodniu. Nienawidzę deszczu i wszystkiego co mokre.
I niech przyjdzie już piąta, o ile dalej mamy żyć.
Czuję się jak samobójca stojący na krawędzi mostu. Wahający się, czy skoczyć. W końcu tak bardzo tego pragnął, a teraz tchórzy? Jak fretka?
To ja zawsze rozprawiałam się z bandytami. Byłam niezmiernie odważna, a porywczość to moje drugie imię. Dlaczego, więc wymiękam?
Opuszki jego palców zatrzymały się na mojej szyjnej tętnicy. Musnął moją małżowinę uszną tak delikatnie, jakby bał się, że mnie spłoszy. Zamknęłam oczy. - Co robisz? - wyszeptałam.
Moja twarz tego nie okazywała, ale w środku bałam się. Coś we mnie krzyczało. Rozrywało na części. Sprawiało, że w tej sytuacji jestem bezsilna.
Odpowiedział mi silny ból. Poczułam obce ciało w szyi. Nie trudno zgadnąć, że to kły wampira. Upadłam na ziemie łkając. Ból przeszywał mnie na wylot. Nie życzę nikomu takiego uczucia. Kiedyś gdzieś wyczytałam, że ukąszenie wampira jest podniecające niczym dobry seks. Z własnych przeżyć mogę temu zaprzeczyć. To uczucie wcale nie jest podniecające. Bolesne, jak diabli.
Powoli oderwał mnie od siebie, patrząc głęboko w oczy. Panowała między nami idealna cisza, o której niektórzy mogą sobie tylko pomarzyć. Czułam jak na mój brzuch intensywnie spadają krople krwi. Jak tak dalej pójdzie to będę się kąpać w własnej kałuży czerwonej substancji.Sama nie wiem jak zachowuję taki spokój. Czuję się jak zahipnotyzowana, nie mogę się ruszyć. Jestem w tej pozycji już drugą minutę, a żaden Uchiha się słowem nie odezwał. Kręciło mi się w głowie, a przed oczyma wszystko mi wirowało. Usłyszałam tylko ciche 'zabiję cię'....
Tak więc, wiem, że krótka i wiem, że długo nie było noci. Chciałam Was uprzedzić, że teraz tak będzie chociaż staram się nad tym pracować. Za niecały miesiąc mam egzaminy i bierzmowanie. Jeśli egzamin z języka pójdzie mi źle, to nie dostanę się do wymarzonej szkoły, a wtedy klapa.
Święta są za parę dni to może uda mi się napisać coś na zapas:)
Pozdrawiam
- Itachi.. - wyszeptałam najciszej jak umiałam. Nie chciałam na niego patrzeć. Kurwa, boje się. Tak jak jeszcze nigdy w życiu. On sam sprawia, że nie wiem co mam myśleć. Cała się trzęsę. Jestem w pomieszczeniu z wampirem i najlepszym przyjacielem, którego on chcę zabić. Najgorsze jest to, iż wiem, że to nie sen. To się dzieję na prawdę. Gdy uszczypnę swoją gładką skórę nie obudzę się. Cholera jasna, dlaczego może życie musiało się aż tak skomplikować? Wolałabym żyć ze świadomością, że żyję po raz pierwszy. Nigdy nie sądziłam, że reikarnacja jest możliwa. A od Anke dowiaduję się, że już kiedyś żyłam. Czy to nie brzmi absurdalnie? Moim zdaniem bardzo.
- O, proszę znasz mnie. - wyszczerzył swoje białe zęby. Był tajemniczy, nie ukazał od razu kieł. Niezauważalnie podeszłam do Naruto zasłaniając go własnym ciałem. Ja z nim to załatwię. Naruto nic do tego!
- Czego chcesz?! - krzyknęłam tak głośno, że odbijało się echem w każdym miejscu.
- Nie będę rozmawiać z tobą takim tonem. Pogadamy na altance..
- Chyba śnisz...- Zniknął. Podniosłam jedną brew i wytrzeszczyłam oczy. Tak szybko bym się go pozbyła? Raczej wątpię, by bez walki dał mi za wygraną. Poczułam zimny wietrzyk tuż przy mojej szyi. Jego ręce zakleszczyły się na mojej talii. Nie mogłam w to uwierzyć! Zadrżałam. Było to przyjemne, ale jednocześnie przerażające. Czułam jak serce mocniej mi biję. Nie mogłam opanować oddechu. W jednej chwili strach całkowicie mnie opuścił. Nie wiem, dlaczego. Czułam, że mu ufam. Ale ja jestem durna! Sakura obudź się!
- Tęskniłem za tobą.. - przyciągnął mnie do siebie. Dalej byłam do niego obrócona plecami, dlatego też nie patrzyłam mu w oczy. W sumie to i dobrze. Nie byłabym w stanie. Nie wiem, dlaczego moje ciało tak elektryzuję się na jego dotyk. O co w tym wszystkim chodzi.
- Zostaw ją! - odwróciłam wzrok w stronę blondyna. Co on wyprawia. Ja tu próbuję nas ratować, a on wyskakuję jakimiś pretensjami. Niech zamknie japę, jeśli mu życie miłe.
- Zazdrosny? Mmm.. Nie preferuję trójkątów. - Ale nie martw się, nie zapomnę o tobie. Zajmę się tobą potem. - jego kąciki ust podniosły się ku górze. Swoją zimną jak lód dłonią złapał mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą. Nie protestowałam. Jeśli to ma uratować mojego przyjaciela, to okej! Zrobię wszystko. A gdyby coś poszło nie po mojej myśli.. Sasuke mam nadzieje, że nie zawiodę się na tobie tym razem. Rzuciłam ostatnie spojrzenie Uzumakiemu, po czym opuściłam wraz z starszym Uchihą ten czarny zamglony pokój. Mam nadzieję, że rozumie co robię.
Jego uścisk robił się co raz mocniejszy. Czułam jak moja tętnica nie transportuję już krwi w tym miejscu. Nie chciałam jednak pokazać mu, że sprawia mi to ból.
- Za pewne już wszystko wiesz? - zesmutniał sadzając mnie na sofie. Spojrzałam w jego czarne tęczówki przesiąknięte smutkiem, a zarazem jadem. Siedzę wraz z wampirem na altance, która ma cudowny widok na las. Chyba napiszę, o tym książkę. ''Nasze życie będzie jak poemat, jeśli tylko znajdziesz dobry temat''.
- Sasuke, to drań. Czego on ci naopowiadał? Przespałaś się z nim? - zmienił ton. Podniósł stanowczo brew uważnie mi się przyglądając. Chwilę milczałam, bo nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- To nie tak.. - zaprotestowałam. - A po za tym! Nie tobie go oceniać. Jesteś o wiele gorszy. - syknęłam.
- Gorszy? - zdziwił się. - To nie to określenie, Sakura. - zbliżył się tak bardzo, że czułam jego oddech na swojej szyi. Jeśli chcę mnie przestraszyć to nie uda mu się to. W głowie układałam sobie dialogi. Przypomniałam sobie napad na dom Ten-Ten, oraz na jej samochód... Nie sądzę, żeby to był przypadek! Nie bez powodu młodszy Uchiha zabrał mnie pośpiesznie z miejsca zdarzenia. Nie przestanę węszyć dopóki nie dowiem się prawdy nawet jeśli będzie mnie to dużo kosztowało.
On pozostał dalej w tej samej pozycji. Jego zimny oddech podrażniał moją i tak zimną skórę przez co moja temperatura gwałtownie obniżała się.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne, dlatego rozmawiamy. - wpatrywał się we mnie z ogromną fascynacją i ciekawością. Zawstydzało mnie to. Jeszcze nikt tak na mnie nie patrzył. Zdawało mi się, jakby myślał tylko o tym, aby zedrzeć ze mnie ubranie.
- Dlaczego, to zrobiłeś? - spuściłam głowę. - Dlaczego Ten-Ten nie żyje!
- Sądzisz, że to moja sprawka? - podrapał się po głowie. - Masz rację. - na te słowa bezlitośnie walnęłam go w klatkę piersiową. Nie mogę tego słuchać. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby z zimną krwią mordować drugiego. Nie, ja tego nigdy nie zrozumiem.
- Mówisz to z takim spokojem, jakbyś uważał, że to nic takiego! - I niby Sasuke jest gorszy?! On przynajmniej jest ludzki! Ma uczucia! - Auć! - mocno mną potrząsnął.
Jego twarz znajdywała się w takiej pozycji, że mój oddech lądował na jego sinych wargach. Przejechawszy palcem po moich ustach znowu przeszedł mnie dreszcz. Zamknęłam oczy całkowicie oddając się tej chwili.
- Nie pocałuję cię.. - te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. - Chociaż, tak ładnie prosisz. - uśmiechnął się. - A teraz mnie posłuchaj. - znowu spoważniał. Jego nastrój był zmienny bardziej niż kobiety w ciąży.
- Pamiętasz aferę z twoimi rodzicami? Dokładnie z ich śmiercią? Wypadek samochodowy. Północ.
- Jak mogłabym nie pamiętać. - parsknęłam.
- Skoro wiesz, że samochód Ten-Ten nie przez przypadek wpadł w poślizg, to co twierdzisz o tamtym przypadku? No wiesz.
- Co ja twierdzę?? - zdziwiłam się. Nie rozumiem, dlaczego porusza ten temat i skąd o tym wie...Chociaż.. Bingo! W mojej głowie powoli zaczęło się wszystko układać. Jakby ktoś zapalił w moim umyślę lampkę.
- To byłeś ty? - odwróciłam się w przeciwną stronę chcąc ukryć zaszklone oczy. Nigdy mu tego nie wybaczę. Dlaczego zabrał mi najważniejsze dla mnie osoby? Teraz chcę jeszcze Naruto. Jedyną osobę, która mi pozostała. To okrucieństwo! Nie ma w sobie za grosz wrażliwości.
- To, że twoja wrażliwość mieści się w łyżeczce od herbaty to nie znaczy, że wszyscy są tak upośledzeni.. - warknęłam.
- Ty .. ty myślisz, że ... Nie rozśmieszaj mnie! - wybuchł nie opanowanym śmiechem. Spojrzałam na niego jak na wariata chcąc ukryć zażenowanie tą sytuacją.
- Przepraszam Haruno, ale masz niezwykłe poczucie humoru. Takie samo jak sprzed laty. - starł łzę z oka. Nie do wiary. Nigdy nie widziałam, jak ktoś płaczę ze śmiechu. To w ogóle możliwe.
- Nie wiem co cię bawi. - spróbowałam sprowadzić go do pełnej świadomości. Chcę rozmawiać całkiem poważnie.
- Dobrze. - A więc, to nie ja ich zabiłem. - uwierzyłam mu. Może ze strachu? Bezlitośnie wpatrywał się w moje tęczówki chcąc pokazać wyższość. Moją twarz zamalowały dwa blade rumieńce. Schowałam twarz w dłonie na znak protestu.
- Nie patrz tak na mnie. - wyszeptałam. - Jeśli nie ty, to kto?
- Twój ukochany wybawca. - zaśmiał się.
- S A S U K E, - Znasz?
Milczałam jak grób. Nie miałam siły protestować. Może z wyczerpania. Od 24h nie zmrużyłam oka. Nie wiedziałam już, czy on na prawdę to powiedział, czy to głos w moim umyśle mi to podpowiada.
Ale Sasuke? On był dla mnie dobry. Nie skrzywdził mnie. Chciał mnie chronić! Dlaczego do jasnej cholery. A może Itachi jest zwykłym kłamcą i zdrajcą? Nie bez powodu wszyscy mnie przed nim ostrzegali. A może właśnie, po to bym nie dowiedziała się prawy. Ja już nic z tego nie wiem. Chcę spać. Z nowym umysłem będę bardziej rozważna.
- Koniec przedstawienia, braciszku. - na ziemie sprowadził mnie znajomy głos. Niepewnie popatrzyłam w tamtą stronę. Sas... więc jednak martwi się o mnie! To na pewno nie on przyczynił się do śmierci moich rodziców! Jestem pewna, że był to zwykły przypadek. Przecież tyle słyszy się o wypadkach samochodowych i nie tylko.
- Jak mnie znalazłeś? - warknął odrywając się ode mnie. Odetchnęłam z ulgą. Jego bliskość niesamowicie uzależniała.
- Nie bądź głupi. Na prawdę masz mnie za takiego błazna? - pokręcił głową w prawo i w lewo.
- Nie zaprzeczę z grzeczności.
- Pakkun, to najlepiej wyszkolony pies.Nigdy go nie doceniałeś - uśmiechnął się wyszczerzając kły. Boże, czy oni mają zamiar się bić?! Ja już wariuję.... I co ja mam zrobić? Rozdzielić ich?
- Podziwiam twoją odwagę. Mam rozumieć, że moja straż znowu dała ciała?
- A jakże inaczej. Skoro Deidara i Shikamaru to twoi asystenci. - parsknął.
- Deidara? - wtrąciłam się.
- Wiedzę, że nieźle mnie rozgryzłeś mój młodszy głupi braciszku. - uśmiechnął się morderczo nie odrywając ani na chwilę od niego wzroku.
- Chciałeś, aby Deidara wzbudził swoje zaufanie u Sakury i porwał ją. Żeby następnie mieć ją tylko dla siebie. Tylko po co to wszystko? Po co zabijałeś niewinnych ludzi? - zacisnął dłonie w pięść.
- Jesteś żałosny. Wampir, którzy żywi się jedynie krwią zwierząt to słabeusz. - zbliżył się o parę kroków bliżej do Sasuke. - S ł a b e u s z. - wyszeptał. Odwrócił się napięcie patrząc na mnie. Znowu przeszedł mnie dreszcz. Dotknęłam swojej dłoni - była lodowata. Temperatura mojego drobnego ciała na pewno jest stanowczo za niska. Cholera, co to za miejsce. Poczułam ścisk w sercu.
- Nie rozumiem, po co zgrywasz takiego bohatera. Obydwoje dobrze wiemy, że jestem silniejszy.
- Masz rację. - odburknął. - A wiesz dlaczego? Bez względu na pitą krew. Bez względu na przeszłość, i teraźniejszość. To samotność sprawia, że ludzie stają się silniejsi.
- A ty? Jesteś słaby. Dlaczego jesteś słaby? Bo za mało w tobie nienawiści do całego świata. Spójrz na nią.. - gdy jego palec wskazujący pokazał właśnie mnie znowu zaczęłam się bać. Nie nadążam za nim. Sama już nie wiem, czy jego celem jest zrobienie mi krzywdy, czy też nie.
- Obydwoje wiemy, że jej krew jest najsmaczniejszym kąskiem. - perfidnie się uśmiechnął. Popatrzał na mnie jeszcze raz, kręcąc głową. W mgnieniu oka znalazł się za mną. Szybki jest, to fakt. Nie mogę z nim nawet rywalizować, przecież go nie dogonię.
Jedną rekom złapał mnie za talię, a drugą błądził po mojej szyi. Pogładził mały jej skrawek, jakby chciał mnie przygotować na najgorsze. Ledwo oddychałam przez ból w klatce piersiowej. Czułam się słaba. Jestem w pokoju z dwoma wampirami.
A ja?
Kim jestem?
Nie wiem.
Kto zna odpowiedź na to pytanie?
Niegdyś moim zadaniem było chronienie Konohy. Razem z Nejim, Ten-Ten, Naruto i Hinatą zajmowaliśmy się zbrodniami i morderstwami. Byliśmy nierozłączną zgraną paczką. Żaden bandzior nam nie umknął.
Czułam się potrzebna.
Ważna.
To był świetny czas.
Są takie oczy, co nie śpią w nocy.
Śmiało stwierdzam, że należą do mnie.
Jest godzina czwarta nad ranem, a za oknem płacze deszcz. Kolejny raz w tym tygodniu. Nienawidzę deszczu i wszystkiego co mokre.
I niech przyjdzie już piąta, o ile dalej mamy żyć.
Czuję się jak samobójca stojący na krawędzi mostu. Wahający się, czy skoczyć. W końcu tak bardzo tego pragnął, a teraz tchórzy? Jak fretka?
To ja zawsze rozprawiałam się z bandytami. Byłam niezmiernie odważna, a porywczość to moje drugie imię. Dlaczego, więc wymiękam?
Opuszki jego palców zatrzymały się na mojej szyjnej tętnicy. Musnął moją małżowinę uszną tak delikatnie, jakby bał się, że mnie spłoszy. Zamknęłam oczy. - Co robisz? - wyszeptałam.
Moja twarz tego nie okazywała, ale w środku bałam się. Coś we mnie krzyczało. Rozrywało na części. Sprawiało, że w tej sytuacji jestem bezsilna.
Odpowiedział mi silny ból. Poczułam obce ciało w szyi. Nie trudno zgadnąć, że to kły wampira. Upadłam na ziemie łkając. Ból przeszywał mnie na wylot. Nie życzę nikomu takiego uczucia. Kiedyś gdzieś wyczytałam, że ukąszenie wampira jest podniecające niczym dobry seks. Z własnych przeżyć mogę temu zaprzeczyć. To uczucie wcale nie jest podniecające. Bolesne, jak diabli.
Powoli oderwał mnie od siebie, patrząc głęboko w oczy. Panowała między nami idealna cisza, o której niektórzy mogą sobie tylko pomarzyć. Czułam jak na mój brzuch intensywnie spadają krople krwi. Jak tak dalej pójdzie to będę się kąpać w własnej kałuży czerwonej substancji.Sama nie wiem jak zachowuję taki spokój. Czuję się jak zahipnotyzowana, nie mogę się ruszyć. Jestem w tej pozycji już drugą minutę, a żaden Uchiha się słowem nie odezwał. Kręciło mi się w głowie, a przed oczyma wszystko mi wirowało. Usłyszałam tylko ciche 'zabiję cię'....
Tak więc, wiem, że krótka i wiem, że długo nie było noci. Chciałam Was uprzedzić, że teraz tak będzie chociaż staram się nad tym pracować. Za niecały miesiąc mam egzaminy i bierzmowanie. Jeśli egzamin z języka pójdzie mi źle, to nie dostanę się do wymarzonej szkoły, a wtedy klapa.
Święta są za parę dni to może uda mi się napisać coś na zapas:)
Pozdrawiam
poniedziałek, 14 marca 2016
Rozdział 12.
Mój głos załamał się, gdy ujrzałem, że nigdzie nie ma różowowłosej. Cholera, Suigetsu miał jej pilnować! Wiedziałem, że coś wykombinuję, ale dlaczego?! Tak źle jej tu jest?! Do jasnej cholery! Trzasnąłem pięścią w ścianę.
Twarz skierowałem w dół.
Co teraz? Co ja mam zrobić? Gdzie mam jej szukać? Muszę z całą pewnością wyprzedzić Itachiego. Na pewno będę jej szukał, ale nie mam zielonego pojęcia kiedy uciekła. W moim umyśle toczyła się krwawa walka pomiędzy tym co muszę, a powinienem był zrobić. Na prawdę karcę się za to co się stało. Jestem nieodpowiedzialny. Jej matka kazała mi się nią zaopiekować , a ja to po prostu zlekceważyłem. Spójrzmy prawdzie w oczy. Nigdy nie znałem się na uczuciach. Nie jestem dobry w te klocki. Nie chcę nawet myśleć, co będzie jak dojdzie do ich spotkania po tylu latach. On mi ją odbiję!
Zaraz,zaraz..
On nie może mi jej odbić, bo ona nawet do mnie nie należy. Nic nas nie łączy, Sasuke. Zrozum to. Cholera jasna!
Byłem tak zdezorientowany, że nie wyczułem obecności Karin w pokoju różowowłosej. Weszła tak po cichu. Chociaż nie miałoby to znaczenia, bo wyczuwam ludzi po zapachu. A teraz? Nie wiem jak daleko zaszedłem tymi myślami..
- Kochanie .. - zakleszczyła ręce na mojej szyi obracając mnie do siebie i patrząc głęboko w oczy. - Wiesz może wybierzemy się na romantyczną kolację? - uśmiechnęła się szeroko muskając moje zimne jak lód wagi. Nie miałem ochoty na jakiekolwiek nocne igraszki ani uczucia. Nie mam na to czasu, do jasnej anielki.
- Nie mogę.. - warknąłem oschłym tonem zrzucając ją z siebie.
- O co ci chodzi? - popatrzała z ogromnym zdziwieniem wprost na mnie.
- Sakura uciekła. - głos znowu mi się załamał. Skrzyżowałem ręce podchodząc do okna. Padał deszcz. Kolejny raz w tym tygodniu. Jest pewnie cała mokra, co jeśli się przeziębi? Nabawi się grypy? Czemu nie może być tutaj ze mną? Aż tak mnie nienawidzi?
- I co z tego? - gwałtownie obróciłem się na te słowa nie mogąc uwierzyć co ona wygaduję. - Tylko nam przeszkadza.
- Nam? Chyba tobie! - wkurzył mnie ten głupi babsztyl! Mam ochotę ją ukatrupić za te wszystkie obelgi w stronę Sakury.
- Powiedz mi jedno. - jej ton zrobił się nieco spokojniejszy. Powoli podeszła do fioletowej pufy i usiadła na niej wywracając oczami do góry. Wzięła głęboki oddech i popatrzyła na mnie.
- Kochasz ją? - zazgrzytała zębami.
- Ja.. - Sam nie wiem. - westchnąłem. W końcu prawda. Nie mogę jej kochać. Nie, nie. Nie znam jej nawet. Jest tylko moją przeszłością.
Tylko?
Chyba aż...
- Wiedziałam. - na jej twarzy widniał ten zawistny uśmieszek pokazujący chęć mordu.
- Nie utrudniaj mi wszystkiego.
- Słucham? A więc to moja wina? - zaśmiała się głośno.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale chciałeś. - zachichotała oglądając swoje pazury. Czy ona jest czymś odurzona? Zachowuję się jakby nie miała piątej klepki.
- Daj spokój. Nie czas na to. - skinąłem kierując sie w kierunku drzwi. Każda minuta jest cenna. Tym razem nie mogę nawalić. W ogóle nie mogę.
- Gdzie idziesz? Po tę cnotkę? - wrzasnęła.
- To nie jest już twoja sprawa. - warknąłem zbiegając po drewnianych schodach.
Nawet na dole byłem w stanie usłyszeć jej przekleństwa w moją i Sakury stronę. Ale w tym momencie zupełnie mnie to nie obchodziło. Sakura, błagam ,gdy już go spotkasz graj na czas. Obiecuję, że go zabiję...
****
Cztery puste czarne ściany stały się moim jedynym azylem. Przebywam tu już drugi dzień i nic nie wskazuję na to, że szybko mnie stąd wypuszczą. Przez to, że nie chcę wydać gdzie aktualnie jest Sakura - Itachi znęca się nade mną. Fizycznie i psychicznie. Przypina mnie do jakiegoś pieprzonego urządzenia. Nie wiem dokładnie jak to działa. Ale przepływający prąd? Tak chyba prąd boli jak cholera. Wieczorami jestem tak wyczerpany jak jeszcze nigdy. Słyszałem wiele plotek o brutalności Itachiego, ale nie sądziłem, że jest taka wielka. Jeśli przeżyję tydzień tutaj to będzie sukces. Jasne, że są momenty w których mogę uciec.. ale zwykle nie mam na to siły. Dobrze sobie to zaplanował.
Z resztą czego on ode mnie chcę? Ja na prawdę nie wiem gdzie jest Sakura. Nie mam pojęcia. Nie rozmawiałem z nią od dłuższego czasu. Oczywiście przeklęty wszechwiedzący Uchiha myśli, że kłamię. W sumie to się nie dziwie. Jest pewien, że ją kryję. Oby tylko nic jej nie było. Itachi nie może jej dostać w swoje ubrudzone moją krwią łapska. Nie może i ja nie dopuszczę do tego! Dopóki żyję!
Tak to moja droga ninja, tato!
Usłyszałem tupot szpilek. Wątpię, by ktokolwiek ze służby Uchihy paradował w szpilkach. Co jest grane? Ostatkami sił powoli wstałem i spojrzałem przez dziurkę drewnianych drzwi. Coś zasłaniało mi widok. Coś.. zaraz chwila. Różowe włosy?! To nie możliwe.
- Sakurka.. - wyszeptałem. Pewnie bym jej imie wykrzyczał, gdyby nie moje wyczerpanie.
- Cii.. - westchnęła przekręcając kluczyk. Szybko weszła do pustego pomieszczenia mocno mnie przytulając. Zrobiło mi się ciepło pomimo temperatury na minusie. - Nic ci nie jest? - wyszeptałem.
- To ja powinnam cię o to zapytać. - wypuszczając mnie ze swoich objęć nieśmiało spojrzała na mnie. Spuściłem głowę w dół. Nie chciałem by widziała te wszystkie zadrapania i siniaki.
- Naruto! Co tu się do cholery dzieję! - wrzasnęła ilustrując mnie dokładniej wzrokiem.
- Cicho bądź, bo tu przyjdą..
- Kto?!
- Straże Itachiego..
- A więc to jego sprawka?! - Zabiję gnoja! - złapałem ją za dłoń. Była gotów z miejsca po prostu rzucić się na tego kryminalistę. Jasne nie dałaby mu rady. Z resztą nie znam osoby, która by dała.
- Uspokój się, proszę.. - mój głos podział na nią jak miód na pszczołę.
- Muszę cię stąd zabrać!
- Sama nie dasz rady. Nie mam siły, by iść. Musiałabyś nieść mnie na rękach .. - rzekłem sarkastycznie.
- Wiem przydałby się Sasuke. Ale on pilnuję wyłącznie swojej dupy. Nie można na niego liczyć.
- Sasuke? Dlaczego akurat on? Zbliżyliście się do siebie? Zrobił ci krzywdę? - przyłożyła palec na moje usta chcąc zaprotestować.
- Nie wysilaj się, proszę. - Nie mogę patrzeć jak cierpisz wypowiadając każde jedno słowo.
- To przynajmniej powiedz... jak...się..tu...dostałaś.. - mówiłem co raz ciszej.
- To było proste. Jest chyba czwarta nad ranem, a nawet taka wyszkolona służba jak jego potrzebuję snu. . Nadal nie wierzę, że to właśnie ona przyszła tutaj po mnie.
Znowu mocno mnie przytuliła. Przyjemny dreszczyk przeszedł po naszych ciałach. Jej obecność tłumiła cały ból.
- Sakura... - przeraziłem się, gdy właścicielem tych słów wcale nie byłem ja. Zamarłem. Bałem się spojrzeć w tamtą stronę. Widząc minę różowowłosej przełamałem się. No to, wpadka!
- Proszę, proszę. Ptaszek sam wleciał do klatki. - perfidnie się zaśmiał patrząc na nią jak na najsmakowitszego kąska.
- uśmiechnęła się. Jej uśmiech spowodował, że nawet ja poczułem się lepiej. Zawsze był moim lekiem na smutki. - Będzie dobrze, obiecuję. - ścisnęła moją dłoń. Chciałbym, żeby ta chwila trwała wiecznie
****
Moze trochę za krótki, ale chciałam zrobić takie o to zakończenie ^^ Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie rozdziałów lub nie to piszcie.
Twarz skierowałem w dół.
Co teraz? Co ja mam zrobić? Gdzie mam jej szukać? Muszę z całą pewnością wyprzedzić Itachiego. Na pewno będę jej szukał, ale nie mam zielonego pojęcia kiedy uciekła. W moim umyśle toczyła się krwawa walka pomiędzy tym co muszę, a powinienem był zrobić. Na prawdę karcę się za to co się stało. Jestem nieodpowiedzialny. Jej matka kazała mi się nią zaopiekować , a ja to po prostu zlekceważyłem. Spójrzmy prawdzie w oczy. Nigdy nie znałem się na uczuciach. Nie jestem dobry w te klocki. Nie chcę nawet myśleć, co będzie jak dojdzie do ich spotkania po tylu latach. On mi ją odbiję!
Zaraz,zaraz..
On nie może mi jej odbić, bo ona nawet do mnie nie należy. Nic nas nie łączy, Sasuke. Zrozum to. Cholera jasna!
Byłem tak zdezorientowany, że nie wyczułem obecności Karin w pokoju różowowłosej. Weszła tak po cichu. Chociaż nie miałoby to znaczenia, bo wyczuwam ludzi po zapachu. A teraz? Nie wiem jak daleko zaszedłem tymi myślami..
- Kochanie .. - zakleszczyła ręce na mojej szyi obracając mnie do siebie i patrząc głęboko w oczy. - Wiesz może wybierzemy się na romantyczną kolację? - uśmiechnęła się szeroko muskając moje zimne jak lód wagi. Nie miałem ochoty na jakiekolwiek nocne igraszki ani uczucia. Nie mam na to czasu, do jasnej anielki.
- Nie mogę.. - warknąłem oschłym tonem zrzucając ją z siebie.
- O co ci chodzi? - popatrzała z ogromnym zdziwieniem wprost na mnie.
- Sakura uciekła. - głos znowu mi się załamał. Skrzyżowałem ręce podchodząc do okna. Padał deszcz. Kolejny raz w tym tygodniu. Jest pewnie cała mokra, co jeśli się przeziębi? Nabawi się grypy? Czemu nie może być tutaj ze mną? Aż tak mnie nienawidzi?
- I co z tego? - gwałtownie obróciłem się na te słowa nie mogąc uwierzyć co ona wygaduję. - Tylko nam przeszkadza.
- Nam? Chyba tobie! - wkurzył mnie ten głupi babsztyl! Mam ochotę ją ukatrupić za te wszystkie obelgi w stronę Sakury.
- Powiedz mi jedno. - jej ton zrobił się nieco spokojniejszy. Powoli podeszła do fioletowej pufy i usiadła na niej wywracając oczami do góry. Wzięła głęboki oddech i popatrzyła na mnie.
- Kochasz ją? - zazgrzytała zębami.
- Ja.. - Sam nie wiem. - westchnąłem. W końcu prawda. Nie mogę jej kochać. Nie, nie. Nie znam jej nawet. Jest tylko moją przeszłością.
Tylko?
Chyba aż...
- Wiedziałam. - na jej twarzy widniał ten zawistny uśmieszek pokazujący chęć mordu.
- Nie utrudniaj mi wszystkiego.
- Słucham? A więc to moja wina? - zaśmiała się głośno.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale chciałeś. - zachichotała oglądając swoje pazury. Czy ona jest czymś odurzona? Zachowuję się jakby nie miała piątej klepki.
- Daj spokój. Nie czas na to. - skinąłem kierując sie w kierunku drzwi. Każda minuta jest cenna. Tym razem nie mogę nawalić. W ogóle nie mogę.
- Gdzie idziesz? Po tę cnotkę? - wrzasnęła.
- To nie jest już twoja sprawa. - warknąłem zbiegając po drewnianych schodach.
Nawet na dole byłem w stanie usłyszeć jej przekleństwa w moją i Sakury stronę. Ale w tym momencie zupełnie mnie to nie obchodziło. Sakura, błagam ,gdy już go spotkasz graj na czas. Obiecuję, że go zabiję...
****
Cztery puste czarne ściany stały się moim jedynym azylem. Przebywam tu już drugi dzień i nic nie wskazuję na to, że szybko mnie stąd wypuszczą. Przez to, że nie chcę wydać gdzie aktualnie jest Sakura - Itachi znęca się nade mną. Fizycznie i psychicznie. Przypina mnie do jakiegoś pieprzonego urządzenia. Nie wiem dokładnie jak to działa. Ale przepływający prąd? Tak chyba prąd boli jak cholera. Wieczorami jestem tak wyczerpany jak jeszcze nigdy. Słyszałem wiele plotek o brutalności Itachiego, ale nie sądziłem, że jest taka wielka. Jeśli przeżyję tydzień tutaj to będzie sukces. Jasne, że są momenty w których mogę uciec.. ale zwykle nie mam na to siły. Dobrze sobie to zaplanował.
Z resztą czego on ode mnie chcę? Ja na prawdę nie wiem gdzie jest Sakura. Nie mam pojęcia. Nie rozmawiałem z nią od dłuższego czasu. Oczywiście przeklęty wszechwiedzący Uchiha myśli, że kłamię. W sumie to się nie dziwie. Jest pewien, że ją kryję. Oby tylko nic jej nie było. Itachi nie może jej dostać w swoje ubrudzone moją krwią łapska. Nie może i ja nie dopuszczę do tego! Dopóki żyję!
Tak to moja droga ninja, tato!
Usłyszałem tupot szpilek. Wątpię, by ktokolwiek ze służby Uchihy paradował w szpilkach. Co jest grane? Ostatkami sił powoli wstałem i spojrzałem przez dziurkę drewnianych drzwi. Coś zasłaniało mi widok. Coś.. zaraz chwila. Różowe włosy?! To nie możliwe.
- Sakurka.. - wyszeptałem. Pewnie bym jej imie wykrzyczał, gdyby nie moje wyczerpanie.
- Cii.. - westchnęła przekręcając kluczyk. Szybko weszła do pustego pomieszczenia mocno mnie przytulając. Zrobiło mi się ciepło pomimo temperatury na minusie. - Nic ci nie jest? - wyszeptałem.
- To ja powinnam cię o to zapytać. - wypuszczając mnie ze swoich objęć nieśmiało spojrzała na mnie. Spuściłem głowę w dół. Nie chciałem by widziała te wszystkie zadrapania i siniaki.
- Naruto! Co tu się do cholery dzieję! - wrzasnęła ilustrując mnie dokładniej wzrokiem.
- Cicho bądź, bo tu przyjdą..
- Kto?!
- Straże Itachiego..
- A więc to jego sprawka?! - Zabiję gnoja! - złapałem ją za dłoń. Była gotów z miejsca po prostu rzucić się na tego kryminalistę. Jasne nie dałaby mu rady. Z resztą nie znam osoby, która by dała.
- Uspokój się, proszę.. - mój głos podział na nią jak miód na pszczołę.
- Muszę cię stąd zabrać!
- Sama nie dasz rady. Nie mam siły, by iść. Musiałabyś nieść mnie na rękach .. - rzekłem sarkastycznie.
- Wiem przydałby się Sasuke. Ale on pilnuję wyłącznie swojej dupy. Nie można na niego liczyć.
- Sasuke? Dlaczego akurat on? Zbliżyliście się do siebie? Zrobił ci krzywdę? - przyłożyła palec na moje usta chcąc zaprotestować.
- Nie wysilaj się, proszę. - Nie mogę patrzeć jak cierpisz wypowiadając każde jedno słowo.
- To przynajmniej powiedz... jak...się..tu...dostałaś.. - mówiłem co raz ciszej.
- To było proste. Jest chyba czwarta nad ranem, a nawet taka wyszkolona służba jak jego potrzebuję snu. . Nadal nie wierzę, że to właśnie ona przyszła tutaj po mnie.
Znowu mocno mnie przytuliła. Przyjemny dreszczyk przeszedł po naszych ciałach. Jej obecność tłumiła cały ból.
- Sakura... - przeraziłem się, gdy właścicielem tych słów wcale nie byłem ja. Zamarłem. Bałem się spojrzeć w tamtą stronę. Widząc minę różowowłosej przełamałem się. No to, wpadka!
- Proszę, proszę. Ptaszek sam wleciał do klatki. - perfidnie się zaśmiał patrząc na nią jak na najsmakowitszego kąska.
- uśmiechnęła się. Jej uśmiech spowodował, że nawet ja poczułem się lepiej. Zawsze był moim lekiem na smutki. - Będzie dobrze, obiecuję. - ścisnęła moją dłoń. Chciałbym, żeby ta chwila trwała wiecznie
****
Moze trochę za krótki, ale chciałam zrobić takie o to zakończenie ^^ Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie rozdziałów lub nie to piszcie.
czwartek, 10 marca 2016
Rozdział 11.
Czułem jak moje ciało ogarnia ciepło przez dotyk różowowłosej.Mimo, iż było to godzinę temu to cały drżę.Jej skóra.. taka miękka i delikatna.Mam wrażenie, że każdy mój ruch może ją zranić.Jest taka krucha, a zarazem taka zadziorna.To w niej uwielbiam.Raz aniołek, raz diablica.Ten jej charakterek kiedyś mnie wykończy.Nawet pewnie nie wie, że tak kusi.W tym momencie nawet nie myślę o Karin.Jestem już pewien,że nić do niej nie czuję.Łączył nas tylko namiętny seks, i nic więcej.Z resztą mam wrażenie, że ona coś ukrywa.Ostatnio zbyt często nie ma jej w nocy.Nie żeby mi na tym zależało.
-Gdzieś ty był tyle czasu? - usłyszałem zakłopotanie w głosie Suigetsu.Tak bezprawnie wszedł sobie do mojego pokoju, nie pukając.Grr,nienawidzę tego.
-Na zwiadach. - barknąłem spod nosa.
-I jakieś nowe wieści? - usiadł na mojej czarnej skórzanej kanapie dając nogi na stół.No nie prawdopodobne czuję się jak u siebie.Cały Suigetsu.
-Chyba mamy problem.. - zagryzłem wargi.Fakt Sakura to osoba, która powinna się o tym dowiedzieć jako pierwsza, ale przez ten incydent z 'plamą' zupełnie o tym zapomniałem.Poszedłem do jej pokoju w celu powiedzenia jej tego, właśnie! Ach, nie jestem jeszcze aż tak stary i już dopada mnie skleroza.
-No mów,stary. - odrzekł zupełnie ignorując moje ruchy.Wzrok dalej miał wlepiony w gazetę, którą aktualnie czytał.Denerwowało mnie to.Nie lubię rozmawiać z kimś, kto nie zwraca uwagi na to co mówię.Tylko przytakuje.
-Naruto.. - spojrzałem na pozłacaną tarczę zegara zaciskając dłonie w pięść. - Itachi go porwał.
-Itachi?! - szybko się zerwał. - Mieliśmy do tego nie dopuścić, Uchiha.
Nie spodobała mi się jego postawa.Zachowuję się tak jakby to była tylko moja wina.Nie jestem tutaj nie wiadomo kim.Tylko szefem.Nie biorę wszystkiego na swoją głowę.
-Sakura będzie następna. - znowu się odezwałem, ale tym razem spojrzałem na Suigetsu i wyrwałem mu tę durną prasę z rąk.To już nie jest zabawa.Tu chodzi o czyjeś życie.
-Ej mówiłeś przecież, że Itachi potrzebuję Naruto.Więc go nie zabiję. - uśmiechnął się szyderczo.
-Czy ty siebie słyszysz?! - mój krzyk zadział na niego jak zimny kubeł wody. - On już na pewno wie gdzie jest nasza kryjówka.Spodziewam się go tutaj.
-To ja już nie nadążam, stary.Chcesz,żeby się tu zjawił? - dostrzegłem zdziwienie w jego fioletowe tęczówki.
-Załatwię to sobie z nim twarzą w twarz.Czy on do jasnej cholery musi wszystko komplikować?! - miałem dość brata.Zachowywał się jak dziecko, które nie dostało obiecanego lizaka.Niestety w tym przypadku chodziło mu o Sakurę.Dalej ma do mnie żal.Ale to nie moja wina,że wybrała właśnie mnie.
-Rób co chcesz, Sasuke.Nie będę się wtrącał między was. - westchnął kierując się do drzwi.
-Dziękuję, Suigetsu. - obrócił się patrząc w moje czarne oczy. - Ale mam dla ciebie zadanie.
-Dawaj.
-Musisz zabrać stąd Sakure.Szybko. - warknąłem zagryzając dolną wargę.To nie jest bezpieczne, by tu była.
-Nie może tu zostać? - skrzywił się.Wiem, że jest typem samotnika, ale chyba jej towarzystwo nie zrobi mu większego problemu.
-Proszę.To ważne.Nie jest świadoma tego co może się stać..
-A co może się stać?
-Nic.. nie ważne.Idź już. - znów użyłem mojego zimnego i obojętnego tonu.
-Po nią? - zapytał.
-Nie, najpierw idź zapoluj. - uśmiechnął się.
-Bardzo śmieszne. - dodał znikając mi z oczu.Cholera, czemu to spotkało właśnie mnie.Chcę być z Sakurą, ale to nie jest takie łatwe.Nawet nie wiem jakie są jej uczucia względem mnie.Dopóki Itachi żyję nie dopuści tego.Nie dał, by nam żyć.Dlatego muszę trzymać się od niej z dala.Nie ważne jak trudne by to było.Po prostu muszę...
****
No nie słychane.Co ten nasz Uchiha wyprawia.Najpierw niby przypadkowo przyciąga mnie do siebie, a teraz? Chcę się mnie pozbyć! Nigdy nie zrozumiem tego człowieka.. a właściwie wampira.Są bardziej popieprzeni niż ludzie.Nie wiedzą czego chcą.Myślą, że skoro są silniejsi to mają władzę nad zwykłymi ludźmi.A ja mu pokażę, że tak nie jest.Ułatwię i jemu i Suigetsu całą sprawę.Nie wiem po jakiego grzyba ciągnął mnie ze sobą.Jestem dużą dziewczynką dam sobie radę.
Pod osłoną nocy wędrowałam teraz wąskimi uliczkami Konohy.Było już grubo po północy, dlatego nie dziwię się, że ulice są zupełnie puste.To chyba tylko ja jestem taka szalona.Ale tak szczerze nie obchodzi mnie moje bezpieczeństwo.Jeśli mój przyjaciel ma kłopoty to muszę mu pomóc, bo tak robią przyjaciele! Mimo to mam dziwne przeczucie, że jak Sasuke się dowie, że uciekłam to osobiście mnie posieka na kawałki, a to może być bolesne.A w dupie go mam!Nie mogę pozwolić, żeby Naruto podzielił los Ten-Ten.Czy do cholery ten świat gra ze mną w pieprzoną grę?! Chcę zobaczyć przez kogo bardziej będę płakała? Nie uda mu się to.Nie ze mną. Odbiję go choćby nie wiem!
Słyszałam wczorajszą, bo w końcu już wybiła północ ich rozmowę. Głupiec, dlaczego mi nie powiedział? Byłam zdana na swoją intuicję. Muszę znaleźć Itachiego. Wyjaśnię sobie z nim wszystko raz na zawsze. Jednak jeżeli nie będzie sam, to na prawdę mogę mieć głupoty...
Ciężkie krople deszczu zlatywały na moje policzki.Temperatura mojego ciała gwałtownie zaczęła spadać, co nie dziwne, bo straszliwie mi zimno.Wszędzie ciemność. Nie wiem nawet gdzie jestem.
Kiedyś Uchiha wspominał, że kryjówka jego brata jest niebezpiecznie blisko Konohy.Teraz rozumiem aforyzm ''Czas to pieniądz''.W moim przypadku na prawdę tak było.Każda minuta była złotem.Bardzo się o niego martwiłam.Nie żebym nie wierzyła w jego siłę.. ale w pojedynkę na pewno nie pokona wampira.Już sam ścisk Sasuke sprawia mu dużo bólu, a przecież nie robi tego celowo.A za nim on, by ruszył swoje szanowne pośladki, by cokolwiek zrobić, Naruto mogłoby się coś stać.
Był moim jedynym przyjacielem.On jako jedyny obalił moje fałszywe przekonanie, iż przyjaźń damsko - męska nie istnieję.
Znów panowała głęboka cisza, która od jakiegoś już czasu non stop mi towarzyszy.Naruto,gdzie jesteś?! Muszę znaleźć go jeszcze przed świtem.Dopiero wtedy prawdopodobnie Uchiha zorientuję się, że mnie nie ma.Ciekawa jestem, czy w ogóle się tym przejmie. W końcu jestem dla niego prawie obca.. Zimny dreszcz przeszedł wzdłuż mojego ciała.
W końcu Karin dozna świętego spokoju.Nie jestem pewna, czy przeżyję te spotkanie po latach..Chciałabym, żeby wszystko to co mówiła mi Anke było jedną wielką bzdurą.
****
Po dłuższej chwili postanowiłem porozmawiać z Sakurą. Chciałem ją przeprosić. Mogłem wprowadzić ją w stan zakłopotania, a co gorsza - urazić. Pewnie domyśla się, że specjalnie przewróciłem ją na siebie.Ech, chwila słabości.Powinna być wdzięczna.To, że jestem wampirem nie oznacza, że nie mam uczuć, czy nie jestem sprawnie seksualnie. Sam do końca nie rozumiem tego co odżywa w moim sercu.Przy niej moje zmysły szaleją, a ciało odmawia posłuszeństwo.W ciągu kilku wieków nie przeżyłem czegoś takiego. To tylko utwierdzało mnie w moim przekonaniu, że miłość do Karin to tylko fikcja. Po odejściu tamtej dawnej Haruno czułem ciągłą apatię.Nie umiałem znaleźć sobie miejsca.Nigdy nie byłem typem samobójcy, ale w tamtym momencie wydawało mi się odpowiednie i na miejscu.I choć jestem nieśmiertelny to jest taki jeden sposób na szybką śmierć.Tylko łączy się ona z tym, że cały świat dowiedziałby się o nas.A nie mogłem tego zrobić reszcie.Nie będą cierpieć za moją głupotę.
Wziąłem ostatni głęboki oddech stojąc pod drzwiami do jej pokoju.Nie wiedziałem jak zareaguję, ale koniecznie chciałem ją zobaczyć. Może to był tylko pretekst, aby zamienić z nią parę słów.Powoli położyłem swoją rękę na srebrzystą klamkę. Nie wahając się, ani chwili dłużej wszedłem do środka.Ku mojemu zdziwieniu łóżko było puste.Jeszcze nie śpi? Pewnie się kąpie. W wampirzym tempie znalazłem się obok drzwi do łazienki.Przyłożyłem ucho do ściany upewniając się, czy bierze prysznic.Jednak nie usłyszałem szumu wody. - Sakura, jesteś tam? - odpowiedziała mi tylko cisza.Może była tak zmęczona, że zasnęła w wannie? Może się utopiła? Powinienem tam wejść.
Nie! Nie mogę! Jeśli będzie naga.. wścieknie się. Może tylko słucha muzyki przez słuchawki relaksując się w ciepłej wodzie? A co jeśli nie? Cholera, muszę tam wejść! Nie, nie mogę.Kurwa!
Trudno najwyżej mnie zabiję. - Sakura, wchodzę! - oświadczyłem jej.Niestety znowu odpowiedziała mi tylko cisza. Ku mojemu zdziwieniu nie musiałem wyważać drzwi, ponieważ nie były zamknięte na klucz.Nie byłem pewny czy dobrze robię wchodząc, ale właśnie to podpowiadała mi intuicja..
****
Martwiłem się i o Hinatę i Sakurę. Dwie kobiety, które są najbliższe memu sercu. Tak właściwie, to nie mam pojęcia gdzie jest i co robi teraz Haruno. Zawsze mieliśmy dobry kontakt, a od paru tygodni po prostu milczy jak grób. Mam tylko nadzieję, że nic jej nie jest. A Hinata? Skoro Itachi już mnie ma , to ona chyba nie będzie mu potrzebna, bo po co?Nie ma w sobie demona.A jemu za pewne chodzi tylko o niego.Egoistyczny, dupek. Nie uda mu się to. Nie pozwolimy na to.Ani ja, ani Tsunade, ani Sakura.Nikt! Myśli, że jak jest z rodu Uchiha to wszystko mu wolno? Co z tego, że Madara był w połowie stworzycielem wioski. Z Sasuke dużo nie rozmawiałem. Może dwa, trzy razy zamieniliśmy kilka słów. Z tego co zauważyłem to bacznie zawsze przyglądał się Sakurze.Jak dla mnie to jest trochę dziwny. Zachowuję się jakby był z innej epoki. Czasem używał starszych przymiotników od mojej prababki.
Muszę stąd uciekać.Nie wiem jak.Wszędzie są zawsze wiedziałaś, co mam robić w takich sytuacjach.Dlaczego ciebie tu nie ma.Dlaczego.. jego strażnicy.Mam pokój na trzecim piętrze. Mógłbym wyjść przez okno, ale musiałbym bacznie unikać światła reflektora pilnującego ogród.Jeśli ucieczka się nie uda, Itachi będzie mnie baczniej obserwował. A gdyby tak udawać miłego? Może wyciągnąłbym z niego coś więcej. I dowiedział się w końcu prawdy.Ale wtedy jest też prawdopodobieństwo, że mnie zabiję. Cholera, co robić. Sakura, co mam zrobić. Ty
I jest!
na 50 Twarzy Sasuke będzie jutro lub w sobotę.
na blogu o shinobi będzie w niedzielę lub poniedziałek.
-Gdzieś ty był tyle czasu? - usłyszałem zakłopotanie w głosie Suigetsu.Tak bezprawnie wszedł sobie do mojego pokoju, nie pukając.Grr,nienawidzę tego.
-Na zwiadach. - barknąłem spod nosa.
-I jakieś nowe wieści? - usiadł na mojej czarnej skórzanej kanapie dając nogi na stół.No nie prawdopodobne czuję się jak u siebie.Cały Suigetsu.
-Chyba mamy problem.. - zagryzłem wargi.Fakt Sakura to osoba, która powinna się o tym dowiedzieć jako pierwsza, ale przez ten incydent z 'plamą' zupełnie o tym zapomniałem.Poszedłem do jej pokoju w celu powiedzenia jej tego, właśnie! Ach, nie jestem jeszcze aż tak stary i już dopada mnie skleroza.
-No mów,stary. - odrzekł zupełnie ignorując moje ruchy.Wzrok dalej miał wlepiony w gazetę, którą aktualnie czytał.Denerwowało mnie to.Nie lubię rozmawiać z kimś, kto nie zwraca uwagi na to co mówię.Tylko przytakuje.
-Naruto.. - spojrzałem na pozłacaną tarczę zegara zaciskając dłonie w pięść. - Itachi go porwał.
-Itachi?! - szybko się zerwał. - Mieliśmy do tego nie dopuścić, Uchiha.
Nie spodobała mi się jego postawa.Zachowuję się tak jakby to była tylko moja wina.Nie jestem tutaj nie wiadomo kim.Tylko szefem.Nie biorę wszystkiego na swoją głowę.
-Sakura będzie następna. - znowu się odezwałem, ale tym razem spojrzałem na Suigetsu i wyrwałem mu tę durną prasę z rąk.To już nie jest zabawa.Tu chodzi o czyjeś życie.
-Ej mówiłeś przecież, że Itachi potrzebuję Naruto.Więc go nie zabiję. - uśmiechnął się szyderczo.
-Czy ty siebie słyszysz?! - mój krzyk zadział na niego jak zimny kubeł wody. - On już na pewno wie gdzie jest nasza kryjówka.Spodziewam się go tutaj.
-To ja już nie nadążam, stary.Chcesz,żeby się tu zjawił? - dostrzegłem zdziwienie w jego fioletowe tęczówki.
-Załatwię to sobie z nim twarzą w twarz.Czy on do jasnej cholery musi wszystko komplikować?! - miałem dość brata.Zachowywał się jak dziecko, które nie dostało obiecanego lizaka.Niestety w tym przypadku chodziło mu o Sakurę.Dalej ma do mnie żal.Ale to nie moja wina,że wybrała właśnie mnie.
-Rób co chcesz, Sasuke.Nie będę się wtrącał między was. - westchnął kierując się do drzwi.
-Dziękuję, Suigetsu. - obrócił się patrząc w moje czarne oczy. - Ale mam dla ciebie zadanie.
-Dawaj.
-Musisz zabrać stąd Sakure.Szybko. - warknąłem zagryzając dolną wargę.To nie jest bezpieczne, by tu była.
-Nie może tu zostać? - skrzywił się.Wiem, że jest typem samotnika, ale chyba jej towarzystwo nie zrobi mu większego problemu.
-Proszę.To ważne.Nie jest świadoma tego co może się stać..
-A co może się stać?
-Nic.. nie ważne.Idź już. - znów użyłem mojego zimnego i obojętnego tonu.
-Po nią? - zapytał.
-Nie, najpierw idź zapoluj. - uśmiechnął się.
-Bardzo śmieszne. - dodał znikając mi z oczu.Cholera, czemu to spotkało właśnie mnie.Chcę być z Sakurą, ale to nie jest takie łatwe.Nawet nie wiem jakie są jej uczucia względem mnie.Dopóki Itachi żyję nie dopuści tego.Nie dał, by nam żyć.Dlatego muszę trzymać się od niej z dala.Nie ważne jak trudne by to było.Po prostu muszę...
****
No nie słychane.Co ten nasz Uchiha wyprawia.Najpierw niby przypadkowo przyciąga mnie do siebie, a teraz? Chcę się mnie pozbyć! Nigdy nie zrozumiem tego człowieka.. a właściwie wampira.Są bardziej popieprzeni niż ludzie.Nie wiedzą czego chcą.Myślą, że skoro są silniejsi to mają władzę nad zwykłymi ludźmi.A ja mu pokażę, że tak nie jest.Ułatwię i jemu i Suigetsu całą sprawę.Nie wiem po jakiego grzyba ciągnął mnie ze sobą.Jestem dużą dziewczynką dam sobie radę.
Pod osłoną nocy wędrowałam teraz wąskimi uliczkami Konohy.Było już grubo po północy, dlatego nie dziwię się, że ulice są zupełnie puste.To chyba tylko ja jestem taka szalona.Ale tak szczerze nie obchodzi mnie moje bezpieczeństwo.Jeśli mój przyjaciel ma kłopoty to muszę mu pomóc, bo tak robią przyjaciele! Mimo to mam dziwne przeczucie, że jak Sasuke się dowie, że uciekłam to osobiście mnie posieka na kawałki, a to może być bolesne.A w dupie go mam!Nie mogę pozwolić, żeby Naruto podzielił los Ten-Ten.Czy do cholery ten świat gra ze mną w pieprzoną grę?! Chcę zobaczyć przez kogo bardziej będę płakała? Nie uda mu się to.Nie ze mną. Odbiję go choćby nie wiem!
Słyszałam wczorajszą, bo w końcu już wybiła północ ich rozmowę. Głupiec, dlaczego mi nie powiedział? Byłam zdana na swoją intuicję. Muszę znaleźć Itachiego. Wyjaśnię sobie z nim wszystko raz na zawsze. Jednak jeżeli nie będzie sam, to na prawdę mogę mieć głupoty...
Ciężkie krople deszczu zlatywały na moje policzki.Temperatura mojego ciała gwałtownie zaczęła spadać, co nie dziwne, bo straszliwie mi zimno.Wszędzie ciemność. Nie wiem nawet gdzie jestem.
Kiedyś Uchiha wspominał, że kryjówka jego brata jest niebezpiecznie blisko Konohy.Teraz rozumiem aforyzm ''Czas to pieniądz''.W moim przypadku na prawdę tak było.Każda minuta była złotem.Bardzo się o niego martwiłam.Nie żebym nie wierzyła w jego siłę.. ale w pojedynkę na pewno nie pokona wampira.Już sam ścisk Sasuke sprawia mu dużo bólu, a przecież nie robi tego celowo.A za nim on, by ruszył swoje szanowne pośladki, by cokolwiek zrobić, Naruto mogłoby się coś stać.
Był moim jedynym przyjacielem.On jako jedyny obalił moje fałszywe przekonanie, iż przyjaźń damsko - męska nie istnieję.
Znów panowała głęboka cisza, która od jakiegoś już czasu non stop mi towarzyszy.Naruto,gdzie jesteś?! Muszę znaleźć go jeszcze przed świtem.Dopiero wtedy prawdopodobnie Uchiha zorientuję się, że mnie nie ma.Ciekawa jestem, czy w ogóle się tym przejmie. W końcu jestem dla niego prawie obca.. Zimny dreszcz przeszedł wzdłuż mojego ciała.
W końcu Karin dozna świętego spokoju.Nie jestem pewna, czy przeżyję te spotkanie po latach..Chciałabym, żeby wszystko to co mówiła mi Anke było jedną wielką bzdurą.
****
Po dłuższej chwili postanowiłem porozmawiać z Sakurą. Chciałem ją przeprosić. Mogłem wprowadzić ją w stan zakłopotania, a co gorsza - urazić. Pewnie domyśla się, że specjalnie przewróciłem ją na siebie.Ech, chwila słabości.Powinna być wdzięczna.To, że jestem wampirem nie oznacza, że nie mam uczuć, czy nie jestem sprawnie seksualnie. Sam do końca nie rozumiem tego co odżywa w moim sercu.Przy niej moje zmysły szaleją, a ciało odmawia posłuszeństwo.W ciągu kilku wieków nie przeżyłem czegoś takiego. To tylko utwierdzało mnie w moim przekonaniu, że miłość do Karin to tylko fikcja. Po odejściu tamtej dawnej Haruno czułem ciągłą apatię.Nie umiałem znaleźć sobie miejsca.Nigdy nie byłem typem samobójcy, ale w tamtym momencie wydawało mi się odpowiednie i na miejscu.I choć jestem nieśmiertelny to jest taki jeden sposób na szybką śmierć.Tylko łączy się ona z tym, że cały świat dowiedziałby się o nas.A nie mogłem tego zrobić reszcie.Nie będą cierpieć za moją głupotę.
Wziąłem ostatni głęboki oddech stojąc pod drzwiami do jej pokoju.Nie wiedziałem jak zareaguję, ale koniecznie chciałem ją zobaczyć. Może to był tylko pretekst, aby zamienić z nią parę słów.Powoli położyłem swoją rękę na srebrzystą klamkę. Nie wahając się, ani chwili dłużej wszedłem do środka.Ku mojemu zdziwieniu łóżko było puste.Jeszcze nie śpi? Pewnie się kąpie. W wampirzym tempie znalazłem się obok drzwi do łazienki.Przyłożyłem ucho do ściany upewniając się, czy bierze prysznic.Jednak nie usłyszałem szumu wody. - Sakura, jesteś tam? - odpowiedziała mi tylko cisza.Może była tak zmęczona, że zasnęła w wannie? Może się utopiła? Powinienem tam wejść.
Nie! Nie mogę! Jeśli będzie naga.. wścieknie się. Może tylko słucha muzyki przez słuchawki relaksując się w ciepłej wodzie? A co jeśli nie? Cholera, muszę tam wejść! Nie, nie mogę.Kurwa!
Trudno najwyżej mnie zabiję. - Sakura, wchodzę! - oświadczyłem jej.Niestety znowu odpowiedziała mi tylko cisza. Ku mojemu zdziwieniu nie musiałem wyważać drzwi, ponieważ nie były zamknięte na klucz.Nie byłem pewny czy dobrze robię wchodząc, ale właśnie to podpowiadała mi intuicja..
****
Martwiłem się i o Hinatę i Sakurę. Dwie kobiety, które są najbliższe memu sercu. Tak właściwie, to nie mam pojęcia gdzie jest i co robi teraz Haruno. Zawsze mieliśmy dobry kontakt, a od paru tygodni po prostu milczy jak grób. Mam tylko nadzieję, że nic jej nie jest. A Hinata? Skoro Itachi już mnie ma , to ona chyba nie będzie mu potrzebna, bo po co?Nie ma w sobie demona.A jemu za pewne chodzi tylko o niego.Egoistyczny, dupek. Nie uda mu się to. Nie pozwolimy na to.Ani ja, ani Tsunade, ani Sakura.Nikt! Myśli, że jak jest z rodu Uchiha to wszystko mu wolno? Co z tego, że Madara był w połowie stworzycielem wioski. Z Sasuke dużo nie rozmawiałem. Może dwa, trzy razy zamieniliśmy kilka słów. Z tego co zauważyłem to bacznie zawsze przyglądał się Sakurze.Jak dla mnie to jest trochę dziwny. Zachowuję się jakby był z innej epoki. Czasem używał starszych przymiotników od mojej prababki.
Muszę stąd uciekać.Nie wiem jak.Wszędzie są zawsze wiedziałaś, co mam robić w takich sytuacjach.Dlaczego ciebie tu nie ma.Dlaczego.. jego strażnicy.Mam pokój na trzecim piętrze. Mógłbym wyjść przez okno, ale musiałbym bacznie unikać światła reflektora pilnującego ogród.Jeśli ucieczka się nie uda, Itachi będzie mnie baczniej obserwował. A gdyby tak udawać miłego? Może wyciągnąłbym z niego coś więcej. I dowiedział się w końcu prawdy.Ale wtedy jest też prawdopodobieństwo, że mnie zabiję. Cholera, co robić. Sakura, co mam zrobić. Ty
I jest!
na 50 Twarzy Sasuke będzie jutro lub w sobotę.
na blogu o shinobi będzie w niedzielę lub poniedziałek.
niedziela, 6 marca 2016
Rozdział 10.
Cisza, która zapanowała nie miała nic wspólnego ze spokojem.Nic nie zagłuszało moich myśli.W tym momencie mogę przyrzec, że jestem odizolowana od całego świata.Siedziałam sama w swoim pokoju, pijąc cappuccino, które Suigetsu mi zaproponował.Myślami byłam zupełnie gdzie indziej.Przekroczyłam chyba granicę o której sama nie miałam bladego pojęcia.Byłam rozdarta pomiędzy rzeczywistością, a marzeniami.Moje myśli toczyły zaciętą walkę.Schowałam twarz w dłonie.Kolana przyciągnęłam do siebie i powoli usiadłam na ziemię.Tak bardzo tęsknie za Ten-Ten.Brakuje mi jej sposobu bycia.Nie ma kto mnie porządnie ochrzanić.Nie ma mnie kto napawać pozytywną energią, którą czułam od Ten-Ten z kilometra.Sasuke nie widziałam odkąd tu jestem.Zniknął niczym poranna rosa po obfitym nocnym deszczu.Byłam zdana na siebie.
Śniadania jadłam zazwyczaj z Sasorim, którego poznałam w niedzielę rano. Od razu znaleźliśmy wspólny język. Jego towarzystwo na prawdę mi odpowiadało.Przy nim często się śmiałam i nie myślałam zbyt dużo.
Ale to wieczorami najbardziej doskwierała mi samotność.Późną nocą czułam się źle nie mając z kim porozmawiać.Jedyną dziewczyną tutaj była Karin, która za mną nie przepada.Najchętniej od razu by mnie zabiła.Nie zależało mi na kontakcie z nią, dlatego też nie próbowałam nawet dojść z nią do porozumienia.Była mi obojętna jak śnieg zeszłej zimy.Sasoriego również często nie było, a Suigetsu ciągle powtarzał, że jest zajęty.Najczęściej się gdzieś śpieszył.Chciałam dowiedzieć się, czym to jest spowodowane, ale nie chciał ze mną rozmawiać.Był chyba typem samotnika.Uszanowałam to i nie rozpoczynałam na siły rozmowy z nim.
Brakowało mi mojego psa i Anke.Choć często nagminnie wtrącała się w moje życie, to w końcu moja rodzina.Wychowała mnie.Tylko do niej mogłam zwrócić się o pomoc, kiedy jej potrzebowałam.Zwykle okazywała mi anielską cierpliwość, gdy czegoś nie umiałam.Byłam jej wdzięczna.
Po dłuższym zastanowieniu.. Naruto! Bingo! Nie widziałam go od dawna.Ciekawa jestem co u niego.Pragnęłam usłyszeć tylko jego głos.Chciałabym mieć pewność,że nie wpakował się w żadne kłopoty co jest u niego bardzo możliwe.Zazwyczaj to ja i Hinata ratowałyśmy go z opresji
Przestałam liczyć minuty odkąd widziałam Uchihe.Nie rozumiałam właściwie czemu pojawia się tak licznie w moich myślach.Sama przed sobą bałam się przyznać, że tak na prawdę ocieka seksem i jest diabelsko przystojny.Intrygował mnie ten przeklęty gnojek.Zawsze uwielbiałam bad boyi.Anke wciąż mi powtarzała, że mam znaleźć sobie chłopaka z dobrego domu.Dobrze wychowanego.Dzianego.A mi?Zwisało to.Nie lubiłam lizusów i kujonów.Mi imponowało, gdy facet nie bał się jechać 200km/h na swoim motorze.Nie bał się osiedlowych chuliganów.Od czasu do czasu zapalił fajkę.Był tak chamski, że aż intrygujący.Może jestem dziwna, ale pociąga mnie to.Nie lubię mieć wszystkiego podanego na tacy.Lubię walkę.Lubię rozrabiać w pokojach hotelowych i drzeć mordę o czwartej nad ranem.Byłam inna niż dziewczyny z mojego rocznika.Umiałam obsługiwać się spluwą.Muszę potwierdzić fakt, iż nigdy nie lubiłam bawić się lalkami tylko chłopakami.Fakt nigdy nie byłam zakochana, ale uwielbiałam wykorzystywać facetów.Niektórzy są na prawdę żałośni.Pokażę się im skrawek ciała i szaleją.Ogarnia ich prawdziwa ekstaza co wprowadza ich w błogostan.Naturo zawsze mi powtarzał, że jeśli chcę to jestem prawdziwą manipulantką.Śmieszyło mnie to, ale sprawiało ogromną frajdę.Byłam w czymś dobra!Miałam nad kimś władzę!Podobało mi się to.
Hinata za to nieustannie trzaskała dziobem, że powinnam zostać adwokatem. bo nawet jeśli sprawa mnie nie dotyczy, ja zawsze się wtrącę.Może miała rację.Nie rozmyślałam jeszcze nad tym kim chcę być w przyszłości.Za niedługo miałam kończyć szkołę średnią, a co potem? Marzyłam o życiu studenckim.Ponoć są to najlepsze lata w życiu człowieka.Ale wątpię, bym mogła dalej prowadzić beztroskie życie.Gdyby tak było nie musiałabym teraz tu być i ukrywać się.
Wchodząc na górę po schodach potknęłam się o czarne szpilki Karin i rozlałam sok na moją koszulkę.Co one tu do diabli robią?!Kto normalny kładzie buty na środku schodów?!Boże jaka ze mnie niezdara! Jest to moja jedyna koszulka, którą tutaj mam.Sasuke nie pozwolił mi wracać do domu po resztę rzeczy.Tłumaczył mi, że stłumił już mój zapach, by Itachi nie węszył tam.Cholera jasna!I co teraz? Weszłam do mojego pokoju i od razu skierowałam się do szafy.Przeciągnęłam się jak kotka i zaczęłam powoli zdejmować z siebie mokre odzienie.Chciałam jak najszybciej włożyć je pod wodę, by plama nie zrobiła się większa.Z gracją się odwróciłam.Moje oczy wpatrywały się teraz prosto w oczy bruneta..
-Co ty..ty tu robisz? - pisnęłam zakrywając górną partię ciała.Stałam tak teraz przed nim w samym staniku, no ładnie.
-Yy.. - wybiłam go z tropu.Chyba też było mu głupio. - Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku.
-Jak w najlepszym.. - czułam jak rumieńce palą się na moich policzkach.Moje ciało wrzało, choć nie wiedziałam dlaczego. - Wybacz, ale mam jedną sprawę do załatwienia. - próbowałam się uśmiechnąć.Chciałam, żeby uśmiech był jak najszczerszy.
- Nie no spoko , poczekam. - spojrzałam na niego.Czego on znów chce.Szybkim krokiem, by nie musieć już na niego patrzeć podeszłam do górnej szafki obok łóżka.Między stertą papierów szukałam jakiś ziół.Za pomocą chakry zamieniłabym je w jakiś odplamiacz, wtedy na pewno plama by znikła.
-Ej.. - poczułam jego dłoń na moim łokciu.Chcąc obrócić mnie w swoją stronę użył stanowczo za dużo siły.Och! Czy on na prawdę nie ma w sobie odrobiny delikatności?! Przy okazji potknęłam się o moje papucie i upadłam prosto na niego.Byliśmy wpatrzeni w siebie.Zrobiło mi się gorąco, gdy doszło do mnie, że dalej nie jestem ubrana.Pachniał seksapilem.Przez moje ciało przechodził przyjemny dreszczyk.Patrząc na jego twarz; mój wzrok wylądował na ustach.Nie,nie!Stop!Co ja robię?! Leżę w samej bieliźnie na nieśmiertelniku? Musi to wyglądać bardzo komicznie.
****
Nie zrobiłem tego celowo - a przynajmniej nie chciałem.Tak sobie to tłumaczyłem.Kiedy ciężar jej ciała spoczywał na moim było mi błogo.Ogarnęła mnie idylla.Dawno tak się nie czułem.Zapach jej włosów dolatywał do moich nozdrzy.Zamknąłem oczy i delektowałem się tą krótką chwilą.Doznałem wewnętrznego spokoju.Krew uderzyła mi do głowy.W moim lewym oku zaczęła pojawiać się szara siateczka, ale zignorowałem to.Przecież umiem się opanować.Nie zatopię w jej smakowitej szyi swoich kłów. Widząc jej różowe rumieńce i zawstydzenie w zielonych tęczówkach chciało mi się śmiać.Rozszyfrowałem tę różową istotę.Zgrywała twardą, ale ja ją rozgryzłem.Zapamiętam to.Oboje szybko oderwaliśmy się od siebie słysząc, gdy drzwi się otworzyły.Napotkałem rozgniewany wzrok Karin.Wiedziałem,że awantura jest murowana i nie próbowałem nawet protestować.
-Co tu..się dzieje?! - była na prawdę wściekła.Spojrzałem na Sakurę - ona również nie wiedziała co robić.Hm.. czyżby moje towarzystwo wprowadzało ją w niewiedzę?
-My tylko.. to znaczy.. no .. ee.. Sasuke, powiedz coś! - poczułem na sobie jej tęczówki.Problem w tym, że sam nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.Było mi wszystko jedno.Niech sobie pomyśli co chce.Durny, babsztyl.
-Tak Sasuke masz ważne sprawy.Właśnie widzę! - odwarknęła szybko ulatniając się.Słyszeliśmy jej głośne tupanie.
-To moja wina.Wyjaśnię jej wszystko. - posłałem jej jeden ze swoich rozbrajających uśmiechów.
Nieśmiało uśmiechnęła się.Dopiero po dłuższej chwili zwróciłem uwagę na jej pełne piersi, które były wypchane w czarny koronowy stanik.Chyba zauważyła, że wpatruję się w nią z nieukrywanym pożądaniem, bo szybko uniemożliwiła mi ten widok. - Idź już. - westchnęła.
-Ej, nie jestem żadnym zboczeńcem!
-Nie myślę tak, po prostu chcę w spokoju wziąć kąpiel i sprać tę plamę. - nieśmiało na mnie spojrzała.
-No tak jasne.Nie chcę żebyś odbierała mnie negatywnie. - odrzekłem zgodnie z prawdą.
-Zależy ci na tym? - syknęła cicho, ale na tyle głośno iż mogłem to usłyszeć.Właściwie to nie wiem.
-A tobie?
-Obojętne.. - podrapała się po głowie.
Zdenerwowało mnie to. Nie rozumiem dlaczego, ale porządnie wkurza mnie gra w którą sobie ze mną pogrywa.
-Idź spać. - warknąłem zupełnie oschłym tonem.Skinęła głową na potwierdzenie.W wampirzym tempie znalazłem się w swoim pokoju.Cholera zwariuję przez tę wariatkę..
****
-Dlaczego akurat Akatsuki zdrajco?!
-Lepiej mieć złe ideały niż żadne. - skinął kruczoczarny.Nie miał ochoty na jakąkolwiek dłuższą konwersację z Naruto.Bredził od rzeczy.Nic o nim nie wie.Jest tylko bahorem z Konohy, ale cholernie silnym bachorem.
-Poszedłeś na łatwiznę, Itachi Uchiha. - barknąłem pod nosem.To może dziwne,ale nie bałem się.Jak zwykle byłem pewny siebie.
-Cień mrokom się nie opiera, a światem rządzą zbrodnie.Jesteś taki dziecinny, i że niby taki dzieciak jak ty ma w sobie Kyubiego.Żałosne.IV Hokage był kompletnym idiotom pieczętując go w tobie.. - nie było mu dane dokończyć.Zaraz po chwili rozległ się mój głośny krzyk.
-Stul pysk!!! Minato to mój ojciec! Był znany jako Żółty Błysk Konohy! Zawsze powtarzał,że najważniejszą rzeczą dla shinobi jest praca zespołowa! Myślisz ze w pojedynkę posiądziesz wioskę na własność?! To właśnie ty jesteś żałosny! Będąc sam nie można być szczęśliwym!
Rozległ się głośny śmiech.Spojrzałem w jego stronę.Z chytrym uśmieszkiem również na mnie spoglądał.
- Jesteś pewny że jestem sam? - zdziwiłem się jego postawą.Zmienił ton.Nie mówił już tak donośnie jak wcześniej.Czyżby moje słowa choć trochę go ruszyły? - Bądźmy szczery.To klan Uchiha założył wioskę Ukrytego Liścia.Muszę zrobić wszystko co w mojej mocy,by odzyskać nad nią władzę.
Wzrok miał wlepiony w niebo.Chyba zawzięcie o czymś myślał.Na jego twarzy był widoczny głęboki spokój.Zadziwiające jak w ułamku jednej minuty zmienił swoje zachowanie.Czy do końca nie był pewien swoich sił?Nie sądzę, by zawładnięcie Konohą było rzeczą łatwą. Tsunade i wszystkie oddziały ANBU na to nie pozwolą.Nigdy! Dopóki żyję będę walczył za moje rodzinne miejsce! To tutaj się wychowałem.To jest mój dom.Nie pozwolę nikomu go odebrać.Będziesz ze mnie dumny tato! Obiecuję! To jest moja droga ninja!
Itachi skierował swój wzrok na mnie.Czekał aż się odezwę pierwszy.W odpowiedzi usłyszał mój perlisty śmiech.Wiatr bawił się naszymi włosami.
-Nie rozmieszaj mnie, Itachi. - zagryzłem dolną wargę. - Jesteś zbyt słaby.Nie chodzi o fizyczną siłę, bo jej z pewnością ci nie brakuje. - Jesteś słaby bo zbyt dużo w tobie nienawiści.To jest zła droga, Uchiha.To do niczego nie prowadzi.Czasem fotel władzy pcha się komuś siłą pod siedzenie.
Nie doświadczając miłości nigdy nie będziesz silny! - wykrzyknąłem tak głośno,że spłoszyłem ptaki z pobliskiego drzewa.Zacisnąłem dłonie w pięść.
-Ale ty pleciesz androny. - złapał się za głowę. - Nie mam czasu pieprzyć z tobą o farmazonach.Mam do zniszczenia wioskę. - znów siłą mnie pociągnął za sobą.Nie mogłem zaprotestować.
rozdział 3 --- > 40%.
Śniadania jadłam zazwyczaj z Sasorim, którego poznałam w niedzielę rano. Od razu znaleźliśmy wspólny język. Jego towarzystwo na prawdę mi odpowiadało.Przy nim często się śmiałam i nie myślałam zbyt dużo.
Ale to wieczorami najbardziej doskwierała mi samotność.Późną nocą czułam się źle nie mając z kim porozmawiać.Jedyną dziewczyną tutaj była Karin, która za mną nie przepada.Najchętniej od razu by mnie zabiła.Nie zależało mi na kontakcie z nią, dlatego też nie próbowałam nawet dojść z nią do porozumienia.Była mi obojętna jak śnieg zeszłej zimy.Sasoriego również często nie było, a Suigetsu ciągle powtarzał, że jest zajęty.Najczęściej się gdzieś śpieszył.Chciałam dowiedzieć się, czym to jest spowodowane, ale nie chciał ze mną rozmawiać.Był chyba typem samotnika.Uszanowałam to i nie rozpoczynałam na siły rozmowy z nim.
Brakowało mi mojego psa i Anke.Choć często nagminnie wtrącała się w moje życie, to w końcu moja rodzina.Wychowała mnie.Tylko do niej mogłam zwrócić się o pomoc, kiedy jej potrzebowałam.Zwykle okazywała mi anielską cierpliwość, gdy czegoś nie umiałam.Byłam jej wdzięczna.
Po dłuższym zastanowieniu.. Naruto! Bingo! Nie widziałam go od dawna.Ciekawa jestem co u niego.Pragnęłam usłyszeć tylko jego głos.Chciałabym mieć pewność,że nie wpakował się w żadne kłopoty co jest u niego bardzo możliwe.Zazwyczaj to ja i Hinata ratowałyśmy go z opresji
Przestałam liczyć minuty odkąd widziałam Uchihe.Nie rozumiałam właściwie czemu pojawia się tak licznie w moich myślach.Sama przed sobą bałam się przyznać, że tak na prawdę ocieka seksem i jest diabelsko przystojny.Intrygował mnie ten przeklęty gnojek.Zawsze uwielbiałam bad boyi.Anke wciąż mi powtarzała, że mam znaleźć sobie chłopaka z dobrego domu.Dobrze wychowanego.Dzianego.A mi?Zwisało to.Nie lubiłam lizusów i kujonów.Mi imponowało, gdy facet nie bał się jechać 200km/h na swoim motorze.Nie bał się osiedlowych chuliganów.Od czasu do czasu zapalił fajkę.Był tak chamski, że aż intrygujący.Może jestem dziwna, ale pociąga mnie to.Nie lubię mieć wszystkiego podanego na tacy.Lubię walkę.Lubię rozrabiać w pokojach hotelowych i drzeć mordę o czwartej nad ranem.Byłam inna niż dziewczyny z mojego rocznika.Umiałam obsługiwać się spluwą.Muszę potwierdzić fakt, iż nigdy nie lubiłam bawić się lalkami tylko chłopakami.Fakt nigdy nie byłam zakochana, ale uwielbiałam wykorzystywać facetów.Niektórzy są na prawdę żałośni.Pokażę się im skrawek ciała i szaleją.Ogarnia ich prawdziwa ekstaza co wprowadza ich w błogostan.Naturo zawsze mi powtarzał, że jeśli chcę to jestem prawdziwą manipulantką.Śmieszyło mnie to, ale sprawiało ogromną frajdę.Byłam w czymś dobra!Miałam nad kimś władzę!Podobało mi się to.
Hinata za to nieustannie trzaskała dziobem, że powinnam zostać adwokatem. bo nawet jeśli sprawa mnie nie dotyczy, ja zawsze się wtrącę.Może miała rację.Nie rozmyślałam jeszcze nad tym kim chcę być w przyszłości.Za niedługo miałam kończyć szkołę średnią, a co potem? Marzyłam o życiu studenckim.Ponoć są to najlepsze lata w życiu człowieka.Ale wątpię, bym mogła dalej prowadzić beztroskie życie.Gdyby tak było nie musiałabym teraz tu być i ukrywać się.
Wchodząc na górę po schodach potknęłam się o czarne szpilki Karin i rozlałam sok na moją koszulkę.Co one tu do diabli robią?!Kto normalny kładzie buty na środku schodów?!Boże jaka ze mnie niezdara! Jest to moja jedyna koszulka, którą tutaj mam.Sasuke nie pozwolił mi wracać do domu po resztę rzeczy.Tłumaczył mi, że stłumił już mój zapach, by Itachi nie węszył tam.Cholera jasna!I co teraz? Weszłam do mojego pokoju i od razu skierowałam się do szafy.Przeciągnęłam się jak kotka i zaczęłam powoli zdejmować z siebie mokre odzienie.Chciałam jak najszybciej włożyć je pod wodę, by plama nie zrobiła się większa.Z gracją się odwróciłam.Moje oczy wpatrywały się teraz prosto w oczy bruneta..
-Co ty..ty tu robisz? - pisnęłam zakrywając górną partię ciała.Stałam tak teraz przed nim w samym staniku, no ładnie.
-Yy.. - wybiłam go z tropu.Chyba też było mu głupio. - Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku.
-Jak w najlepszym.. - czułam jak rumieńce palą się na moich policzkach.Moje ciało wrzało, choć nie wiedziałam dlaczego. - Wybacz, ale mam jedną sprawę do załatwienia. - próbowałam się uśmiechnąć.Chciałam, żeby uśmiech był jak najszczerszy.
- Nie no spoko , poczekam. - spojrzałam na niego.Czego on znów chce.Szybkim krokiem, by nie musieć już na niego patrzeć podeszłam do górnej szafki obok łóżka.Między stertą papierów szukałam jakiś ziół.Za pomocą chakry zamieniłabym je w jakiś odplamiacz, wtedy na pewno plama by znikła.
-Ej.. - poczułam jego dłoń na moim łokciu.Chcąc obrócić mnie w swoją stronę użył stanowczo za dużo siły.Och! Czy on na prawdę nie ma w sobie odrobiny delikatności?! Przy okazji potknęłam się o moje papucie i upadłam prosto na niego.Byliśmy wpatrzeni w siebie.Zrobiło mi się gorąco, gdy doszło do mnie, że dalej nie jestem ubrana.Pachniał seksapilem.Przez moje ciało przechodził przyjemny dreszczyk.Patrząc na jego twarz; mój wzrok wylądował na ustach.Nie,nie!Stop!Co ja robię?! Leżę w samej bieliźnie na nieśmiertelniku? Musi to wyglądać bardzo komicznie.
****
Nie zrobiłem tego celowo - a przynajmniej nie chciałem.Tak sobie to tłumaczyłem.Kiedy ciężar jej ciała spoczywał na moim było mi błogo.Ogarnęła mnie idylla.Dawno tak się nie czułem.Zapach jej włosów dolatywał do moich nozdrzy.Zamknąłem oczy i delektowałem się tą krótką chwilą.Doznałem wewnętrznego spokoju.Krew uderzyła mi do głowy.W moim lewym oku zaczęła pojawiać się szara siateczka, ale zignorowałem to.Przecież umiem się opanować.Nie zatopię w jej smakowitej szyi swoich kłów. Widząc jej różowe rumieńce i zawstydzenie w zielonych tęczówkach chciało mi się śmiać.Rozszyfrowałem tę różową istotę.Zgrywała twardą, ale ja ją rozgryzłem.Zapamiętam to.Oboje szybko oderwaliśmy się od siebie słysząc, gdy drzwi się otworzyły.Napotkałem rozgniewany wzrok Karin.Wiedziałem,że awantura jest murowana i nie próbowałem nawet protestować.
-Co tu..się dzieje?! - była na prawdę wściekła.Spojrzałem na Sakurę - ona również nie wiedziała co robić.Hm.. czyżby moje towarzystwo wprowadzało ją w niewiedzę?
-My tylko.. to znaczy.. no .. ee.. Sasuke, powiedz coś! - poczułem na sobie jej tęczówki.Problem w tym, że sam nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.Było mi wszystko jedno.Niech sobie pomyśli co chce.Durny, babsztyl.
-Tak Sasuke masz ważne sprawy.Właśnie widzę! - odwarknęła szybko ulatniając się.Słyszeliśmy jej głośne tupanie.
-To moja wina.Wyjaśnię jej wszystko. - posłałem jej jeden ze swoich rozbrajających uśmiechów.
Nieśmiało uśmiechnęła się.Dopiero po dłuższej chwili zwróciłem uwagę na jej pełne piersi, które były wypchane w czarny koronowy stanik.Chyba zauważyła, że wpatruję się w nią z nieukrywanym pożądaniem, bo szybko uniemożliwiła mi ten widok. - Idź już. - westchnęła.
-Ej, nie jestem żadnym zboczeńcem!
-Nie myślę tak, po prostu chcę w spokoju wziąć kąpiel i sprać tę plamę. - nieśmiało na mnie spojrzała.
-No tak jasne.Nie chcę żebyś odbierała mnie negatywnie. - odrzekłem zgodnie z prawdą.
-Zależy ci na tym? - syknęła cicho, ale na tyle głośno iż mogłem to usłyszeć.Właściwie to nie wiem.
-A tobie?
-Obojętne.. - podrapała się po głowie.
Zdenerwowało mnie to. Nie rozumiem dlaczego, ale porządnie wkurza mnie gra w którą sobie ze mną pogrywa.
-Idź spać. - warknąłem zupełnie oschłym tonem.Skinęła głową na potwierdzenie.W wampirzym tempie znalazłem się w swoim pokoju.Cholera zwariuję przez tę wariatkę..
****
-Dlaczego akurat Akatsuki zdrajco?!
-Lepiej mieć złe ideały niż żadne. - skinął kruczoczarny.Nie miał ochoty na jakąkolwiek dłuższą konwersację z Naruto.Bredził od rzeczy.Nic o nim nie wie.Jest tylko bahorem z Konohy, ale cholernie silnym bachorem.
-Poszedłeś na łatwiznę, Itachi Uchiha. - barknąłem pod nosem.To może dziwne,ale nie bałem się.Jak zwykle byłem pewny siebie.
-Cień mrokom się nie opiera, a światem rządzą zbrodnie.Jesteś taki dziecinny, i że niby taki dzieciak jak ty ma w sobie Kyubiego.Żałosne.IV Hokage był kompletnym idiotom pieczętując go w tobie.. - nie było mu dane dokończyć.Zaraz po chwili rozległ się mój głośny krzyk.
-Stul pysk!!! Minato to mój ojciec! Był znany jako Żółty Błysk Konohy! Zawsze powtarzał,że najważniejszą rzeczą dla shinobi jest praca zespołowa! Myślisz ze w pojedynkę posiądziesz wioskę na własność?! To właśnie ty jesteś żałosny! Będąc sam nie można być szczęśliwym!
Rozległ się głośny śmiech.Spojrzałem w jego stronę.Z chytrym uśmieszkiem również na mnie spoglądał.
- Jesteś pewny że jestem sam? - zdziwiłem się jego postawą.Zmienił ton.Nie mówił już tak donośnie jak wcześniej.Czyżby moje słowa choć trochę go ruszyły? - Bądźmy szczery.To klan Uchiha założył wioskę Ukrytego Liścia.Muszę zrobić wszystko co w mojej mocy,by odzyskać nad nią władzę.
Wzrok miał wlepiony w niebo.Chyba zawzięcie o czymś myślał.Na jego twarzy był widoczny głęboki spokój.Zadziwiające jak w ułamku jednej minuty zmienił swoje zachowanie.Czy do końca nie był pewien swoich sił?Nie sądzę, by zawładnięcie Konohą było rzeczą łatwą. Tsunade i wszystkie oddziały ANBU na to nie pozwolą.Nigdy! Dopóki żyję będę walczył za moje rodzinne miejsce! To tutaj się wychowałem.To jest mój dom.Nie pozwolę nikomu go odebrać.Będziesz ze mnie dumny tato! Obiecuję! To jest moja droga ninja!
Itachi skierował swój wzrok na mnie.Czekał aż się odezwę pierwszy.W odpowiedzi usłyszał mój perlisty śmiech.Wiatr bawił się naszymi włosami.
-Nie rozmieszaj mnie, Itachi. - zagryzłem dolną wargę. - Jesteś zbyt słaby.Nie chodzi o fizyczną siłę, bo jej z pewnością ci nie brakuje. - Jesteś słaby bo zbyt dużo w tobie nienawiści.To jest zła droga, Uchiha.To do niczego nie prowadzi.Czasem fotel władzy pcha się komuś siłą pod siedzenie.
Nie doświadczając miłości nigdy nie będziesz silny! - wykrzyknąłem tak głośno,że spłoszyłem ptaki z pobliskiego drzewa.Zacisnąłem dłonie w pięść.
-Ale ty pleciesz androny. - złapał się za głowę. - Nie mam czasu pieprzyć z tobą o farmazonach.Mam do zniszczenia wioskę. - znów siłą mnie pociągnął za sobą.Nie mogłem zaprotestować.
rozdział 3 --- > 40%.
środa, 2 marca 2016
Rozdział 9. Lubię być sama,ale nie lubię być samotna.
Całą drogę przebyliśmy w ciszy.Wielokrotnie pytałam Uchihe, co to ma wszystko znaczyć, ale on milczał.Po raz pierwszy od kilkanastu dni czuję świeże powietrze,Pogoda nie sprzyja nam.Ciężkie krople opadały na moją twarz.W sumie byłam cała przemoknięta - od stóp do głów.Marzyłam,żeby znaleźć się już w ciepłym łóżku, czy choćby zdjąć te mokre ubrania,które były przyklejone do mojej skóry.Ta męcząca trasa zdawała się nie mieć końca.Nogi okropnie mnie bolały, a myśli rozwalały mi głowę.
-Dobrze się czujesz? - zapytał troskliwie.
-W porządku.
-Jesteś blada.
-Od tygodnia.. - odparłam zastanawiając się czy moje słowa mają w ogóle sens.
-Spokojnie zaraz będziemy.
-Proszę powiedz mi, gdzie mnie zabierasz.
-Hm.. no dobrze.Tyle mogę ci powiedzieć. - Do mojej kryjówki, aby nikt cię na razie nie znalazł. - Jest to ostatnie miejsce, gdzie mógł by cie szukać, więc zyskamy na czasie.
-Mówisz o twoim bracie?
-Taa.. - syknął.
-Anke przynajmniej wie?
-Rozmawiałem z nią, o to się nie martw.Rozumie tą sytuację.Całkiem spoko kobieta.
-Nie znasz jej, nie wiesz jaka potrafi być nieznośna..
- Jesteśmy.
Podniosłam wzrok.Duży budynek.Widoczne były tylko dwa duże okna zasłonięte żaluzjami.Niby jest to koniec lasu,ale drzew jest tu mnóstwo.Niemal cały go zasłaniają.
-Nieźle.. - warknęłam.
Szybko weszliśmy do starej kamienicy.Główny korytarz był bardzo długi.Po prawej stronie kręte schody prowadzące na górę.
-Kochanie!! - usłyszałam piskliwy głos.Gwałtownie odwróciłam się i ujrzałam różowowłosą tak jak ja dziewczynę.Odróżniały ją ode mnie okrągłe okulary i czerwone jak krew oczy.
Spojrzała na mnie takim wzrokiem jakby zaraz z miejsca była gotów pozbawić mnie życia.
-Co ona tutaj robi?! - warknęła w moją stronę.
-Uspokój się.Dobrze wiesz,że Itachi jest w Konohie.
-I niby co ona ma z tym wspólnego?! - skrzyżowała ręce na piersiach i pokręciła głową. - Nie chcę na nią patrzeć. Nie do końca wiedziałam dlaczego jest dla mnie taka nie miła.
-Nie masz na razie innego wyjścia. - wzruszył ramionami.
-Mam być z kobietą,która cię nie dawno całowała pod jednym dachem?! Czyś ty oszalał?! - robiło się co raz ciekawiej.Ale chwila.. co ona powiedziała? ',,całowała''. Czy ja o czymś nie wiem?
-Chwila, bo nie rozumiem ? - spojrzałam na nią.
-Taka bystra jesteś, a nie rozumiesz? - Udajesz,że nie pamiętasz jak rzuciłaś się na Sasuke w clubie?
Oczy wyszły na wierz.Co ja robiłam tamtej nocy.. Chociaż, nie.Nie chcę wiedzieć.
-Dość!Sakura twój pokój jest na końcu tego korytarza.
Skinęłam na potwierdzenie.Postanowiłam szybko opuścić tą dwójkę.Chyba muszą pogadać.
-Jeszcze jedno.Suigetsu zaraz przyniesie ci jakieś ubrania na zmianę. - Okey. - dodałam.
****
Byłem w jednym wielkim lokalu z dwojgiem kobiet.Zamiast myśleć o tej pierwsze, myślałem o tej drugiej.Obie miały niepospolity różowy kolor włosów.Charakterem niewymownie się różniły.Karin była typową panienką na parę niewinnych nocy.Sakura..moją przeszłością.Chyba każdy dobrze wie jak trudno jest zapomnieć o pierwszej miłości.Liczyłem,że stłumię to uczucie w sobie, ale myliłem się.Jest za silne na jakiekolwiek protesty.Odkąd tu jest mam ochotę ponownie zatopić kły w jej wargach; spijając krew spływającą po jej malinowych usteczkach.Tak jak wtedy w clubie.Obudziła we mnie coś, na co miałem nadzieję,że nie istnieję.Zawładnęła moim sercem i umysłem.Serce,nerka oraz płuco są zachwyceni jej panowaniem.Tylko cholera szkoda,że nie wiem jak mam to wszystko rozegrać.Mam ją chronić.Nie mogę pozwolić sobie teraz na jakiekolwiek słabości.Jej słodki zapach nieustannie dolatywał do moich nozdrzy mimo,że ma pokój na dole.Mój zmysł węchu jest wyostrzony to dlatego.Sam się dziwię,że potrafię się jej oprzeć.Moje treningi samokontroli pomogły.Inaczej rzuciłbym się na nią bez ostrzeżenia.
****
-Puszczaj mnie idioto! - moje krzyki były tak głośne,że całe Konohagakure było wstanie je usłyszeć.Nie wiedziałem czemu,ale cała moja chakra znikła.Nie mogłem wykonać żadnej pieczęci.
-Grzeczniej. - ścisnął mocniej. - Jeszcze chwila, a skrócę cię o głowę.
-Jak zostanę VI Hokage wtrącę cię do lochów!! - szamotałem się na tyle ile miałem sił.
- Nie rozśmieszaj mnie.Starszaki nie leniuchują z maluchami.
-Ty..!! Pożałujesz !!
-Już się boję..! - zachichotał.
-Jeśli coś zrobisz Hinacie! Lub Sakurze! Pomszczę cię! - miałem ochotę rzucić się na niego z miejsca.Gdyby tylko na chwilę stracił koncentrację byłbym w stanie się wyrwać.Cholera.
-Sakura.. - spojrzałem na niego. - Nie wiesz gdzie teraz jest?
-Nawet jakbym wiedział to bym nie powiedział! Złapał mnie za głowę. - Słuchaj ćwoku.Jak sam czujesz pozbawiłem cię chakry więc chyba wiadomo kto ma teraz przewagę.
-Choćbym miał zapłacić własnym życiem to nie powiem ci nic a nic! Hokage- sama tak właśnie by zrobił!
-Przestań się bawić w głupkowate marzenia. - zdziwiłem się. - Myślisz,że Konoha potrzebuję takiego dzieciaka jak ty? W dzieciństwie byłeś bachorem jakich mało. Myślisz,że wymachując kunaiem w te czy we wte komuś zaimponujesz?
-Rozumiem,że nie masz marzeń i jesteś pozbawionym penisa siusiumajtkiem.. - dostałem w brzuch.Odleciałem chyba na pięć metrów.Ból brzucha był silny, ale to nic przy tym jaki ból czułem w sercu.Chcę chronić ważne dla mnie osoby!Nie mogę tak polec!Nie,nie nie byłbym wtedy Uzumakim!Tylko..nadal chakrę mam zablokowaną..Jak mam się bronić?
-Nie chciałbyś wiedzieć z kim masz do czynienia. - uśmiechnął się morderczo.Miał maskę, dlatego nie wiedziałem kim jest.Oczy czarne jak ziemia.Gdzieś już takie widziałem.
-A może jednak? - spróbowałem.
-Hm.. wiesz to byłoby ciekawe. - zaśmiał się.Podszedł kilka kroków bliżej.Patrzyłem wprost w jego oczy.Ten wzrok paraliżował mnie.Nie wiem kim jest ten gościu,ale kimkolwiek jest..muszę przyznać ma potencjał.Powoli ściągnął maskę.Zamurowało mnie.Zaczęło kręcić mi się w głowie.Przede mną stał morderca.Ten sam co wymordował cały swój klan z zimną krwią.Puls wzrósł.Wiele o nim słyszałem od Kakashiego.Ponoć teraz jest w jakiejś organizacji..Nie wiem.Oczy wlepiłem w niego jak w obrazek.. - Nie wierzę....
****
Siedziałam w oknie obserwując co dzieję się na zewnątrz.Ulewa zdawała się nie mieć końca.Całe szczęście, że już nas nie dorwie.Myślami byłam bardzo daleko.Rozmyślałam o mamie,Ten-Ten potem o Naruto i znów o mamie.Przez ostatnie trzy tygodnie moje życie zmieniło się o 180 stopni.Sama nie wiem,czy to dobrze, czy nie.Teraz dzieję się coś.. niezwykłego.Kiedyś myślałam,że takie rzeczy dzieją się tylko w baśniach.Złych baśniach.Wampiry bez zastanowienia można zaliczyć do złych istot.Mimo tego Sasuke jeszcze nigdy na mnie nie krzyknął, ani nie podniósł ręki.
-Przyniosłem ci ubrania.. - ten nieznajomy mi głos przerwał moje głębokie przemyślenia.Podniosłam wzrok patrząc na fioletowookiego.Całkiem całkiem.
-Em..dzięki. - próbowałam się uśmiechnąć.
-Jestem Suigetsu. - podał mi rękę.Ku mojemu zdziwieniu nie była lodowata.Czy to znaczy,że nie jestem jedynym śmiertelnikiem tutaj?
-Sakura.. - odpowiedziałam.
-Nie przejmuj się Karin. - zaśmiał się.
-Niby czemu miałabym się przejmować? - nie zrozumiałam.
-Czasem zachowuję się jakby nie miała piątej klepki, gdy jest zazdrosna.
-Więc jaki to ma związek ze mną?
-Nie zauważyłaś jak jest zazdrosna o Sasuke? Zastanowiłam się chwilę.No tak, jej słaby punkt.
-Aa.. fakt. -Spoko, nie zamierzam tracić czasu.Nie ma o co. - popatrzał mi w oczy.
-Skoro tak mówisz. - Muszę lecieć do siebie.
-Jasne.. idź . - pokazałam gestem ręki na znak ze rozumiem.Patrzyłam jak niebieskie włosy znikają z mojego pola widzenia.Muszę przyznać,że jest słodki.I w dodatku nie wampir.Zaczyna się robić ciekawie.
Kochani wiem.Nota słaba, ;( starałam się ale chyba coś mi nie wyszło.. Od jutra wracam do szkoły także ciężko będzie.. Może jutro lub w piątek dodam #rozdział 2 tu : sasusaku-ninja-life.blogspot.com więc czekajcie :)
Może trochę krótka, ale jutro mam poprawki z bierzmowania jest godzina .. *patrzy w telefon*
19:50 a mi się tak chcę spać.. ughh! Za napisanie tej notki zabierałam się dwa dni już. W końcu coś nabazgroliłam,ale czy się wam spodoba.. to już nie jestem taka pewna.
rozdział 2----- > 50 % .
Pozdrawiam was!! Buziaki!! :*
-Dobrze się czujesz? - zapytał troskliwie.
-W porządku.
-Jesteś blada.
-Od tygodnia.. - odparłam zastanawiając się czy moje słowa mają w ogóle sens.
-Spokojnie zaraz będziemy.
-Proszę powiedz mi, gdzie mnie zabierasz.
-Hm.. no dobrze.Tyle mogę ci powiedzieć. - Do mojej kryjówki, aby nikt cię na razie nie znalazł. - Jest to ostatnie miejsce, gdzie mógł by cie szukać, więc zyskamy na czasie.
-Mówisz o twoim bracie?
-Taa.. - syknął.
-Anke przynajmniej wie?
-Rozmawiałem z nią, o to się nie martw.Rozumie tą sytuację.Całkiem spoko kobieta.
-Nie znasz jej, nie wiesz jaka potrafi być nieznośna..
- Jesteśmy.
Podniosłam wzrok.Duży budynek.Widoczne były tylko dwa duże okna zasłonięte żaluzjami.Niby jest to koniec lasu,ale drzew jest tu mnóstwo.Niemal cały go zasłaniają.
-Nieźle.. - warknęłam.
Szybko weszliśmy do starej kamienicy.Główny korytarz był bardzo długi.Po prawej stronie kręte schody prowadzące na górę.
-Kochanie!! - usłyszałam piskliwy głos.Gwałtownie odwróciłam się i ujrzałam różowowłosą tak jak ja dziewczynę.Odróżniały ją ode mnie okrągłe okulary i czerwone jak krew oczy.
Spojrzała na mnie takim wzrokiem jakby zaraz z miejsca była gotów pozbawić mnie życia.
-Co ona tutaj robi?! - warknęła w moją stronę.
-Uspokój się.Dobrze wiesz,że Itachi jest w Konohie.
-I niby co ona ma z tym wspólnego?! - skrzyżowała ręce na piersiach i pokręciła głową. - Nie chcę na nią patrzeć. Nie do końca wiedziałam dlaczego jest dla mnie taka nie miła.
-Nie masz na razie innego wyjścia. - wzruszył ramionami.
-Mam być z kobietą,która cię nie dawno całowała pod jednym dachem?! Czyś ty oszalał?! - robiło się co raz ciekawiej.Ale chwila.. co ona powiedziała? ',,całowała''. Czy ja o czymś nie wiem?
-Chwila, bo nie rozumiem ? - spojrzałam na nią.
-Taka bystra jesteś, a nie rozumiesz? - Udajesz,że nie pamiętasz jak rzuciłaś się na Sasuke w clubie?
Oczy wyszły na wierz.Co ja robiłam tamtej nocy.. Chociaż, nie.Nie chcę wiedzieć.
-Dość!Sakura twój pokój jest na końcu tego korytarza.
Skinęłam na potwierdzenie.Postanowiłam szybko opuścić tą dwójkę.Chyba muszą pogadać.
-Jeszcze jedno.Suigetsu zaraz przyniesie ci jakieś ubrania na zmianę. - Okey. - dodałam.
****
Byłem w jednym wielkim lokalu z dwojgiem kobiet.Zamiast myśleć o tej pierwsze, myślałem o tej drugiej.Obie miały niepospolity różowy kolor włosów.Charakterem niewymownie się różniły.Karin była typową panienką na parę niewinnych nocy.Sakura..moją przeszłością.Chyba każdy dobrze wie jak trudno jest zapomnieć o pierwszej miłości.Liczyłem,że stłumię to uczucie w sobie, ale myliłem się.Jest za silne na jakiekolwiek protesty.Odkąd tu jest mam ochotę ponownie zatopić kły w jej wargach; spijając krew spływającą po jej malinowych usteczkach.Tak jak wtedy w clubie.Obudziła we mnie coś, na co miałem nadzieję,że nie istnieję.Zawładnęła moim sercem i umysłem.Serce,nerka oraz płuco są zachwyceni jej panowaniem.Tylko cholera szkoda,że nie wiem jak mam to wszystko rozegrać.Mam ją chronić.Nie mogę pozwolić sobie teraz na jakiekolwiek słabości.Jej słodki zapach nieustannie dolatywał do moich nozdrzy mimo,że ma pokój na dole.Mój zmysł węchu jest wyostrzony to dlatego.Sam się dziwię,że potrafię się jej oprzeć.Moje treningi samokontroli pomogły.Inaczej rzuciłbym się na nią bez ostrzeżenia.
****
-Puszczaj mnie idioto! - moje krzyki były tak głośne,że całe Konohagakure było wstanie je usłyszeć.Nie wiedziałem czemu,ale cała moja chakra znikła.Nie mogłem wykonać żadnej pieczęci.
-Grzeczniej. - ścisnął mocniej. - Jeszcze chwila, a skrócę cię o głowę.
-Jak zostanę VI Hokage wtrącę cię do lochów!! - szamotałem się na tyle ile miałem sił.
- Nie rozśmieszaj mnie.Starszaki nie leniuchują z maluchami.
-Ty..!! Pożałujesz !!
-Już się boję..! - zachichotał.
-Jeśli coś zrobisz Hinacie! Lub Sakurze! Pomszczę cię! - miałem ochotę rzucić się na niego z miejsca.Gdyby tylko na chwilę stracił koncentrację byłbym w stanie się wyrwać.Cholera.
-Sakura.. - spojrzałem na niego. - Nie wiesz gdzie teraz jest?
-Nawet jakbym wiedział to bym nie powiedział! Złapał mnie za głowę. - Słuchaj ćwoku.Jak sam czujesz pozbawiłem cię chakry więc chyba wiadomo kto ma teraz przewagę.
-Choćbym miał zapłacić własnym życiem to nie powiem ci nic a nic! Hokage- sama tak właśnie by zrobił!
-Przestań się bawić w głupkowate marzenia. - zdziwiłem się. - Myślisz,że Konoha potrzebuję takiego dzieciaka jak ty? W dzieciństwie byłeś bachorem jakich mało. Myślisz,że wymachując kunaiem w te czy we wte komuś zaimponujesz?
-Rozumiem,że nie masz marzeń i jesteś pozbawionym penisa siusiumajtkiem.. - dostałem w brzuch.Odleciałem chyba na pięć metrów.Ból brzucha był silny, ale to nic przy tym jaki ból czułem w sercu.Chcę chronić ważne dla mnie osoby!Nie mogę tak polec!Nie,nie nie byłbym wtedy Uzumakim!Tylko..nadal chakrę mam zablokowaną..Jak mam się bronić?
-Nie chciałbyś wiedzieć z kim masz do czynienia. - uśmiechnął się morderczo.Miał maskę, dlatego nie wiedziałem kim jest.Oczy czarne jak ziemia.Gdzieś już takie widziałem.
-A może jednak? - spróbowałem.
-Hm.. wiesz to byłoby ciekawe. - zaśmiał się.Podszedł kilka kroków bliżej.Patrzyłem wprost w jego oczy.Ten wzrok paraliżował mnie.Nie wiem kim jest ten gościu,ale kimkolwiek jest..muszę przyznać ma potencjał.Powoli ściągnął maskę.Zamurowało mnie.Zaczęło kręcić mi się w głowie.Przede mną stał morderca.Ten sam co wymordował cały swój klan z zimną krwią.Puls wzrósł.Wiele o nim słyszałem od Kakashiego.Ponoć teraz jest w jakiejś organizacji..Nie wiem.Oczy wlepiłem w niego jak w obrazek.. - Nie wierzę....
****
Siedziałam w oknie obserwując co dzieję się na zewnątrz.Ulewa zdawała się nie mieć końca.Całe szczęście, że już nas nie dorwie.Myślami byłam bardzo daleko.Rozmyślałam o mamie,Ten-Ten potem o Naruto i znów o mamie.Przez ostatnie trzy tygodnie moje życie zmieniło się o 180 stopni.Sama nie wiem,czy to dobrze, czy nie.Teraz dzieję się coś.. niezwykłego.Kiedyś myślałam,że takie rzeczy dzieją się tylko w baśniach.Złych baśniach.Wampiry bez zastanowienia można zaliczyć do złych istot.Mimo tego Sasuke jeszcze nigdy na mnie nie krzyknął, ani nie podniósł ręki.
-Przyniosłem ci ubrania.. - ten nieznajomy mi głos przerwał moje głębokie przemyślenia.Podniosłam wzrok patrząc na fioletowookiego.Całkiem całkiem.
-Em..dzięki. - próbowałam się uśmiechnąć.
-Jestem Suigetsu. - podał mi rękę.Ku mojemu zdziwieniu nie była lodowata.Czy to znaczy,że nie jestem jedynym śmiertelnikiem tutaj?
-Sakura.. - odpowiedziałam.
-Nie przejmuj się Karin. - zaśmiał się.
-Niby czemu miałabym się przejmować? - nie zrozumiałam.
-Czasem zachowuję się jakby nie miała piątej klepki, gdy jest zazdrosna.
-Więc jaki to ma związek ze mną?
-Nie zauważyłaś jak jest zazdrosna o Sasuke? Zastanowiłam się chwilę.No tak, jej słaby punkt.
-Aa.. fakt. -Spoko, nie zamierzam tracić czasu.Nie ma o co. - popatrzał mi w oczy.
-Skoro tak mówisz. - Muszę lecieć do siebie.
-Jasne.. idź . - pokazałam gestem ręki na znak ze rozumiem.Patrzyłam jak niebieskie włosy znikają z mojego pola widzenia.Muszę przyznać,że jest słodki.I w dodatku nie wampir.Zaczyna się robić ciekawie.
Kochani wiem.Nota słaba, ;( starałam się ale chyba coś mi nie wyszło.. Od jutra wracam do szkoły także ciężko będzie.. Może jutro lub w piątek dodam #rozdział 2 tu : sasusaku-ninja-life.blogspot.com więc czekajcie :)
Może trochę krótka, ale jutro mam poprawki z bierzmowania jest godzina .. *patrzy w telefon*
19:50 a mi się tak chcę spać.. ughh! Za napisanie tej notki zabierałam się dwa dni już. W końcu coś nabazgroliłam,ale czy się wam spodoba.. to już nie jestem taka pewna.
rozdział 2----- > 50 % .
Pozdrawiam was!! Buziaki!! :*
środa, 24 lutego 2016
Rozdział 7. 'Chodź,pokażę Ci jak bardzo chcę byś był'
Wpił się w moje malinowe usta.Tak cholernie mnie podniecał.Był moim ideałem,którego chciałam mieć całego tylko dla siebie.Z gracją zsuwał moje ramiączka sukienki z ramion.Opuszki palców penetrowały moje ciało wywołując falę grzesznego podniecenia.Nie robiłam nic złego.Jestem po prostu bez pamięci w nim zakochana.W tym cwaniaku - Sasuke.Stał się moim całym światem.Chcę z nim dzielić moje życie.Wpisał się w moje serce.Na zawsze w nim już będzie i jest tego świadom.Wiem jak bardzo czekał na tę noc.Nigdy nie naciskał na seks.Powiedział,że poczeka,aż będę gotowa.Ja długo z tym zwlekałam.Bałam się, spróbować czegoś nowego.Ale w pewnej chwili pomyślałam sobie..jeśli nie z nim, to z kim?W domu publicznym z pierwszym lepszym staruchem,z którym nic mnie nie łączy?Kochałam Sasuke,wiedziałam,że nie sprawi mi bólu i będzie delikatny.Przeczesywałam jego hebanowe włosy, podczas, gdy on zostawiał na mojej szyi czerwone zabarwienia.W doprowadzeniu kobiety do ostatniego stopnia rozkoszy, którą można osiągnąć był bezkonkurencyjny.Gdy pierwszy raz jego wargi zetknęły się z moimi wiedziałam,że już nigdy więcej nie chcę posmakować innych.Te jedne mi wystarczą.Będą moim lekarstwem na wszystkie smutki i złe dni. - Będzie nam cudownie,Sasuke. - szepnęłam mu do ucha, lekko przegryzając jego małżowinę uszną,co sprawiło,że jego ciało zadrżało.To wszystko było tak ekscytujące, podniecające..Czułam na moim ciele spływające kropelki potu.Było mi tak przyjemnie.Chciałabym zatrzymać upływający czas.Rozwalić ten zegarek.Lekko wbijałam paznokcie w jego plecy.Dominował nade mną.W końcu jest bardziej doświadczony.Puls wzrósł, a moje serce waliło,jakby miało zaraz wyskoczyć z klatki piersiowej.Moja dojrzałość seksualna, wraz z psychiczną dobiły zenitu.Byłam czuła na jego delikatny dotyk,który doprowadzał mnie do szaleństwa. - Jestem gotowa - wyszeptałam, czekając na jego kolejny ruch.
Gwałtownie się obudziłam.W pokoju było ciemno.Spojrzałam na zegarek..Czwarta dziesięć.Był to pierwszy raz,gdy przyśnił mi się Sasuke Uchiha.Ten sen był przyjemny.Gardziłam się za te myśli.Karciłam.Najchętniej wbiłabym sobie gwóźdź do głowy,by tylko o tym nie myśleć.Może..gdybym go pocałowała, wszystkie wspomnienia by powróciły.Nie miałam jednak tej pewności, a nie chcę go całować.Teraz nie łączy nas kompletnie nic, a dzieli nas wszystko.Jakby pomyśleć nigdy nie byłam w kimś zakochana.Cholernie broniłam się przed tym.Nie chciałam poznawać tego uczucia.Przywiązanie, jest złe prowadzi do wyniszczenia psychiki i sprawia,że stajemy się słabsi.Nigdy nie chciałam, by ktoś miał nade mną kontrolę.By miał pieprzoną świadomość,że może mnie skrzywdzić jednym łatwym ruchem, a nawet słowem.Czułabym się jak pionek, którym wszyscy pogrywają jak chcą.Zawsze grałam silną, niezależną dziewczynę.Jestem tym wszystkim już kompletnie zmęczona.Mam ochotę iść do klubu i przelizać się z pierwszym lepszym kolesiem.Mam dość myślenia nad tym co jest złe,a co dobre.Niech do cholery dzieję się co chce.Oddaje się w ręce mojej spontaniczności.Postanowiłam, że zadzwonię do Ten-ten i trochę się rozerwiemy.Był sygnał,potem drugi i trzeci.Bałam się, że znowu nie odbierze.
-Słucham? - słysząc jej zaspany głos chciało mi się śmiać.
-Co powiesz na mają imprezkę dziś?
-Sakura, jest czwarta w nocy.Dlaczego nie śpisz?Coś się stało?
Przewróciłam oczami, oglądając swoje paznokcie.Czy zawsze musi się coś dziać?
-Nie, wszystko jest w porządku.Potrzebuję rozrywki a nie chcę iść sama.. - byłam pewna,że te słowa na nią wpłyną.
-Ech, a Naruto?
-Daj spokój.Ty jesteś moją przyjaciółką,czy Naruto?Z tobą lepiej się bawię. - zaśmiałam się przypominając sobie sierpniową noc, kiedy to wylała colę na mój podkoszulek.Szłyśmy do H&M w stanikach.Ubrałam na siebie pierwszą lepszą bluzkę i szybko wybiegłyśmy ze sklepu.Ochroniarz nie miał zbytnio kondycji, bo po chwilowej pogoni za nami zaczął sapać.Upiekło się nam.
-Zapomniałaś, że jutro szkoła?
-Jesteś moją matką?
-Dobrze,ale to ostatni raz, kiedy idę z tobą na wagary.Nie chcesz chyba znowu zawalić roku?
-Zwariowałaś?To tylko jeden dzień.
-Chyba dwa.A kac we wtorek? -zaśmiała się.
-Nie daj się prosić.To tylko taka awaryjna sytuacja.Nie powtórzy się.
-Mam nadzieję.O dwudziestej pod twoim domem. - rozłączyła się.
Rzuciłam komórkę na łóżko.Nie mogłam się doczekać wieczoru.
*
Zakwitły już stokrotki i fioletowe krokusy.Ptaki świergotały i dawały o sobie znać.Niebieściutkie niebo, było dziś bezchmurne.Wszędzie było już czuć zapach skoszonej trawy.Noce są zupełnie cieplejsze niż zimą.Promienie słońca sprawiają, że aż wszystko się chcę.Rosa osadzała się na listkach zielonej trawy i rankiem można byłoby ją pomylić z lekkim śniegiem.
-Witaj,Karin. - usłyszałam jej głos.Szybko zerwałam się z leżaczka i pokazałam gestem ręki,by przysiadła się do mnie.Pomachałam jej na przywitanie.
-Witaj,Temari.
-Chciałaś pogadać.Rozumiem,że to było tak ważne,że nie mogłaś powiedzieć tego przez telefon?
-Słuchaj, mam problem.Jakby to powiedzieć..Wiesz..chyba nie kocham już Sasuke.
-Co?Nie dawno mówiłaś,że nie wyobrażasz sobie bez niego życia i ..
-Tak wiem co mówiłam!Nie przypominaj mi.Znasz mnie.Doskonale wiesz,że było to jednorazowe turnee.
-I co zamierzasz teraz zrobić? - Powiesz mu?
-Oszalałaś?! Załamie się.Czuję,że mnie kocha i brał naszą znajomość na poważnie.Nie mogę mu tego powiedzieć wprost.
-To zrób sobie z nim dzieci,weź z nim ślub i bądź do końca życia w jego kuchni.Rób mu jego ulubione tosty z dżemem.Spełniaj jego zachcianki seksualne.Sprzątaj jego skarpetki z podłogi.Rób pranie.Myj podłogi i poć się przy tym niesamowicie.
-Kpisz sobie.Chce się bawić, a nie być sprzątaczką.
-Więc musisz mu to powiedzieć.Czym prędzej tym lepiej.
-To nie takie łatwe..Jeszcze wczoraj oświadczyłam mu,że go na prawdę kocham..no i sama wiesz..
-To powiedz mu,że byłaś pijana. - zachichotała.
-Temari, to nie jest śmieszne.Po za tym mam już kogo innego na oku.
-To podobne do Ciebie.Co to za jaki przystojniak?
-Biznesmen.Cholernie bogaty i przystojny. - rozmarzyłam się.
-Musisz mi go przedstawić!Koniecznie!
-Jeszcze mi go ukradniesz.
-Daj spokój.Ja też mam kogoś na oku.
-Jak tam z Deidarom? - wlepiła wzrok w ścianę.
-Pracuję nad tym.
-Jasne,jasne.Temari czyżby ktoś dał ci kosza?
-Nie, no wiesz.On jest trudnym orzechem do zgryzienia po prostu.To wszystko.
-Hah, spoko.Skoro tak bardzo chcesz poznać mojego wybranka serca to chodź dzisiaj z nami na imprezę.
-Ja imprezy nigdy nie odmówię. - zaśmiała się.
-Super.O osiemnastej przyjedziemy po ciebie.
-Dobrze.Ja już muszę iść.Obiecałam Ino,że wstąpię z nią do Sex shopu.
-Do sex shopu?Po co?
-Poznała kogoś nowego i podobno lubi jak przebiera się za uczennice.
-Oh, Ino nigdy się nie zmieni. - roześmiałyśmy się. - To idź już.Nie lubi czekać.
-Masz rację.To do zobaczenia. - dała mi buziaka na pożegnanie i po chwili znikła spoza pola mojego widzenia.Tak się cieszę,że pozna Orochimaru.Jest na prawdę czarujący..Dobrze całuję.Ideał.
*
Wieczorem wraz z Tenten spotkałyśmy się pod moim domem.Przyjechała jak zwykle swoim czarnym jeepem,którego dostała od rodziców na szesnaste urodziny.Cóż, kto bogatym zabroni.Nie ma chyba jeszcze nawet prawa jazdy,ale fartem nikt jej jeszcze nie złapał.O dziewiętnastej stanęłyśmy już pod clubem.Gdy tylko przekroczyłam jego próg, oślepiło mnie światło reflektorów.Muzyka była tak głośna,że z trudem mogłam usłyszeć swoje własne myśli.Skierowałyśmy się do baru, porozumiewając się z Ten-Ten telepatycznie.Na szczęście rozumiałyśmy się bez słów.Obsłużył nas bardzo przystojny barman.W mgnieniu oka podał nam drinka z cytryną i colą.Moje ulubione połączenie.
Widać było,że impreza dopiero zaczyna się rozkręcać.Co chwilę ktoś wchodził.W końcu noc jest młoda.Każdej nocy jest tu mnóstwo nastolatków z Konohy.Jest to chyba jedyny club,gdzie wpuszczają nieletnich.Rzecz jasna ja mam znajomości mogłabym się wcisnąć gdzie chcę.Przeszkodą była Ten-Ten, która nie chciała nigdy imprezować nigdzie indziej.
Po godzinie rozdzieliłyśmy się..Ja tańczyłam na stole z dwojgiem blondynów.Tego wieczoru nie zwracałam nawet uwagę na ich twarz.Było mi wszystko jedno.Pragnęłam tylko zabawy.Nie obchodziły mnie nawet ich wągry na nosie, czy ropne wytryski.Po pięciu kieliszkach nigdy się tym nie przejmuję.Byle idiota jest dla mnie zajebisty.Poczułam ból w prawej dłoni.Jakiś kretyn złapał mnie za nadgarstek; straciłam równowagę.Myślałam,że zaraz wyląduje na ziemi i potłukę swoje jędrne pośladki.
Zdziwiłam się,gdy jednak tak się nie stało.Podniosłam swoje opuszczone powieki na mężczyznę,który trzymał mnie teraz w swoich ramionach.Znajome spojrzenie,twarz,oczy i postura.Sasuke.
-Powinnaś uważać .. - nie dane było mu dokończyć,bo szybko zatkałam mu usta swoimi .Jego zdziwienie wzmogło się do maksimum.Przeszedł mnie dreszcz.Jego wargi były takie zimne.Całowałam go tak zachłannie, jakby świat miał się jutro skończyć.Wahał się,ale po chwili oddawał pocałunki.Położył dłoń na pośladki.Lekko je ścisnął.Mruknęłam mu do ucha z rozkoszy, przegryzając jego małżowinę uszną.Bawiłam się jego gęstymi włosami.Sama nie wiedziałam co robię.Wiedziałam tylko,że jutro będę tego żałować.Nie przejmowałam się nawet tym,że całuję się z chodzącym trupem.Z krwiopijcą.Który w każdej chwili może wbić we mnie swoje kły.Dziwne,ale nie bałam się.Ufałam mu.Nie wiedziałam tylko jaką ma naturę,czy ma tyle siły,by się zahamować w odpowiednim momencie.Czułam,że łączy nas jakaś niewidzialna nić.Zawiesiłam ręce na jego szyi.Całował tak zachłannie,że ledwo mogłam złapać oddech.Zapomniałam na te jedną chwilę o bożym świecie.
Poczułam ból w klatce piersiowej.Oberwałam pięścią w brzuch.Odleciałam na pól metra wpadając na jakąś dziewczynę.Rzuciła pod moim adresem wiele obelg,których i tak nie byłam wstanie usłyszeć.Uniosłam swój wzrok; zobaczyłam Karin.Pociągła go ze sobą i skierowała się ku wyjściu.Co ona sobie wyobraża?!Poszłam za nimi popychając przypadkowych ludzi.
-Ty dupku!A ja ci ufałam,kochałam cię!Wiedziałam,że dalej coś do niej czujesz! - nawet z kilometra mogłabym usłyszeć jej wrzaski.Co jest grane?Czy oni są razem?
-Kochanie, daj spokój.Nic się nie stało.Jak zwykle dramatyzujesz.
-Ja dramatyzuje?! Całowałeś się z nią!Co ci się w niej podoba?!Powiedz! - dźgnęła go palcem w klatę.
-Pierwsza mnie pocałowała; chciałem się oderwać,gdy przyszłaś ty.Nic między nami nie zaszło.
-Co ty bredzisz? - wtrąciłam się. -Chciałeś się ze mną przespać! - chciałam jeszcze bardziej ją wkurzyć i wyprowadzić z równowagi.W jej oczach pojawiła się czysta nienawiść.
-Ty szmato! - popchnęła mnie.Na szczęście Ten-Ten pojawiła w odpowiedniej chwili i złapała mnie.
-Sakura, co się dzieje? - zapytała. -Karin uspokój się.
-Popamiętasz mnie jeszcze głupia ździro.Będziesz mnie błagała o litość.Może zrozumiesz,że zajętych chłopaków się nie dotyka.
-I kto tu kogo nazywa ździrą! - krzyknęła Ten-Ten.Byłam jej na prawdę wdzięczna.Alkohol zaczął uderzać mi do głowy.Puls wzrósł, a adrenalina zawładnęła moim całym ciałem.Straciłam nad sobą panowanie.
-Jeszcze raz nazwiesz mnie szmatą! - odwinęłam się po czym uderzyłam ją z całej siły w twarz.Zgięła się w pół, a na ziemie zacięły lecieć krople krwi.
-Złamałaś mi nos!Zabiję cię! - Sasuke ją powstrzymał. -Już dość. - przerwał nam.
-Sakura chodź idziemy do auta. - nie chciałam odchodzić.Chciałam ją załatwić.Ten-Ten siłą zaciągła mnie do samochodu.Zmrużyłam oczy kładząc się na tylnym siedzeniu.Zaczął boleć mnie brzuch.Myślałam,że zwymiotuję.
-Co w ciebie wstąpiło?! - spoliczkowała mnie.
-Nie broń jej. - warknęłam.
-Nie mam takiego zamiaru.Tylko powiedz mi co się wydarzyło w ciągu dwudziestu minut,gdy spuściłam się cię z oka.
-Nie wiem...Otworzyłam szybko okno; zwróciłam ostatnie kilka drinków.Ten-Ten szybko złapała mnie za włosy.Byłam jej na prawdę bardzo wdzięczna.
-Ile wypiłaś do cholery?
-Nie dużo.Na prawdę..
-Zachowujesz się jakbyś była na prochach.. - Zaraz, chwila! - olśniło ją. - Czy ktoś proponował ci drinka?
-Taki jeden blondyn przy barze, ale on był na prawdę bardzo miły.Zapłacił nawet!
-Jaka ty jesteś głupia,Sakura. - złapała się za głowę, przeczesując swoje brązowe włosy.
-Ten-Ten jest mi strasznie duszno..
-Odwiozę cię do domu.
Otrzepała swoje kolana z kurzu i schowała kluczyki do kieszeni.
-Ej!Co z nią?! - nie wiedziałam już,czy to moje myśli czy na prawdę ktoś się o mnie martwi.Kręciło mi się w głowie.Widziałam tylko jakieś zawijasy i ciemność.Niesamowicie huczało mi w głowie.Temperatura chyba wzrosła do 39 stopni.Zmrużyłam oczy nie zwlekając dłużej.
-Łykła jakieś prochy. - skrzyżowała ręce na piersiach. - Głupia!
-Kto jej dał?
-Ja mam wiedzieć?Myślałam,że to ty z nią byłeś.
-Wiesz my tylko wpadliśmy na siebie przypadkiem..
-Kiepsko kłamiesz. - posłała mu jeden ze swoich ironicznych uśmieszków.
Wsiadła szybkim krokiem do samochodu i nacisnęła na hamulec.Poczułam tylko powiew chłodny powiew wiatru na moim policzku.
Otworzyłam oczy.Dopiero po chwili zauważyłam,że nie jestem w swoim pokoju.Po prawej stronie stała mała biała szafeczka,a po lewej kroplówka podłączona do mojej żyły.Nie wiedziałam co się stało.Pamiętam tylko,że poszłam z Ten-Ten do clubu,a potem..pustka.Nicość.Teraz wiem jak muszą się czuć osoby, które mają amnezje.Nie wiedzą nawet kim są.Ja mam nad nimi przewagę bynajmniej wiem jak się nazywam.Ale co tu robię?Dobre pytanie.
Przez szklane drzwi widziałam tylko chodzących w pośpiechu lekarzy.Znów się doigrałaś,Sakuro.Czy ja na prawdę muszę zawsze wpakować się w jakieś tarapaty?Wydaję mi się,że w dzieciństwie podpisałam pakt z diabłem.
Cały pokój jest ogarnięty ciemnością.Leje jak z cebra.Ciemne chmury pokryły całe niebo.W pewnym momencie można było nawet zauważyć grad.
-Sakuro!Moje dziecko! - przeniosłam wzrok na Anke.Przytuliła mnie,ale tak delikatnie, jakby bała się,że zaraz mi coś uszkodzi. - Jak się czujesz?
-A jak się powinnam czuć?
-Nie wiem jak się czują ludzie po wypadku.
-Jakim wypadku?!
-Więc jednak nie pamiętasz? Ech..
-Jakbym pamiętała,to bym nie pytała.
-Jechałyście wczoraj z Ten-Ten samochodem przez las.Policjanci sami dokładnie nie wiedzą co się stało,ale przypuszczają,że ktoś wskoczył na wasz samochód.Ten-Ten straciła koncentrację i puściła kierownicę.Spadłyście do rowu...
-Jak to?Gdzie jest Ten-Ten?!
-W śpiączce.Jest w bardziej krytycznym stanie niż ty.
-Jakim do cholery cudem?Spadłyśmy razem!
-Szukają właśnie wyjaśnień...
-To moja wina.Ciociu,przepraszam.Zachowuję się jak dziecko, w ogóle nie myślę o innych tylko wyłącznie o sobie.
-Każdemu się zdarza. - ciepło się uśmiechnęła.
-Nie prawda!Jestem głupia!Tak cholernie głupia!
-Nie mów tak więcej. - złapała mnie mocno i przytuliła do piersi.
-Gdyby nie mój głupi pomysł z imprezą...Ten-Ten nie walczyła by o życie!
-Możemy gdybać.
-Ciociu,chcę być sama.Proszę.. - głos mi się załamał, a po policzkach zaczęły lecieć słone łzy.
-Rozumiem, wpadnę wieczorem. - za nim wyszła ucałowała mnie w czoło.Znowu poczułam się jak mała dziewczynka,która nie mogła zapamiętać ile ma lat.
Mam nadzieję,że się podoba :) Ostatnio nie mam weny, więc nie wiem dokładnie kiedy pojawi się 8 rozdział.Całą wenę,którą miałam wczoraj już wykorzystałam.A wiadomo,że lepiej nie pisać nic niż pisać byle co i byle jak.
Pozdrawiam
Gwałtownie się obudziłam.W pokoju było ciemno.Spojrzałam na zegarek..Czwarta dziesięć.Był to pierwszy raz,gdy przyśnił mi się Sasuke Uchiha.Ten sen był przyjemny.Gardziłam się za te myśli.Karciłam.Najchętniej wbiłabym sobie gwóźdź do głowy,by tylko o tym nie myśleć.Może..gdybym go pocałowała, wszystkie wspomnienia by powróciły.Nie miałam jednak tej pewności, a nie chcę go całować.Teraz nie łączy nas kompletnie nic, a dzieli nas wszystko.Jakby pomyśleć nigdy nie byłam w kimś zakochana.Cholernie broniłam się przed tym.Nie chciałam poznawać tego uczucia.Przywiązanie, jest złe prowadzi do wyniszczenia psychiki i sprawia,że stajemy się słabsi.Nigdy nie chciałam, by ktoś miał nade mną kontrolę.By miał pieprzoną świadomość,że może mnie skrzywdzić jednym łatwym ruchem, a nawet słowem.Czułabym się jak pionek, którym wszyscy pogrywają jak chcą.Zawsze grałam silną, niezależną dziewczynę.Jestem tym wszystkim już kompletnie zmęczona.Mam ochotę iść do klubu i przelizać się z pierwszym lepszym kolesiem.Mam dość myślenia nad tym co jest złe,a co dobre.Niech do cholery dzieję się co chce.Oddaje się w ręce mojej spontaniczności.Postanowiłam, że zadzwonię do Ten-ten i trochę się rozerwiemy.Był sygnał,potem drugi i trzeci.Bałam się, że znowu nie odbierze.
-Słucham? - słysząc jej zaspany głos chciało mi się śmiać.
-Co powiesz na mają imprezkę dziś?
-Sakura, jest czwarta w nocy.Dlaczego nie śpisz?Coś się stało?
Przewróciłam oczami, oglądając swoje paznokcie.Czy zawsze musi się coś dziać?
-Nie, wszystko jest w porządku.Potrzebuję rozrywki a nie chcę iść sama.. - byłam pewna,że te słowa na nią wpłyną.
-Ech, a Naruto?
-Daj spokój.Ty jesteś moją przyjaciółką,czy Naruto?Z tobą lepiej się bawię. - zaśmiałam się przypominając sobie sierpniową noc, kiedy to wylała colę na mój podkoszulek.Szłyśmy do H&M w stanikach.Ubrałam na siebie pierwszą lepszą bluzkę i szybko wybiegłyśmy ze sklepu.Ochroniarz nie miał zbytnio kondycji, bo po chwilowej pogoni za nami zaczął sapać.Upiekło się nam.
-Zapomniałaś, że jutro szkoła?
-Jesteś moją matką?
-Dobrze,ale to ostatni raz, kiedy idę z tobą na wagary.Nie chcesz chyba znowu zawalić roku?
-Zwariowałaś?To tylko jeden dzień.
-Chyba dwa.A kac we wtorek? -zaśmiała się.
-Nie daj się prosić.To tylko taka awaryjna sytuacja.Nie powtórzy się.
-Mam nadzieję.O dwudziestej pod twoim domem. - rozłączyła się.
Rzuciłam komórkę na łóżko.Nie mogłam się doczekać wieczoru.
*
Zakwitły już stokrotki i fioletowe krokusy.Ptaki świergotały i dawały o sobie znać.Niebieściutkie niebo, było dziś bezchmurne.Wszędzie było już czuć zapach skoszonej trawy.Noce są zupełnie cieplejsze niż zimą.Promienie słońca sprawiają, że aż wszystko się chcę.Rosa osadzała się na listkach zielonej trawy i rankiem można byłoby ją pomylić z lekkim śniegiem.
-Witaj,Karin. - usłyszałam jej głos.Szybko zerwałam się z leżaczka i pokazałam gestem ręki,by przysiadła się do mnie.Pomachałam jej na przywitanie.
-Witaj,Temari.
-Chciałaś pogadać.Rozumiem,że to było tak ważne,że nie mogłaś powiedzieć tego przez telefon?
-Słuchaj, mam problem.Jakby to powiedzieć..Wiesz..chyba nie kocham już Sasuke.
-Co?Nie dawno mówiłaś,że nie wyobrażasz sobie bez niego życia i ..
-Tak wiem co mówiłam!Nie przypominaj mi.Znasz mnie.Doskonale wiesz,że było to jednorazowe turnee.
-I co zamierzasz teraz zrobić? - Powiesz mu?
-Oszalałaś?! Załamie się.Czuję,że mnie kocha i brał naszą znajomość na poważnie.Nie mogę mu tego powiedzieć wprost.
-To zrób sobie z nim dzieci,weź z nim ślub i bądź do końca życia w jego kuchni.Rób mu jego ulubione tosty z dżemem.Spełniaj jego zachcianki seksualne.Sprzątaj jego skarpetki z podłogi.Rób pranie.Myj podłogi i poć się przy tym niesamowicie.
-Kpisz sobie.Chce się bawić, a nie być sprzątaczką.
-Więc musisz mu to powiedzieć.Czym prędzej tym lepiej.
-To nie takie łatwe..Jeszcze wczoraj oświadczyłam mu,że go na prawdę kocham..no i sama wiesz..
-To powiedz mu,że byłaś pijana. - zachichotała.
-Temari, to nie jest śmieszne.Po za tym mam już kogo innego na oku.
-To podobne do Ciebie.Co to za jaki przystojniak?
-Biznesmen.Cholernie bogaty i przystojny. - rozmarzyłam się.
-Musisz mi go przedstawić!Koniecznie!
-Jeszcze mi go ukradniesz.
-Daj spokój.Ja też mam kogoś na oku.
-Jak tam z Deidarom? - wlepiła wzrok w ścianę.
-Pracuję nad tym.
-Jasne,jasne.Temari czyżby ktoś dał ci kosza?
-Nie, no wiesz.On jest trudnym orzechem do zgryzienia po prostu.To wszystko.
-Hah, spoko.Skoro tak bardzo chcesz poznać mojego wybranka serca to chodź dzisiaj z nami na imprezę.
-Ja imprezy nigdy nie odmówię. - zaśmiała się.
-Super.O osiemnastej przyjedziemy po ciebie.
-Dobrze.Ja już muszę iść.Obiecałam Ino,że wstąpię z nią do Sex shopu.
-Do sex shopu?Po co?
-Poznała kogoś nowego i podobno lubi jak przebiera się za uczennice.
-Oh, Ino nigdy się nie zmieni. - roześmiałyśmy się. - To idź już.Nie lubi czekać.
-Masz rację.To do zobaczenia. - dała mi buziaka na pożegnanie i po chwili znikła spoza pola mojego widzenia.Tak się cieszę,że pozna Orochimaru.Jest na prawdę czarujący..Dobrze całuję.Ideał.
*
Wieczorem wraz z Tenten spotkałyśmy się pod moim domem.Przyjechała jak zwykle swoim czarnym jeepem,którego dostała od rodziców na szesnaste urodziny.Cóż, kto bogatym zabroni.Nie ma chyba jeszcze nawet prawa jazdy,ale fartem nikt jej jeszcze nie złapał.O dziewiętnastej stanęłyśmy już pod clubem.Gdy tylko przekroczyłam jego próg, oślepiło mnie światło reflektorów.Muzyka była tak głośna,że z trudem mogłam usłyszeć swoje własne myśli.Skierowałyśmy się do baru, porozumiewając się z Ten-Ten telepatycznie.Na szczęście rozumiałyśmy się bez słów.Obsłużył nas bardzo przystojny barman.W mgnieniu oka podał nam drinka z cytryną i colą.Moje ulubione połączenie.
Widać było,że impreza dopiero zaczyna się rozkręcać.Co chwilę ktoś wchodził.W końcu noc jest młoda.Każdej nocy jest tu mnóstwo nastolatków z Konohy.Jest to chyba jedyny club,gdzie wpuszczają nieletnich.Rzecz jasna ja mam znajomości mogłabym się wcisnąć gdzie chcę.Przeszkodą była Ten-Ten, która nie chciała nigdy imprezować nigdzie indziej.
Po godzinie rozdzieliłyśmy się..Ja tańczyłam na stole z dwojgiem blondynów.Tego wieczoru nie zwracałam nawet uwagę na ich twarz.Było mi wszystko jedno.Pragnęłam tylko zabawy.Nie obchodziły mnie nawet ich wągry na nosie, czy ropne wytryski.Po pięciu kieliszkach nigdy się tym nie przejmuję.Byle idiota jest dla mnie zajebisty.Poczułam ból w prawej dłoni.Jakiś kretyn złapał mnie za nadgarstek; straciłam równowagę.Myślałam,że zaraz wyląduje na ziemi i potłukę swoje jędrne pośladki.
Zdziwiłam się,gdy jednak tak się nie stało.Podniosłam swoje opuszczone powieki na mężczyznę,który trzymał mnie teraz w swoich ramionach.Znajome spojrzenie,twarz,oczy i postura.Sasuke.
-Powinnaś uważać .. - nie dane było mu dokończyć,bo szybko zatkałam mu usta swoimi .Jego zdziwienie wzmogło się do maksimum.Przeszedł mnie dreszcz.Jego wargi były takie zimne.Całowałam go tak zachłannie, jakby świat miał się jutro skończyć.Wahał się,ale po chwili oddawał pocałunki.Położył dłoń na pośladki.Lekko je ścisnął.Mruknęłam mu do ucha z rozkoszy, przegryzając jego małżowinę uszną.Bawiłam się jego gęstymi włosami.Sama nie wiedziałam co robię.Wiedziałam tylko,że jutro będę tego żałować.Nie przejmowałam się nawet tym,że całuję się z chodzącym trupem.Z krwiopijcą.Który w każdej chwili może wbić we mnie swoje kły.Dziwne,ale nie bałam się.Ufałam mu.Nie wiedziałam tylko jaką ma naturę,czy ma tyle siły,by się zahamować w odpowiednim momencie.Czułam,że łączy nas jakaś niewidzialna nić.Zawiesiłam ręce na jego szyi.Całował tak zachłannie,że ledwo mogłam złapać oddech.Zapomniałam na te jedną chwilę o bożym świecie.
Poczułam ból w klatce piersiowej.Oberwałam pięścią w brzuch.Odleciałam na pól metra wpadając na jakąś dziewczynę.Rzuciła pod moim adresem wiele obelg,których i tak nie byłam wstanie usłyszeć.Uniosłam swój wzrok; zobaczyłam Karin.Pociągła go ze sobą i skierowała się ku wyjściu.Co ona sobie wyobraża?!Poszłam za nimi popychając przypadkowych ludzi.
-Ty dupku!A ja ci ufałam,kochałam cię!Wiedziałam,że dalej coś do niej czujesz! - nawet z kilometra mogłabym usłyszeć jej wrzaski.Co jest grane?Czy oni są razem?
-Kochanie, daj spokój.Nic się nie stało.Jak zwykle dramatyzujesz.
-Ja dramatyzuje?! Całowałeś się z nią!Co ci się w niej podoba?!Powiedz! - dźgnęła go palcem w klatę.
-Pierwsza mnie pocałowała; chciałem się oderwać,gdy przyszłaś ty.Nic między nami nie zaszło.
-Co ty bredzisz? - wtrąciłam się. -Chciałeś się ze mną przespać! - chciałam jeszcze bardziej ją wkurzyć i wyprowadzić z równowagi.W jej oczach pojawiła się czysta nienawiść.
-Ty szmato! - popchnęła mnie.Na szczęście Ten-Ten pojawiła w odpowiedniej chwili i złapała mnie.
-Sakura, co się dzieje? - zapytała. -Karin uspokój się.
-Popamiętasz mnie jeszcze głupia ździro.Będziesz mnie błagała o litość.Może zrozumiesz,że zajętych chłopaków się nie dotyka.
-I kto tu kogo nazywa ździrą! - krzyknęła Ten-Ten.Byłam jej na prawdę wdzięczna.Alkohol zaczął uderzać mi do głowy.Puls wzrósł, a adrenalina zawładnęła moim całym ciałem.Straciłam nad sobą panowanie.
-Jeszcze raz nazwiesz mnie szmatą! - odwinęłam się po czym uderzyłam ją z całej siły w twarz.Zgięła się w pół, a na ziemie zacięły lecieć krople krwi.
-Złamałaś mi nos!Zabiję cię! - Sasuke ją powstrzymał. -Już dość. - przerwał nam.
-Sakura chodź idziemy do auta. - nie chciałam odchodzić.Chciałam ją załatwić.Ten-Ten siłą zaciągła mnie do samochodu.Zmrużyłam oczy kładząc się na tylnym siedzeniu.Zaczął boleć mnie brzuch.Myślałam,że zwymiotuję.
-Co w ciebie wstąpiło?! - spoliczkowała mnie.
-Nie broń jej. - warknęłam.
-Nie mam takiego zamiaru.Tylko powiedz mi co się wydarzyło w ciągu dwudziestu minut,gdy spuściłam się cię z oka.
-Nie wiem...Otworzyłam szybko okno; zwróciłam ostatnie kilka drinków.Ten-Ten szybko złapała mnie za włosy.Byłam jej na prawdę bardzo wdzięczna.
-Ile wypiłaś do cholery?
-Nie dużo.Na prawdę..
-Zachowujesz się jakbyś była na prochach.. - Zaraz, chwila! - olśniło ją. - Czy ktoś proponował ci drinka?
-Taki jeden blondyn przy barze, ale on był na prawdę bardzo miły.Zapłacił nawet!
-Jaka ty jesteś głupia,Sakura. - złapała się za głowę, przeczesując swoje brązowe włosy.
-Ten-Ten jest mi strasznie duszno..
-Odwiozę cię do domu.
Otrzepała swoje kolana z kurzu i schowała kluczyki do kieszeni.
-Ej!Co z nią?! - nie wiedziałam już,czy to moje myśli czy na prawdę ktoś się o mnie martwi.Kręciło mi się w głowie.Widziałam tylko jakieś zawijasy i ciemność.Niesamowicie huczało mi w głowie.Temperatura chyba wzrosła do 39 stopni.Zmrużyłam oczy nie zwlekając dłużej.
-Łykła jakieś prochy. - skrzyżowała ręce na piersiach. - Głupia!
-Kto jej dał?
-Ja mam wiedzieć?Myślałam,że to ty z nią byłeś.
-Wiesz my tylko wpadliśmy na siebie przypadkiem..
-Kiepsko kłamiesz. - posłała mu jeden ze swoich ironicznych uśmieszków.
Wsiadła szybkim krokiem do samochodu i nacisnęła na hamulec.Poczułam tylko powiew chłodny powiew wiatru na moim policzku.
Otworzyłam oczy.Dopiero po chwili zauważyłam,że nie jestem w swoim pokoju.Po prawej stronie stała mała biała szafeczka,a po lewej kroplówka podłączona do mojej żyły.Nie wiedziałam co się stało.Pamiętam tylko,że poszłam z Ten-Ten do clubu,a potem..pustka.Nicość.Teraz wiem jak muszą się czuć osoby, które mają amnezje.Nie wiedzą nawet kim są.Ja mam nad nimi przewagę bynajmniej wiem jak się nazywam.Ale co tu robię?Dobre pytanie.
Przez szklane drzwi widziałam tylko chodzących w pośpiechu lekarzy.Znów się doigrałaś,Sakuro.Czy ja na prawdę muszę zawsze wpakować się w jakieś tarapaty?Wydaję mi się,że w dzieciństwie podpisałam pakt z diabłem.
Cały pokój jest ogarnięty ciemnością.Leje jak z cebra.Ciemne chmury pokryły całe niebo.W pewnym momencie można było nawet zauważyć grad.
-Sakuro!Moje dziecko! - przeniosłam wzrok na Anke.Przytuliła mnie,ale tak delikatnie, jakby bała się,że zaraz mi coś uszkodzi. - Jak się czujesz?
-A jak się powinnam czuć?
-Nie wiem jak się czują ludzie po wypadku.
-Jakim wypadku?!
-Więc jednak nie pamiętasz? Ech..
-Jakbym pamiętała,to bym nie pytała.
-Jechałyście wczoraj z Ten-Ten samochodem przez las.Policjanci sami dokładnie nie wiedzą co się stało,ale przypuszczają,że ktoś wskoczył na wasz samochód.Ten-Ten straciła koncentrację i puściła kierownicę.Spadłyście do rowu...
-Jak to?Gdzie jest Ten-Ten?!
-W śpiączce.Jest w bardziej krytycznym stanie niż ty.
-Jakim do cholery cudem?Spadłyśmy razem!
-Szukają właśnie wyjaśnień...
-To moja wina.Ciociu,przepraszam.Zachowuję się jak dziecko, w ogóle nie myślę o innych tylko wyłącznie o sobie.
-Każdemu się zdarza. - ciepło się uśmiechnęła.
-Nie prawda!Jestem głupia!Tak cholernie głupia!
-Nie mów tak więcej. - złapała mnie mocno i przytuliła do piersi.
-Gdyby nie mój głupi pomysł z imprezą...Ten-Ten nie walczyła by o życie!
-Możemy gdybać.
-Ciociu,chcę być sama.Proszę.. - głos mi się załamał, a po policzkach zaczęły lecieć słone łzy.
-Rozumiem, wpadnę wieczorem. - za nim wyszła ucałowała mnie w czoło.Znowu poczułam się jak mała dziewczynka,która nie mogła zapamiętać ile ma lat.
Mam nadzieję,że się podoba :) Ostatnio nie mam weny, więc nie wiem dokładnie kiedy pojawi się 8 rozdział.Całą wenę,którą miałam wczoraj już wykorzystałam.A wiadomo,że lepiej nie pisać nic niż pisać byle co i byle jak.
Pozdrawiam
niedziela, 21 lutego 2016
Rozdział 6.
-Musimy pogadać,Uchiha, - poczułam na sobie jego obojętny wzrok.Patrzałam teraz prosto w jego czarne tęczówki ogarnięte nicością.
-Cieszę się,że też tak sądzisz. Mamy całą noc.
-Chyba żartujesz?! Nie mam zamiaru siedzieć i pieprzyć z tobą o głupotach.Powiem tylko raz.. - w niesamowicie szybkim tempie stanął obok mnie.Czułam na swojej szyi, jego chłodny oddech.Podniecał mnie.
-Sądzisz, iż rzeczy,które zagrażają twojemu życiu są głupotą? - parsknął.
-Nie wiem,dlaczego cię to interesuję.. - złapał mnie za ramię.
-Dlatego chcę z tobą porozmawiać.
-Więc mów. - byłam stanowcza.Nie chciałam słuchać owijania w bawełnę.Chcę prawdy; tu i teraz.Nawet jeśli miałaby mnie rozerwać na strzępy.
-Nie wiem od czego zacząć..
-Najlepiej od początku.
-Wiem,że mi nie uwierzysz, ale odczuwam potrzebę chronienia cię.Mój brat chcę ciebie wraz z Naruto porwać i przyjąć do Akatsuki.Jesteście mu potrzebni.Chce was wykorzystać do swoich niecnych celów.
-Chwila..Ty masz brata? I co to Akatsuki?
-Nie przepadamy za sobą; nie palamy do siebie miłością.Byłby pewnie w stanie zabić mnie z zimną krwią,gdyby mógł.Akatsuki,to niezwykle niebezpieczna organizacja,którą założył mój brat.Chcą zająć wszystkie miasta i rządzić krajem.Dlatego jesteście mu potrzebni.Ty jesteś wspaniałym medykiem,a po śmierci jego medyka - Kabuto, nie pozostał mu żaden.Naruto,to najsilniejszy ninja w Konoha.Sama wiesz.
-Nie bierzesz siebie pod uwagę?
-To już zupełnie inna historia,która jest teraz nie istotna.Musisz mi zaufać.
-Niby z jakiego powodu?! Może jesteś teraz czymś naćpany i bredzisz od rzeczy?
-Ponieważ twoja matka chcę się z tobą zobaczyć.
-Nie pierdol! - krzyknęłam. - Ona nie żyje! Nie obchodzi mnie co bierzesz.Pieprzone tabletki,czy LSD.Zostaw mnie w spokoju,demonie!Jesteś popieprzony! - zakryłam twarz dłońmi i zsunęłam się na podłogę.Przysunęłam kolana do siebie i oplotłam je ramionami.
-Myślisz,że sobie to wymyślam?A jednak.Twoja matka żyję.Jej śmierć była upozorowana z ważnego powodu.Anke to jej siostra; jest twoją ciocią.Mebuki chciała,byś myślała,że nie żyję.
-Czyli przez całe życie jestem okłamywana.. - głos załamał mi się,a na moje policzki nie pytając o zgodę zleciały łzy.
-Sakura,jesteś na prawdę w niebezpieczeństwie.Masz ukryte zdolności.Potrafisz przewidywać przyszłość.Jesteś...banshee. - podniosłam wzrok z powrotem na bruneta.
-Potrafisz rozmawiać z osobami z zaświatów.Podobno jeśli ktoś spojrzy w twoje oczy,gdy jesteś pod jej wpływem może umrzeć ze strachu.Jesteś jakby..aniołem śmierci.Potrafisz też przewidzieć czyjąś śmierć.
-Powiedz mi proszę..że to sen.Ja nie chcę.Ja chce żyć normalnie!
-Nosząc nazwisko Haruno nigdy nie byłaś normalna.
-Masz papierosy? - zdziwił się.Mówi mi teraz takie rzeczy,a ja po prostu mam to w dupie.
-Nie palę.
-Mam chyba ostatniego w kurtce. - podeszłam do szafy,szybko przeszukując kurtkę.Na szczęście jedna została na czarną godzinę.Oparłam się o ścianę,zapalając szluga.Wzięłam jak najmocniejszego bucha na płuca,by zatruć w sobie wszystkie te mieszane uczucia.Samotna łza toczyła się po moim siarczystym policzku.
-A ty o czym chciałaś ze mną porozmawiać?
-Boisz się krwi..jesteś szybki - zaciągnęłam się fajką - Kim ty jesteś do cholery?
Zaśmiał się.
-Co cię tak bawi?! - wrzasnęłam.
Ku moim oczom pojawiły się białe jak śnieg kły.Przeraziłam się.Dopiero po chwili spostrzegłam,że żar spadł mi na bluzkę wypalając dziurę.
-Teraz mi wierzysz? - odparł.
-Wynoś się. - jego oczy wyszły na wierzch. - Nie słyszysz co mówię?!Spierdalaj,Sasuke.
Spojrzał na mnie bezlitośnie, karcąc mnie wzrokiem.Szybkim krokiem podszedł do okna i w mgnieniu oka zniknął.Zgasiłam peta i położyłam się na łóżku.Czułem się perfidnie oszukana.Nie ma usprawiedliwienia na to wszystko.Czemu Anke mi nie powiedziała?Czy oni wszyscy graja w jakąś pieprzoną grę?!Nie raz słyszałam od chłopaków z młodszych klas,że Sasuke sprzedał im kwas.Myślałam,że to bujdy.Ale ten chłopak na prawdę zachowuje się cały czas jakby był czymś odurzony.Nie wiedziałam sama co mam myśleć.Muszę odsapnąć, wtedy odezwę się do niego.
*
Zdenerwowała mnie nie na żarty.Jeszcze chwilę,a nauczyłbym ją pokory.Martwię się o nią,a ona tego nie rozumie.Hm.. chociaż gdyby ktoś mi powiedział takie rzeczy poczułbym się jak śmieć, oszukiwany całe życie.W sumie to ją rozumiem.Od wieków nie widziałem swojej rodziny.Mieszkają na drugim końcu świata, nie wiedząc o moim istnieniu.Myślą,że nie przeżyłem.Kilka setek lat temu w moim kraju wybuchła wojna domowa.Moja matka Mikoto przekazała mnie w ręce babki Tsunade,która opiekowała się mną do moich dwunastych urodzin.Później zamieszkałem z bratem, a Tsunade odeszła.Zachorowała na rzadką chorobę; nikt nie widział jak jej pomóc.W wieku ośmiu lat stałem się wampirem.Nikt nie pytał mnie o zdanie.Moja mama chciała mnie od tego uchronić.Wystarczy,że wszyscy z naszego klanu są pijawkami.Głupia babcia Tsunade pomyliła zaklęcia,gdy bawiłem się w ogrodzie.Przez przypadek kwasek wylał się na mnie.Przez swoją wadę wzroku pomyliła probówki.I o to jestem ja.Czekałem na Sakurę bardzo długo.Jednak nie wiąże z nią przyszłości.Mam już swoją miłość, która mi w zupełności wystarcza.Czasem mam chwile słabości,że pragnę jej ust i krwi.Ciągle wmawiam sobie,że to tylko chwilowe.
-Byłem z Sasorim w mieście. - odrzekłem w kierunku Karin leżącej na łóżku.W pośpiechu zdjąłem koszulę, co spowodowało,że Karin ponownie mogła rozkoszować się widokiem mojej umięśnionej klaty.
-Nie kłam.Widziałam was. - obróciła się na drugi bok.Jej włosy rozwiewał chłodny wiaterek, będący skutkiem nie zamkniętego okna.
-Powiedziałem jej prawdę.To wszystko. - położyłem się obok niej tym samym chwytając ją za ramię i obracając w swoją stronę.
-Wiem,że miałeś z nią kiedyś romans i kochaliście się.Ale ona nawet tego nie pamięta.
-Jestem tego świadom.To dla mnie już nie ma znaczenia.Teraz mam ciebie, i to z tobą chce mieć trójkę dzieci i psa.
-Na prawdę? - jej kąciki ust uniosły się ku górze. - To może zaczniemy już? - jej igraszne myśli stały się moimi myślami.
*
-Wstawaj!Spóźnisz się do szkoły,do cholery! - Anke tarmosiła mnie za włosy.Nie miałam ochoty patrzeć na jej twarz,a co dopiero pojawiać się w szkole.Nie mogła mnie do niczego zmusić.
-Nigdzie nie idę. - warknęłam krzywiąc się.
-Owszem idziesz! - wyszarpała mi z rąk kołdrę.Zawiało chłodem.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić, ciociu.A raczej zakłamana suko.
-Jak śmiesz! - dostałam w łeb.Patrzyła na swoją dłoń.. - Sakura,przepraszam.
-Prawda boli? Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Więc już wszystko wiesz.Ustaliłam z Mebuki,że tak będzie lepiej,
-Dla kogo?! Dla niej ?!
-Zrozum, chciała cię chronić.Chciała ci zapewnić normalne życie.
-I tak było! Nagle zjawia się zadufany w sobie czarnooki dupek i wszystko mi niszczy!Nienawidzę go tego cholernego.. brak mi słów!
-Ubogie masz słownictwo.Posłuchaj mnie, Sakura.Kiedyś setki lat temu już raz kiedyś żyłaś, jako znana Banshee.Byłaś najbardziej znaną kobietą w mieście.Twoim chłopakiem.. był właśnie Sasuke.Kochaliście się, byliście zgodną parą.W walentynki 1650 roku oświadczył ci się.Byłaś wtedy bardzo szczęśliwa.. - podrapała się po głowie. -Gdy Itachi dowiedział się, o tym zapragnął mieć twoje zdolności tylko dla siebie.Nie chciał się tobą dzielić.Uwodziłaś go.Za nim poznałaś Sasuke, byłaś właśnie z nim.Z czasem,gdy pokochałaś młodszego Uchihe,porzuciłaś Itachego jak psa.Stał się bezdomny i słaby, bez ciebie.Obiecywał ci że się zemści.Porwał cię i wyczyścił ci całkowicie pamięć.Wrzucił cię w czarną dziurę, po czym pojawiła się nowa ty.Różnisz się od tamtej Sakury.Bardziej pewna siebie i wybuchowa.
-Co?Ja i Uchiha..jeden i drugi..To niedorzeczne!Nie wierzę w żadne twoje słowo.
-Dowiedzieliśmy się,że Itachi znów ma na ciebie chrapkę.Chcę odbudować wasze relacje i poślubić cię.
Zadrżałam.Czy ja śnię?Czy moje życie już nigdy nie będzie normalne?W jednej chwili całe życie mi się posypało.Wszystko, doszczętnie wszystko,co kochałam okazało się jednym wielkim złudzeniem
-A mówiłaś coś o moich zdolnościach.. Jak mam nauczyć się ich używać?
-Tego nie wiem,Sakura.Sama musisz się dowiedzieć.
-A co z Naruto..
-On był kiedyś podwładnym Itachiego,a Hinata jego żoną.W rzeczywistości nadal tak jest,ale ty jesteś w innym wymiarze.
-Zabiję tego,gnoja!Zabiję go!Z zimną krwią i uśmiechem na ustach!Spaprał wszystko!
-To nie jest takie proste.
-Nikt nie mówił,że będzie prosto,ale będzie warto!Chcę widzieć tego dupka z wykrzywioną mordą.Sama go wrzucę do czarnej dziury i w nieskończoność będzie cierpiał.
-Ochłoń.
-Moje myśli rozwalają mi teraz głowę.
-Rozumiem.Śpij, dobrze ci zrobi. - odpowiedziała i wyszła z mojego pokoju, zamykając drzwi.Leżałam na moim łóżku z wzrokiem wbitym w sufit.Tak bardzo chciałabym się jutro nie obudzić.Ponoć jutro jest zawsze czyste i wolne od porażek.Ja w to już zwątpiłam.Od dzisiejszego dnia nic już nie będzie takie jak dawniej.Mam ochotę iść z Tenten do pobliskiego klubu i zapomnieć o otaczającym mnie świecie.Mam gdzieś, że ostatnia moja nocna eskapada i przygoda z alkoholem o niemal mogła zakończyć się tragicznie.Stan mojego umysłu bywa na prawdę różny.Czasami czuję się na prawdę dobrze, a następnego dnia potrafię przepłakać cały dzień nienawidząc wszystkiego co się rusza.
*
Sam już nie wiem czego chcę.Gubię się gdzieś, w otchłani moich myśli.Chyba chce siebie samego oszukać.Dotąd szło mi to świetnie.Póki Sakura nie znała prawdy.Jestem ciekaw, jak zareaguje jak się dowie,że kiedyś jej się oświadczyłem.Jeśli w ogóle się dowie.Mój brat ma rację.Jestem krwiopijcą; nie zasługuję na miłość.To,że przed wiekami Haruno wybrała mnie..to był cud.Jestem chłodniejszy od mojego brata.On nigdy jej nie skrzywdził.Ja robiłem to cały czas, bezmyślnie.Teraz wiem,że nie łączy nas nic oprócz powietrza, którego się nawdychałem.Miałem teraz ochotę porozmawiać z zielonooką,ale obiecałem sobie,że przyjdę do niej za dwa dni jak już ochłonie.
Musi wszystko sobie na spokojnie przemyśleć.
- Sasuke, kocham cię. - pocałowałem ją w czoło. -Chce mieć z tobą dzieci, i robić ci chleb z salcesonem do roboty. - zaśmiała się
-Ja ciebie też kocham. -odchrząknąłem.
*
Tak tak jest to blog o Sasusaku, a na razie się na to zbytnio nie zapowiada.Jednak zapewniam,że wkrótce pojawi się.Nie mam zamiaru kończyć na piętnastu rozdziałach,więc jest to dłuższe opowiadania.Rozdział miał być dłuższy,ale na prawdę dużo nowych informacji się w nim pojawiło i nie chciałam przynudzać i przemęczać waszych głów.Bo muszę przyznać,że mnie już głowa boli :D Może dlatego że jest.. 3 w nocy,a ja mam wenę.Nic nowego.
Trzymajcie się ciepło.
-Cieszę się,że też tak sądzisz. Mamy całą noc.
-Chyba żartujesz?! Nie mam zamiaru siedzieć i pieprzyć z tobą o głupotach.Powiem tylko raz.. - w niesamowicie szybkim tempie stanął obok mnie.Czułam na swojej szyi, jego chłodny oddech.Podniecał mnie.
-Sądzisz, iż rzeczy,które zagrażają twojemu życiu są głupotą? - parsknął.
-Nie wiem,dlaczego cię to interesuję.. - złapał mnie za ramię.
-Dlatego chcę z tobą porozmawiać.
-Więc mów. - byłam stanowcza.Nie chciałam słuchać owijania w bawełnę.Chcę prawdy; tu i teraz.Nawet jeśli miałaby mnie rozerwać na strzępy.
-Nie wiem od czego zacząć..
-Najlepiej od początku.
-Wiem,że mi nie uwierzysz, ale odczuwam potrzebę chronienia cię.Mój brat chcę ciebie wraz z Naruto porwać i przyjąć do Akatsuki.Jesteście mu potrzebni.Chce was wykorzystać do swoich niecnych celów.
-Chwila..Ty masz brata? I co to Akatsuki?
-Nie przepadamy za sobą; nie palamy do siebie miłością.Byłby pewnie w stanie zabić mnie z zimną krwią,gdyby mógł.Akatsuki,to niezwykle niebezpieczna organizacja,którą założył mój brat.Chcą zająć wszystkie miasta i rządzić krajem.Dlatego jesteście mu potrzebni.Ty jesteś wspaniałym medykiem,a po śmierci jego medyka - Kabuto, nie pozostał mu żaden.Naruto,to najsilniejszy ninja w Konoha.Sama wiesz.
-Nie bierzesz siebie pod uwagę?
-To już zupełnie inna historia,która jest teraz nie istotna.Musisz mi zaufać.
-Niby z jakiego powodu?! Może jesteś teraz czymś naćpany i bredzisz od rzeczy?
-Ponieważ twoja matka chcę się z tobą zobaczyć.
-Nie pierdol! - krzyknęłam. - Ona nie żyje! Nie obchodzi mnie co bierzesz.Pieprzone tabletki,czy LSD.Zostaw mnie w spokoju,demonie!Jesteś popieprzony! - zakryłam twarz dłońmi i zsunęłam się na podłogę.Przysunęłam kolana do siebie i oplotłam je ramionami.
-Myślisz,że sobie to wymyślam?A jednak.Twoja matka żyję.Jej śmierć była upozorowana z ważnego powodu.Anke to jej siostra; jest twoją ciocią.Mebuki chciała,byś myślała,że nie żyję.
-Czyli przez całe życie jestem okłamywana.. - głos załamał mi się,a na moje policzki nie pytając o zgodę zleciały łzy.
-Sakura,jesteś na prawdę w niebezpieczeństwie.Masz ukryte zdolności.Potrafisz przewidywać przyszłość.Jesteś...banshee. - podniosłam wzrok z powrotem na bruneta.
-Potrafisz rozmawiać z osobami z zaświatów.Podobno jeśli ktoś spojrzy w twoje oczy,gdy jesteś pod jej wpływem może umrzeć ze strachu.Jesteś jakby..aniołem śmierci.Potrafisz też przewidzieć czyjąś śmierć.
-Powiedz mi proszę..że to sen.Ja nie chcę.Ja chce żyć normalnie!
-Nosząc nazwisko Haruno nigdy nie byłaś normalna.
-Masz papierosy? - zdziwił się.Mówi mi teraz takie rzeczy,a ja po prostu mam to w dupie.
-Nie palę.
-Mam chyba ostatniego w kurtce. - podeszłam do szafy,szybko przeszukując kurtkę.Na szczęście jedna została na czarną godzinę.Oparłam się o ścianę,zapalając szluga.Wzięłam jak najmocniejszego bucha na płuca,by zatruć w sobie wszystkie te mieszane uczucia.Samotna łza toczyła się po moim siarczystym policzku.
-A ty o czym chciałaś ze mną porozmawiać?
-Boisz się krwi..jesteś szybki - zaciągnęłam się fajką - Kim ty jesteś do cholery?
Zaśmiał się.
-Co cię tak bawi?! - wrzasnęłam.
Ku moim oczom pojawiły się białe jak śnieg kły.Przeraziłam się.Dopiero po chwili spostrzegłam,że żar spadł mi na bluzkę wypalając dziurę.
-Teraz mi wierzysz? - odparł.
-Wynoś się. - jego oczy wyszły na wierzch. - Nie słyszysz co mówię?!Spierdalaj,Sasuke.
Spojrzał na mnie bezlitośnie, karcąc mnie wzrokiem.Szybkim krokiem podszedł do okna i w mgnieniu oka zniknął.Zgasiłam peta i położyłam się na łóżku.Czułem się perfidnie oszukana.Nie ma usprawiedliwienia na to wszystko.Czemu Anke mi nie powiedziała?Czy oni wszyscy graja w jakąś pieprzoną grę?!Nie raz słyszałam od chłopaków z młodszych klas,że Sasuke sprzedał im kwas.Myślałam,że to bujdy.Ale ten chłopak na prawdę zachowuje się cały czas jakby był czymś odurzony.Nie wiedziałam sama co mam myśleć.Muszę odsapnąć, wtedy odezwę się do niego.
*
Zdenerwowała mnie nie na żarty.Jeszcze chwilę,a nauczyłbym ją pokory.Martwię się o nią,a ona tego nie rozumie.Hm.. chociaż gdyby ktoś mi powiedział takie rzeczy poczułbym się jak śmieć, oszukiwany całe życie.W sumie to ją rozumiem.Od wieków nie widziałem swojej rodziny.Mieszkają na drugim końcu świata, nie wiedząc o moim istnieniu.Myślą,że nie przeżyłem.Kilka setek lat temu w moim kraju wybuchła wojna domowa.Moja matka Mikoto przekazała mnie w ręce babki Tsunade,która opiekowała się mną do moich dwunastych urodzin.Później zamieszkałem z bratem, a Tsunade odeszła.Zachorowała na rzadką chorobę; nikt nie widział jak jej pomóc.W wieku ośmiu lat stałem się wampirem.Nikt nie pytał mnie o zdanie.Moja mama chciała mnie od tego uchronić.Wystarczy,że wszyscy z naszego klanu są pijawkami.Głupia babcia Tsunade pomyliła zaklęcia,gdy bawiłem się w ogrodzie.Przez przypadek kwasek wylał się na mnie.Przez swoją wadę wzroku pomyliła probówki.I o to jestem ja.Czekałem na Sakurę bardzo długo.Jednak nie wiąże z nią przyszłości.Mam już swoją miłość, która mi w zupełności wystarcza.Czasem mam chwile słabości,że pragnę jej ust i krwi.Ciągle wmawiam sobie,że to tylko chwilowe.
-Byłem z Sasorim w mieście. - odrzekłem w kierunku Karin leżącej na łóżku.W pośpiechu zdjąłem koszulę, co spowodowało,że Karin ponownie mogła rozkoszować się widokiem mojej umięśnionej klaty.
-Nie kłam.Widziałam was. - obróciła się na drugi bok.Jej włosy rozwiewał chłodny wiaterek, będący skutkiem nie zamkniętego okna.
-Powiedziałem jej prawdę.To wszystko. - położyłem się obok niej tym samym chwytając ją za ramię i obracając w swoją stronę.
-Wiem,że miałeś z nią kiedyś romans i kochaliście się.Ale ona nawet tego nie pamięta.
-Jestem tego świadom.To dla mnie już nie ma znaczenia.Teraz mam ciebie, i to z tobą chce mieć trójkę dzieci i psa.
-Na prawdę? - jej kąciki ust uniosły się ku górze. - To może zaczniemy już? - jej igraszne myśli stały się moimi myślami.
*
-Wstawaj!Spóźnisz się do szkoły,do cholery! - Anke tarmosiła mnie za włosy.Nie miałam ochoty patrzeć na jej twarz,a co dopiero pojawiać się w szkole.Nie mogła mnie do niczego zmusić.
-Nigdzie nie idę. - warknęłam krzywiąc się.
-Owszem idziesz! - wyszarpała mi z rąk kołdrę.Zawiało chłodem.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić, ciociu.A raczej zakłamana suko.
-Jak śmiesz! - dostałam w łeb.Patrzyła na swoją dłoń.. - Sakura,przepraszam.
-Prawda boli? Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Więc już wszystko wiesz.Ustaliłam z Mebuki,że tak będzie lepiej,
-Dla kogo?! Dla niej ?!
-Zrozum, chciała cię chronić.Chciała ci zapewnić normalne życie.
-I tak było! Nagle zjawia się zadufany w sobie czarnooki dupek i wszystko mi niszczy!Nienawidzę go tego cholernego.. brak mi słów!
-Ubogie masz słownictwo.Posłuchaj mnie, Sakura.Kiedyś setki lat temu już raz kiedyś żyłaś, jako znana Banshee.Byłaś najbardziej znaną kobietą w mieście.Twoim chłopakiem.. był właśnie Sasuke.Kochaliście się, byliście zgodną parą.W walentynki 1650 roku oświadczył ci się.Byłaś wtedy bardzo szczęśliwa.. - podrapała się po głowie. -Gdy Itachi dowiedział się, o tym zapragnął mieć twoje zdolności tylko dla siebie.Nie chciał się tobą dzielić.Uwodziłaś go.Za nim poznałaś Sasuke, byłaś właśnie z nim.Z czasem,gdy pokochałaś młodszego Uchihe,porzuciłaś Itachego jak psa.Stał się bezdomny i słaby, bez ciebie.Obiecywał ci że się zemści.Porwał cię i wyczyścił ci całkowicie pamięć.Wrzucił cię w czarną dziurę, po czym pojawiła się nowa ty.Różnisz się od tamtej Sakury.Bardziej pewna siebie i wybuchowa.
-Co?Ja i Uchiha..jeden i drugi..To niedorzeczne!Nie wierzę w żadne twoje słowo.
-Dowiedzieliśmy się,że Itachi znów ma na ciebie chrapkę.Chcę odbudować wasze relacje i poślubić cię.
Zadrżałam.Czy ja śnię?Czy moje życie już nigdy nie będzie normalne?W jednej chwili całe życie mi się posypało.Wszystko, doszczętnie wszystko,co kochałam okazało się jednym wielkim złudzeniem
-A mówiłaś coś o moich zdolnościach.. Jak mam nauczyć się ich używać?
-Tego nie wiem,Sakura.Sama musisz się dowiedzieć.
-A co z Naruto..
-On był kiedyś podwładnym Itachiego,a Hinata jego żoną.W rzeczywistości nadal tak jest,ale ty jesteś w innym wymiarze.
-Zabiję tego,gnoja!Zabiję go!Z zimną krwią i uśmiechem na ustach!Spaprał wszystko!
-To nie jest takie proste.
-Nikt nie mówił,że będzie prosto,ale będzie warto!Chcę widzieć tego dupka z wykrzywioną mordą.Sama go wrzucę do czarnej dziury i w nieskończoność będzie cierpiał.
-Ochłoń.
-Moje myśli rozwalają mi teraz głowę.
-Rozumiem.Śpij, dobrze ci zrobi. - odpowiedziała i wyszła z mojego pokoju, zamykając drzwi.Leżałam na moim łóżku z wzrokiem wbitym w sufit.Tak bardzo chciałabym się jutro nie obudzić.Ponoć jutro jest zawsze czyste i wolne od porażek.Ja w to już zwątpiłam.Od dzisiejszego dnia nic już nie będzie takie jak dawniej.Mam ochotę iść z Tenten do pobliskiego klubu i zapomnieć o otaczającym mnie świecie.Mam gdzieś, że ostatnia moja nocna eskapada i przygoda z alkoholem o niemal mogła zakończyć się tragicznie.Stan mojego umysłu bywa na prawdę różny.Czasami czuję się na prawdę dobrze, a następnego dnia potrafię przepłakać cały dzień nienawidząc wszystkiego co się rusza.
*
Sam już nie wiem czego chcę.Gubię się gdzieś, w otchłani moich myśli.Chyba chce siebie samego oszukać.Dotąd szło mi to świetnie.Póki Sakura nie znała prawdy.Jestem ciekaw, jak zareaguje jak się dowie,że kiedyś jej się oświadczyłem.Jeśli w ogóle się dowie.Mój brat ma rację.Jestem krwiopijcą; nie zasługuję na miłość.To,że przed wiekami Haruno wybrała mnie..to był cud.Jestem chłodniejszy od mojego brata.On nigdy jej nie skrzywdził.Ja robiłem to cały czas, bezmyślnie.Teraz wiem,że nie łączy nas nic oprócz powietrza, którego się nawdychałem.Miałem teraz ochotę porozmawiać z zielonooką,ale obiecałem sobie,że przyjdę do niej za dwa dni jak już ochłonie.
Musi wszystko sobie na spokojnie przemyśleć.
- Sasuke, kocham cię. - pocałowałem ją w czoło. -Chce mieć z tobą dzieci, i robić ci chleb z salcesonem do roboty. - zaśmiała się
-Ja ciebie też kocham. -odchrząknąłem.
*
Tak tak jest to blog o Sasusaku, a na razie się na to zbytnio nie zapowiada.Jednak zapewniam,że wkrótce pojawi się.Nie mam zamiaru kończyć na piętnastu rozdziałach,więc jest to dłuższe opowiadania.Rozdział miał być dłuższy,ale na prawdę dużo nowych informacji się w nim pojawiło i nie chciałam przynudzać i przemęczać waszych głów.Bo muszę przyznać,że mnie już głowa boli :D Może dlatego że jest.. 3 w nocy,a ja mam wenę.Nic nowego.
Trzymajcie się ciepło.
piątek, 19 lutego 2016
Rozdział 5.
Razem z Tenten byłyśmy niesamowicie zmęczone całym wczorajszym dniem.Zasnęłyśmy bardzo szybko.Nie miałam czasu nawet,żeby pomyśleć o wszystkim na spokojnie.Ale może i to dobrze.Jak kiedyś grecki filozof powiedział : Nie myśl zbyt dużo,bo za chwilę pojawi się problem,którego nie było.Jest jednak jedna sprawa,która wciąż nie daję mi spokoju.Ten cały Uchiha mówił coś.. o napadzie.Ale dlaczego..? Kto .. ? Czemu... ? Tyle pytań nasuwało mi się na myśl,ale na żadne z nich nie miałam odpowiedzi.
Spałam osiem godzin.Rano obudził mnie krzyk Tenten z ogrodu.Szybko założyłam na ramiona bluzę,bo jednak był ranek i to chłodny ranek.Ze strachu o przyjaciółkę nie spojrzałam nawet w lustro tylko od razu zbiegłam po schodach.Tenten przeniosła swój wzrok na mnie.Nie miała za ciekawej miny.W jej oczach dostrzegłam strach.
-Co się stało?
-Sakura..mówiłaś coś wczoraj o moim domu.. dlaczego tak się przeraziłaś wczoraj?
-Nie rozumiem..
-Jak się obudziłaś.. powiedziałaś coś w stylu..''Ale przecież..ty..twój dom?!''
-Aa..faktycznie.Rozmawiałam z Sasuke.Powiedział mi,że na twój dom zaraz napadną jacyś ludzie.
-Co?!Dlaczego mi nie powiedziałaś?!
-Nie widziałam,że to takie ważne.. po za tym myślałam,że Uchiha wlał w siebie zbyt dużo whisky i wygaduję głupoty.
-Zobacz to. - odparła, wyciągając w moim kierunku dłoń w której trzymała jakiś list.
-Co to jest?
-Sama zobacz. - powoli otworzyłam kartkę i zaczęłam czytać.Spojrzałam na Tenten,a potem raz jeszcze na list.
-Czego oni mogą od ciebie chcieć do cholery?! - krzyknęłam.
-Nie wiem, Sakura.Ale boję się,cholernie. - przerwała,a jej głos załamał się. - Przecież wiesz,że zostaję w domu sama i to często.Moi rodzice muszą wyjeżdżać z Konohy..
-To co masz zamiar teraz zrobić?
-Jak to co? Mam wystarczająco dużo pieniędzy, aby wynająć ANBU.Nie będę czekała aż umrę w katuszach. - powiedziała z lekką ironią wyrzucając kartkę papieru do śmietnika.
-No dobrze, pójdę dziś z tobą do ich biura.
-Na prawdę?
-No jasne, przyjaciele muszą sobie pomagać. - uśmiechnęłam się do niej ciepło.Po chwili odwzajemniła uśmiech.
*
-Jak to spaprałeś sprawę?! - krzyk Itachiego rozniósł się po całym budynku.A był na prawdę ogromny.Jednak miał w sobie coś,co wyróżniało go spośród innych.Krzywe i stare okna przykuwały wzrok.Ma dwa piętra.Znajduję się w nim poddasze - na które od dawna nie zaglądano.Puste pokoje; ogarnięte ciszą i nicością.
Chłopak w czerwonych włosach tylko zerknął na niego.Wcale nie przejmował się tym co brunet ma mu do powiedzenia.Skoro jest taki cwany niech sam to zrobi.Nie chciał mu usługiwać,ale wiedział,że nie ma innego wyjścia.Ubrany był w czerwony kombinezon; w pasie przepasała go czarna wstążka.Oczy błękitne; wypełnione samotnością.
- Sasori tam był. - Itachi odwrócił się w stronę Gaary.Zawahał się chwilę.
-Czego on tam szukał? - był nieźle wkurzony.
-Nie jestem chodzącą encyklopedią. - warknął.
-Nie tym tonem,Garaa. - Nie obchodzi mnie jak,ale dowiedzcie się co planuję Sasuke z Sasorim.
-Młodszy Uchiha się nieźle ustawił.Ale i tak największym błędem jego życia było opuszczenie nas. - odezwał się chłopak w czarnym kombinezonie po lewej; miał na twarzy znamię po swoich rodzicach.Zwali go Kankuro.
-Z tym się zgodzę.Głupiec! - syknął, rzucając szklanym wazonem o ścianę.
-Więc co teraz robimy?
-Tak jak mówiłem porozmawiajcie z moim bratem.Jeśli jednak odmówi udzielenia informacji wykorzystajcie jego słabości; sami wiecie jakie.
-Tak,szefie! - odpowiedział Kankuro,po czym wziął Gaare pod ramię.Skierowali się obaj do wyjścia, zerkając jednym okiem na minę bruneta.
*
Szłyśmy przez miasto.Pogoda na prawdę nam dopisywała.Promienie słoneczne nieśmiało łaskotały moją rozpromienioną twarz.Była wiosna.Natura zaczęła się odradzać.Na drzewach były widoczne już białe pąki, a łąki pachniały charakterystycznym zapachem skoszonej trawy.
Zauważyłam,że ludzie są bardziej szczęśliwsi wiosną niż mroźną zimą.Jest to pewnie spowodowane zimową deprechą, która zazwyczaj łapie każdego z nas.
Byłyśmy już w centrum.Budynek ANBU znajduję się całkiem nie daleko galerii handlowej obok której przed chwilą przechodziłyśmy.Drapacze chmur były jedną z atrakcji naszego miasta.Co roku wielu turystów przybywa do Konohy,by je zobaczyć.Dla mnie to nic nadzwyczajnego.
Przekroczyłyśmy próg ogromnego budynku.Kurczę,nie wiedziałam,że jest taki duży.Nigdy tu nie byłam.Przy drzwiach przywitała nas sekretarka proponując nam kawę.Nie skorzystałyśmy z usług.Chciałam jak najszybciej to załatwić i być już w domu.
-Dzień dobry, my do dyrektora. - odezwała się Tenten.
-Prosto i w prawo. - uśmiechnął się chłopak siedzący przy komputerze.
Poszłyśmy tak jak kazał.Ściany były ozdobione na prawdę pięknymi i charyzmatycznymi obrazami.Pod każdym z nich był jeden i ten sam napis ''Hidan''.
Facet ma talent.Tenten wzięła głęboki oddech,po czym nacisnęła klamkę.Po chwili ku naszym oczom ukazał się mężczyzna w czarnych długich włosach.Po jego twarzy rozpoznałam,że liczy sobie około dwudziestu lat.Taki młody,a już ustawiony? - pomyślałam sobie.
-Witam, w czym mogę służyć? - odparł.
-Ja chciałabym wynająć ANBU. - parsknęła Tenten patrząc w okno.
-Oczywiście,ale ta usługa sporo kosztuje.
-Nie obchodzi mnie to.
-Skoro tak.A jaki jest tego powód?Ściga panią mafia?
Obie spojrzałyśmy na siebie w tym samym czasie.Tenten chyba nie do końca była przekonana, o tym by powiedzieć mu prawdę.
-Coś w tym guście.
-O więcej nie pytam.Hidan! - przywołał mężczyznę z pokoju obok.Miał siwe krótkie włosy.
Nagle przypomniałam sobie obrazy,które mijałyśmy.Olśniło mnie.Ten chłopak jest ich twórcą.Muszę przyznać,że jest chodzącą perfekcją i bije od niego charyzma.Tenten zarumieniła się widząc go.Jak zwykle.Ona zawsze musi ślinić się do każdego napotkanego przystojnego rzecz jasna faceta.
-Tak, Orochimaru?
-Ty i reszta będziecie chronić tą panią. - wskazał palcem na Tenten.
-Właściwie to mojego domu. - przerwała im, uśmiechając się do siwowłosego.
-Nieważne.Hidan,przekaż kompanom.
-Z całą pewnością im przekażę. - A co taka ślicznotka może mieć na swoim koncie?Komu pokazałaś swoje pazury i chce się teraz odpłacić? - puścił jej oko; nie uciekło to mojej uwadze.
-Może porozmawiamy o tym na kawie i ciastku. - zarumieniła się.Ja na to tylko przewróciłam oczami.Niech robi co chce, ja i tak zmyję się do domu.
-Kusząca propozycja. - uśmiechnął się. - Znasz jakąś knajpkę niedaleko?
-Jasne, zaraz obok jest kawiarnia.
-To idziemy? - odparł uśmiechając się, co spowodowało,że Tenten zadrżała.Ona ma chyba nie po kolei w głowie.Wda się w romans z jej własnym..jakby to ująć..ochroniarzem?Była by z tego niezła fabuła do komedii romantycznej.
-Pewnie - pociągła mnie za sobą; nie pytając o zdanie.
*
Byłem w drodze na polowanie,ale coś przykuło moją uwagę.Stojąc na dachu jednego z cztero-piętrowych budynków zauważyłem różowowłosą.Nie dało by się jej pomylić w tłumie z nikim innym.Jej charakterystyczny kolor włosów,był zarezerwowany tylko dla niej.Jak również jej melodyjny śmiech,który wprost uwielbiałem.Przeskoczyłem parę bloków,by widzieć ją wyraźniej.Dostrzegłem jakiegoś siwowłosego dupka. Kim on jest do cholery, i skąd się wziął.
Nie podobało mi się to.Czyżby to któryś z ludzi Itachiego?Nie, to niemożliwe.Znam wszystkich z Akatsuki.Może przyjął kogoś nowego..? W głowie moje myśli toczyły krwawy pojedynek.Najchętniej to zatopiłbym kły w jego szyję.To mój teren, nie lubię konkurencji.Szkoda,że zielonooka jeszcze o tym nie wie.Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Sakury.Spojrzałem w tamtą stronę.Skręciła w przeciwną uliczkę.A siwowłosy razem z Tenten szli dalej.Uśmiechnąłem się pod nosem.Czyżby ona była taka mądra?Jak wiele ta dziewczyna jeszcze ukrywa?
*
Zostawiłam ich samych.Świetnie im się gadało,więc postanowiłam zniknąć póki Tenten jeszcze by mi pozwoliła.Była chyba tak pochłonięta tą rozmową,że nie zauważyła kiedy się zmyłam.W sumie to dobrze, jutro szkoła, a ja muszę ochłonąć i w końcu wziąć porządną kąpiel.Czuję się brudna.W całym tym pośpiechu dopiero w domu zorientowałam się,że nie mam komórki. -Pewnie zostawiłam u Tenten, jutro mi ją przyniesie do szkoły.Nie obeszło się bez awantury z Anke.Czarno włosa kobieta na prawdę działa mi na nerwy.Niech w końcu zrozumie,że za pięć miesięcy kończę już siedemnaście lat i nie będę jej dziewczynką na każde skinięcie palcem.Będę mogła zadecydować w końcu całkowicie o sobie nie pytając nikogo o zgodę ani opinię.
Zepsuła mi humor.Pragnęłam wprost tej relaksującej kąpieli.Weszłam od razu do łazienki, zakluczając drzwi.Sukienka zsunęła mi się z ramion.Związałam tylko włosy w kok,po czym weszłam do dużej wanny.Woda była na prawdę ciepła.Dolałam do niej olejek o zapachu sosny.On niesamowicie mnie odstresowuję.Zanurzyłam się pod wodę.Wreszcie sama.Bez nikogo.Chwila spokoju i ciszy.
Dopiero po jakiejś godzinie wreszcie wyszłam z wanny.Nie chciałam wychodzić,ale woda zaczęła się robić zimna.Byłam zmuszona.Miałam jeszcze przejrzeć zeszyty,bo jutro kartkówka z chemii,ale na prawdę nie miałam siły,ani chęci.Zeszłej nocy nie wyspałam się,więc chciałam to odrobić i wstać jutro pełna werwy życiowej.Siadając przy toaletce w celu wysuszenia włosy; w lusterku dostrzegłam znaną mi jak dotąd sylwetkę.Gwałtownie się obróciłam.To był on.
Myślałam,że rozdział pojawi się dopiero jutro późnym wieczorem,a tu proszę.Mimo,że nie miałam weny siadając przed laptop przybyła na czas.Tak więc, myślę,że się podoba :)
Piszcie w komentarzach!
Spałam osiem godzin.Rano obudził mnie krzyk Tenten z ogrodu.Szybko założyłam na ramiona bluzę,bo jednak był ranek i to chłodny ranek.Ze strachu o przyjaciółkę nie spojrzałam nawet w lustro tylko od razu zbiegłam po schodach.Tenten przeniosła swój wzrok na mnie.Nie miała za ciekawej miny.W jej oczach dostrzegłam strach.
-Co się stało?
-Sakura..mówiłaś coś wczoraj o moim domu.. dlaczego tak się przeraziłaś wczoraj?
-Nie rozumiem..
-Jak się obudziłaś.. powiedziałaś coś w stylu..''Ale przecież..ty..twój dom?!''
-Aa..faktycznie.Rozmawiałam z Sasuke.Powiedział mi,że na twój dom zaraz napadną jacyś ludzie.
-Co?!Dlaczego mi nie powiedziałaś?!
-Nie widziałam,że to takie ważne.. po za tym myślałam,że Uchiha wlał w siebie zbyt dużo whisky i wygaduję głupoty.
-Zobacz to. - odparła, wyciągając w moim kierunku dłoń w której trzymała jakiś list.
-Co to jest?
-Sama zobacz. - powoli otworzyłam kartkę i zaczęłam czytać.Spojrzałam na Tenten,a potem raz jeszcze na list.
-Czego oni mogą od ciebie chcieć do cholery?! - krzyknęłam.
-Nie wiem, Sakura.Ale boję się,cholernie. - przerwała,a jej głos załamał się. - Przecież wiesz,że zostaję w domu sama i to często.Moi rodzice muszą wyjeżdżać z Konohy..
-To co masz zamiar teraz zrobić?
-Jak to co? Mam wystarczająco dużo pieniędzy, aby wynająć ANBU.Nie będę czekała aż umrę w katuszach. - powiedziała z lekką ironią wyrzucając kartkę papieru do śmietnika.
-No dobrze, pójdę dziś z tobą do ich biura.
-Na prawdę?
-No jasne, przyjaciele muszą sobie pomagać. - uśmiechnęłam się do niej ciepło.Po chwili odwzajemniła uśmiech.
*
-Jak to spaprałeś sprawę?! - krzyk Itachiego rozniósł się po całym budynku.A był na prawdę ogromny.Jednak miał w sobie coś,co wyróżniało go spośród innych.Krzywe i stare okna przykuwały wzrok.Ma dwa piętra.Znajduję się w nim poddasze - na które od dawna nie zaglądano.Puste pokoje; ogarnięte ciszą i nicością.
Chłopak w czerwonych włosach tylko zerknął na niego.Wcale nie przejmował się tym co brunet ma mu do powiedzenia.Skoro jest taki cwany niech sam to zrobi.Nie chciał mu usługiwać,ale wiedział,że nie ma innego wyjścia.Ubrany był w czerwony kombinezon; w pasie przepasała go czarna wstążka.Oczy błękitne; wypełnione samotnością.
- Sasori tam był. - Itachi odwrócił się w stronę Gaary.Zawahał się chwilę.
-Czego on tam szukał? - był nieźle wkurzony.
-Nie jestem chodzącą encyklopedią. - warknął.
-Nie tym tonem,Garaa. - Nie obchodzi mnie jak,ale dowiedzcie się co planuję Sasuke z Sasorim.
-Młodszy Uchiha się nieźle ustawił.Ale i tak największym błędem jego życia było opuszczenie nas. - odezwał się chłopak w czarnym kombinezonie po lewej; miał na twarzy znamię po swoich rodzicach.Zwali go Kankuro.
-Z tym się zgodzę.Głupiec! - syknął, rzucając szklanym wazonem o ścianę.
-Więc co teraz robimy?
-Tak jak mówiłem porozmawiajcie z moim bratem.Jeśli jednak odmówi udzielenia informacji wykorzystajcie jego słabości; sami wiecie jakie.
-Tak,szefie! - odpowiedział Kankuro,po czym wziął Gaare pod ramię.Skierowali się obaj do wyjścia, zerkając jednym okiem na minę bruneta.
*
Szłyśmy przez miasto.Pogoda na prawdę nam dopisywała.Promienie słoneczne nieśmiało łaskotały moją rozpromienioną twarz.Była wiosna.Natura zaczęła się odradzać.Na drzewach były widoczne już białe pąki, a łąki pachniały charakterystycznym zapachem skoszonej trawy.
Zauważyłam,że ludzie są bardziej szczęśliwsi wiosną niż mroźną zimą.Jest to pewnie spowodowane zimową deprechą, która zazwyczaj łapie każdego z nas.
Byłyśmy już w centrum.Budynek ANBU znajduję się całkiem nie daleko galerii handlowej obok której przed chwilą przechodziłyśmy.Drapacze chmur były jedną z atrakcji naszego miasta.Co roku wielu turystów przybywa do Konohy,by je zobaczyć.Dla mnie to nic nadzwyczajnego.
Przekroczyłyśmy próg ogromnego budynku.Kurczę,nie wiedziałam,że jest taki duży.Nigdy tu nie byłam.Przy drzwiach przywitała nas sekretarka proponując nam kawę.Nie skorzystałyśmy z usług.Chciałam jak najszybciej to załatwić i być już w domu.
-Dzień dobry, my do dyrektora. - odezwała się Tenten.
-Prosto i w prawo. - uśmiechnął się chłopak siedzący przy komputerze.
Poszłyśmy tak jak kazał.Ściany były ozdobione na prawdę pięknymi i charyzmatycznymi obrazami.Pod każdym z nich był jeden i ten sam napis ''Hidan''.
Facet ma talent.Tenten wzięła głęboki oddech,po czym nacisnęła klamkę.Po chwili ku naszym oczom ukazał się mężczyzna w czarnych długich włosach.Po jego twarzy rozpoznałam,że liczy sobie około dwudziestu lat.Taki młody,a już ustawiony? - pomyślałam sobie.
-Witam, w czym mogę służyć? - odparł.
-Ja chciałabym wynająć ANBU. - parsknęła Tenten patrząc w okno.
-Oczywiście,ale ta usługa sporo kosztuje.
-Nie obchodzi mnie to.
-Skoro tak.A jaki jest tego powód?Ściga panią mafia?
Obie spojrzałyśmy na siebie w tym samym czasie.Tenten chyba nie do końca była przekonana, o tym by powiedzieć mu prawdę.
-Coś w tym guście.
-O więcej nie pytam.Hidan! - przywołał mężczyznę z pokoju obok.Miał siwe krótkie włosy.
Nagle przypomniałam sobie obrazy,które mijałyśmy.Olśniło mnie.Ten chłopak jest ich twórcą.Muszę przyznać,że jest chodzącą perfekcją i bije od niego charyzma.Tenten zarumieniła się widząc go.Jak zwykle.Ona zawsze musi ślinić się do każdego napotkanego przystojnego rzecz jasna faceta.
-Tak, Orochimaru?
-Ty i reszta będziecie chronić tą panią. - wskazał palcem na Tenten.
-Właściwie to mojego domu. - przerwała im, uśmiechając się do siwowłosego.
-Nieważne.Hidan,przekaż kompanom.
-Z całą pewnością im przekażę. - A co taka ślicznotka może mieć na swoim koncie?Komu pokazałaś swoje pazury i chce się teraz odpłacić? - puścił jej oko; nie uciekło to mojej uwadze.
-Może porozmawiamy o tym na kawie i ciastku. - zarumieniła się.Ja na to tylko przewróciłam oczami.Niech robi co chce, ja i tak zmyję się do domu.
-Kusząca propozycja. - uśmiechnął się. - Znasz jakąś knajpkę niedaleko?
-Jasne, zaraz obok jest kawiarnia.
-To idziemy? - odparł uśmiechając się, co spowodowało,że Tenten zadrżała.Ona ma chyba nie po kolei w głowie.Wda się w romans z jej własnym..jakby to ująć..ochroniarzem?Była by z tego niezła fabuła do komedii romantycznej.
-Pewnie - pociągła mnie za sobą; nie pytając o zdanie.
*
Byłem w drodze na polowanie,ale coś przykuło moją uwagę.Stojąc na dachu jednego z cztero-piętrowych budynków zauważyłem różowowłosą.Nie dało by się jej pomylić w tłumie z nikim innym.Jej charakterystyczny kolor włosów,był zarezerwowany tylko dla niej.Jak również jej melodyjny śmiech,który wprost uwielbiałem.Przeskoczyłem parę bloków,by widzieć ją wyraźniej.Dostrzegłem jakiegoś siwowłosego dupka. Kim on jest do cholery, i skąd się wziął.
Nie podobało mi się to.Czyżby to któryś z ludzi Itachiego?Nie, to niemożliwe.Znam wszystkich z Akatsuki.Może przyjął kogoś nowego..? W głowie moje myśli toczyły krwawy pojedynek.Najchętniej to zatopiłbym kły w jego szyję.To mój teren, nie lubię konkurencji.Szkoda,że zielonooka jeszcze o tym nie wie.Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Sakury.Spojrzałem w tamtą stronę.Skręciła w przeciwną uliczkę.A siwowłosy razem z Tenten szli dalej.Uśmiechnąłem się pod nosem.Czyżby ona była taka mądra?Jak wiele ta dziewczyna jeszcze ukrywa?
*
Zostawiłam ich samych.Świetnie im się gadało,więc postanowiłam zniknąć póki Tenten jeszcze by mi pozwoliła.Była chyba tak pochłonięta tą rozmową,że nie zauważyła kiedy się zmyłam.W sumie to dobrze, jutro szkoła, a ja muszę ochłonąć i w końcu wziąć porządną kąpiel.Czuję się brudna.W całym tym pośpiechu dopiero w domu zorientowałam się,że nie mam komórki. -Pewnie zostawiłam u Tenten, jutro mi ją przyniesie do szkoły.Nie obeszło się bez awantury z Anke.Czarno włosa kobieta na prawdę działa mi na nerwy.Niech w końcu zrozumie,że za pięć miesięcy kończę już siedemnaście lat i nie będę jej dziewczynką na każde skinięcie palcem.Będę mogła zadecydować w końcu całkowicie o sobie nie pytając nikogo o zgodę ani opinię.
Zepsuła mi humor.Pragnęłam wprost tej relaksującej kąpieli.Weszłam od razu do łazienki, zakluczając drzwi.Sukienka zsunęła mi się z ramion.Związałam tylko włosy w kok,po czym weszłam do dużej wanny.Woda była na prawdę ciepła.Dolałam do niej olejek o zapachu sosny.On niesamowicie mnie odstresowuję.Zanurzyłam się pod wodę.Wreszcie sama.Bez nikogo.Chwila spokoju i ciszy.
Dopiero po jakiejś godzinie wreszcie wyszłam z wanny.Nie chciałam wychodzić,ale woda zaczęła się robić zimna.Byłam zmuszona.Miałam jeszcze przejrzeć zeszyty,bo jutro kartkówka z chemii,ale na prawdę nie miałam siły,ani chęci.Zeszłej nocy nie wyspałam się,więc chciałam to odrobić i wstać jutro pełna werwy życiowej.Siadając przy toaletce w celu wysuszenia włosy; w lusterku dostrzegłam znaną mi jak dotąd sylwetkę.Gwałtownie się obróciłam.To był on.
Myślałam,że rozdział pojawi się dopiero jutro późnym wieczorem,a tu proszę.Mimo,że nie miałam weny siadając przed laptop przybyła na czas.Tak więc, myślę,że się podoba :)
Piszcie w komentarzach!
środa, 17 lutego 2016
Rozdział 4. ''Jestem Sasuke,Sasuke Uchiha''.
Upragniony weekend,właśnie tego mi było trzeba.Miałam zamiar całą sobotę przeleżeć w swoim łóżku.Byłam zmęczona,całym tygodniem.Często tak mam.Zwykle budzę się o dwunastej,po czym stwierdzam,że mam jeszcze dużo czasu.Znowu się kładę, odpływam do własnej krainy marzeń,do której tylko ja mam dostęp.Zamknięta na kłódkę; kluczyk wyrzucony.Usłyszałam kiedyś od babci,że sny są odzwierciedleniem naszych skrytych marzeń.A co jeśli śnią mi się koszmary?Często i tak wstając rano nie pamiętam swoich snów.Sama nie wiem,czy to dobrze,czy źle.
Przebudziłam się o piętnastej.Komórka pod poduszką wibrowała.Był to powód,dla którego niechętnie otworzyłam zmrużone powieki.Zerknęłam na wyświetlacz. ''Sakura,dziś impreza u mnie.Czekam,o dziewiętnastej wszyscy przychodzą.Liczymy na ciebie!!Buziak.'' - Tenten.No tak wspominała mi coś o imprezie,ale mówiłam jej,że nie przyjdę.Ta dziewczyna jest bardziej uparta od Naruto.Zawsze postawi na swoim.Nie chcąc jej zawieść oczywiście zgodziłam się.Ale jedno było pewne - dzisiaj nie tknę alkoholu.Wystarczy mi wrażeń,jak na razie.Anke zawsze powtarzała,że używki powinny być zakazane dla osób,które nie umieją powiedzieć stop kiedy trzeba.Zaczęłam uznawać,iż z całą pewnością należę do tego grona.****
Zaczęłam się szykować.Umyłam swoim ulubionym bananowym szamponem moje długie włosy.Jak zwykle nałożyłam na nie maskę,by uniknąć kręcących się końcówek w każdą stronę.Wysuszyłam je, po czym zaczęłam niszczyć je prostownicą.Są długie; prostowanie zajmuję mi dość długą chwilkę.Gdy włosy były już w idealnym stanie zabrałam się za makijaż.Jak zwykle tylko tusz do rzęs,oraz lekko pomarańczowy cień do powiek,który świetnie zgrał się z moją koralową sukienką.Stanęłam przed lustrem; obracając się dwa razy wokół własnej osii. - Wygłądam całej okej.Ubrałam moje czarne szpilki przy okazji chowając do kopertówki mój telefon.Byłam gotowa.
Po dziesięciu minutach stanęłam przed drzwiami domu Tenten.Wzięłam głęboki oddech, zaglądając przy tym przez okno.Sprawdziłam czy na pewno już wszyscy są.Lubię być tą ostatnią.Zauważyłam przy szafce kuchennej znajomą twarz.Czarne włosy,czarne oczy.
- Czy to Uchiha?! - warknęłam,po czym straciłam równowagę.Stałam palcami tuż na końcu schodów.Przewróciłam się; upadając na trawę,Bynajmniej miękkie lądowanie.Miałam tylko nadzieję,że nikt tego nie widział.
Strzepnęłam z mojej sukienki ostatnie źdźbło trawy, po czym pewna siebie weszłam do środka.Muzyka była na prawdę głośna.Gdyby nie życzliwi sąsiedzi Tenten już dawno jej rodzice musieli,by zapłacić grzywnę za zakłócanie ciszy nocnej.Właściwie to nawet nie zapytałam się jej,gdzie oni są.Chociaż..przecież wiem,że często jeżdżą w delegację; za pewne jak tym razem.
Gdy tylko weszłam do środka poczułam na sobie wzrok bruneta o imieniu Sasuke.Zupełnie to ignorując usiadłam obok Nejia na kanapie.Nie miał zbyt wesołej miny.On w ogóle nie lubi imprez,dla tego dziwie się,że Tenten namówiła go,by tu przyszedł.Rozglądając się szukałam wzrokiem Hinaty.Nie było jej?
-Gdzie Hinata? - zapytałam.
-Hm..? - Aa.poszła na górę z Naruto. - chyba nie dosłyszał za pierwszy raz co mówię przez głośną muzykę.
-Do góry?Z Naruto? - zdziwiłam się.
-Rozmawiają już.. - spojrzał na zegarek. - Pół godziny. - Za to spójrz na kolejnych zakochańców. Wskazał palcem na Tenten.Dopiero po chwili zorientowałam się,że tańczy z Saiem.Stali w objęciach, lekko poruszając się w rytm muzyki. Ździwiłam się.Zaczęłam się zastanawiać,czy aby na pewno przyszłam na dobrą impreze,bo jak narazie wszystko mnie zaskakuje
-Oh, jakie to słodkie.Znowu są razem?
-Weź,mdli mnie na sam ich widok.Mogli by się tak nie mamlać przy ludziach. - warknął.
-Neji.. - spojrzał na mnie swoimi białymi oczami.Przez chwilę wahałam się,czy go o to spytać. - Jesteś zazdrosny?
-A do jasnej cholery,nie widać?! - wykrzyczał.Wstał i ruszył w kierunku drzwi.Odwrócił się jeszcze na chwilę.Spojrzał najpierw na nich,a potem na mnie. - Wychodzę.
Już więcej tej nocy go nie zobaczyłam.Cholera,był na prawdę wściekły.Ale jakoś nigdy nie pokazywał co do niej czuję.Nie podejrzewałabym go nigdy o to.
***
- To co na mój rozkaz wkraczamy do akcji? - zapytał czerwono włosy do swoich kompanów.
-Jasne,szefie. - odpowiedział jeden z nich.
-Zepsujemy im tą imprezkę. - zadziornie uśmiechnął się spoglądając na piękny dom.Okna były ozdobione w niezwykłe framugi.Widać było przez nie pobliski park.
***
Wszystko słyszałem. Mogliby uciszyć swoje myśli.Nie wiem kim są i co planują,ale nie podoba mi się to.Popatrzyłem na zielonooką,która siedziała na kanapie sącząc sake.Nie zastanawiając się,co powiem podbiegłem do niej.Patrzyła na mnie z ogromnym zdziwieniem.Pewnie dalej pamięta mój wybryk na chemii.
-Chodź ze mną. - warknąłem.Złapałem mocno ją za nadgarstek,by nie mogła mi się wyrwać.
-Cholera!Co ty robisz?! Puszczaj mnie! - Ma charakter.Zaczęła się tarmosić,ale na próżno.Z mojego żelaznego uścisku nie uwolni się tak łatwo.Wyprowadziłem ją na zewnątrz, ale nadal nie puściłem jej dłoni.Chciałem mieć pewność,że jesteśmy w bezpiecznej odległości.
.-Co ty robisz kretynie?! - spojrzałem na nią.Przywarłem ją do pobliskiego budynku.Tynk ocierał się w tej chwili o jej plecy.Straciłem panowanie nad sobą.Będąc tak blisko,poczułem jej zapach,który był dla mnie jak heroina.
-Boisz się. - oznajmiłem wdychając jej zapach tym samym co raz bardziej przywierając jej ciało do budynku.
-Chyba śnisz!Puszczaj mnie.. - syknęła już trochę ciszej.
-Jestem Sasuke.Sasuke Uchiha. - nie bardzo rozumiała co do niej mówię. - Jeśli życie ci miłe,to posłuchaj mnie teraz grzecznie.Zaraz na dom twojej przyjaciółki napadnie czterech chłopaków. - Powiedziałem zgodnie z prawdą.Ledwie się hamując przyłożyłem do jej szyi swoje zimne usta.Czułem tętnice,w której płynęła krew.Zrobiło mi się gorąco.
-Co tu się dzieje?! - krzyknęła, odpychając mnie z całej siły.Odleciałem na kilka metrów i byłem jej na prawdę wdzięczny.Obudziłem się; zacząłem myśleć racjonalnie.Do moich płuc doleciało świeże,czyste powietrze.
-Słuchaj mnie,mój przyjaciel zajmie się resztą.-Czy ja śnie? - powiedziała chowając twarz w dłonie. Zrobiło mi się nawet trochę jej żal.Nie rozumie zaistniałej sytuacji,a ja nie mogę jej nic powiedzieć.Po chwili usłyszałem głos Naruto.Wiedziałem,że Sasori świetnie się spisał.Moja robota zakończona.
****
- Sakura,otwórz oczy! - głosy brzęczały w mojej głowie.Nie potrafiłam stwierdzić,czy to sen,czy jawa.Czy kończy się dzień,czy zaczyna się noc.Bałam się obudzić.Bałam się dopuścić do siebie myśl,że to jednak nie sen.Zaryzykowałam.Jako pierwszą zauważyłam Tenten,a obok niej zaraz Naruto.-Sakura! - zawrzeszczał mocno mnie przytulając.Nie mogłam wziąć następnego oddechu.Blondyn chyba szybko to zauważył,bo zluzował uścisk.
-Już wszystko dobrze,chodź przenocujesz u mnie. - odezwała się.
-Ale przecież..ty..twój dom?! - wstałam do pozycji siedzącej rozglądając się.Jej dom stał tak samo jak wcześniej.
-Nie uderzyłaś się przypadkiem w głowę? - zażartował Naruto; dostając po głowie od Tenten.
-Już nic. - odezwałam się.
- Chodźmy na górę. - pokazałam jej gestem,byśmy już poszły.
Wszyscy rozeszli się do domów.Nie wiem czy Tenten im kazała,czy po prostu było już tak późno.Leżałam teraz w jej kwadratowym pokoju.Ściany były błękitne,które wpasowywały się w klimat pokoju.Jej łóżko jest na prawdę miękkie.Cisza,która zaistniała między nami trochę mnie krępowała.Przerwałam ją.
-Nie wierzę.. - pokręciłam głową w prawo i w lewo.Jeszcze raz w prawo i zerknęłam na brunetkę.
-Ja też.Wreszcie są razem.. - rozmarzyła się.
-Co?! Kto ?!
-No Hinata i Naruto,a o czym ty mówiłaś? - spoglądała na mnie,jakby widziała mnie po raz pierwszy.Chyba nie do końca się zrozumiałyśmy.
-Jak to razem..? -No Hinata dzisiaj wyznała mu swoje uczucia. - Jak myślisz kto ją do tego nakłonił? - klasnęła w dłonie.
-Jejku..ile byłam nieprzytomna?
-Jakąś godzinkę.A teraz powiedz mi,o co chodziło tobie.
-No bo ty i Sai.. Neji..-Co ja i Sai.. - zrobiło jej się głupio.
-Chodzicie ze sobą.
-Haha,bardzo śmieszne Sakura
.-A nie mam racji? - zesmutniała,zwieszając głowę w dół.
-Okłamał mnie.Ma dziewczynę nie z naszej szkoły.
-Zabiję tego gnoja,obiecuję. - warknęłam zła.W moich oczach pojawiła się nienawiść.
-Daj spokój,nie jest tego wart...
-Odpuść.Skup się na Nejim.
-Zwariowałaś?To tylko kumpel.
-I dlatego był dzisiaj cholernie zazdrosny? Wychodząc trzasnął drzwiami.
-Co ty mówisz? Jak to zazdrosny? - zaciekawiła się.
-Przyznał mi się.Tylko ciii... nie mów mu. - zaśmiałam się.
-To jest najdziwniejsza noc w moim życiu. - zerknęła w stronę okna.
-To ja powinnam to powiedzieć.. - myślami błądziłam po zakamarkach mojej psychiki.Nie wiem o co chodziło Sasuke,ale dowiem się za wszelką cenę.
Tak jak obiecałam - są 3 komentarze więc jest rozdział.Następny opublikuję,gdy będzie 5 komentarzy,wiec piszcie czy wam się podoba :)
chcesz rozdział = zostaw po sobie ślad :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)