poniedziałek, 14 marca 2016

Rozdział 12.

 Mój głos załamał się, gdy ujrzałem, że nigdzie nie ma różowowłosej. Cholera, Suigetsu miał jej pilnować! Wiedziałem, że coś wykombinuję, ale dlaczego?! Tak źle jej tu jest?! Do jasnej cholery! Trzasnąłem pięścią w ścianę.
Twarz skierowałem w dół.
Co teraz? Co ja mam zrobić? Gdzie mam jej szukać? Muszę z całą pewnością wyprzedzić Itachiego. Na pewno będę jej szukał, ale nie mam zielonego pojęcia kiedy uciekła. W moim umyśle toczyła się krwawa walka pomiędzy tym co muszę, a powinienem był zrobić. Na prawdę karcę się za to co się stało. Jestem nieodpowiedzialny. Jej matka kazała mi się nią zaopiekować , a ja to po prostu zlekceważyłem. Spójrzmy prawdzie w oczy. Nigdy nie znałem się na uczuciach. Nie jestem dobry w te klocki. Nie chcę nawet myśleć, co będzie jak dojdzie do ich spotkania po tylu latach. On mi ją odbiję!
Zaraz,zaraz..
On nie może mi jej odbić, bo ona nawet do mnie nie należy. Nic nas nie łączy, Sasuke. Zrozum to. Cholera jasna!
 Byłem tak zdezorientowany, że nie wyczułem obecności Karin w pokoju różowowłosej. Weszła tak po cichu. Chociaż nie miałoby to znaczenia, bo wyczuwam ludzi po zapachu. A teraz? Nie wiem jak daleko zaszedłem tymi myślami..
- Kochanie .. - zakleszczyła ręce na mojej szyi obracając mnie do siebie i patrząc głęboko w oczy. - Wiesz może wybierzemy się na romantyczną kolację? - uśmiechnęła się szeroko muskając moje zimne jak lód wagi. Nie miałem ochoty na jakiekolwiek nocne igraszki ani uczucia. Nie mam na to czasu, do jasnej anielki.
 - Nie mogę.. - warknąłem oschłym tonem zrzucając ją z siebie.
- O co ci chodzi? - popatrzała z ogromnym zdziwieniem wprost na mnie.
- Sakura uciekła. - głos znowu mi się załamał. Skrzyżowałem ręce podchodząc do okna. Padał deszcz. Kolejny raz w tym tygodniu. Jest pewnie cała mokra, co jeśli się przeziębi? Nabawi się grypy? Czemu nie może być tutaj ze mną? Aż tak mnie nienawidzi?
- I co z tego? - gwałtownie obróciłem się na te słowa nie mogąc uwierzyć co ona wygaduję. - Tylko nam przeszkadza.
- Nam? Chyba tobie! - wkurzył mnie ten głupi babsztyl! Mam ochotę ją ukatrupić za te wszystkie obelgi w stronę Sakury.
- Powiedz mi jedno. - jej ton zrobił się nieco spokojniejszy. Powoli podeszła do fioletowej pufy i usiadła na niej wywracając oczami do góry. Wzięła głęboki oddech i popatrzyła na mnie.
- Kochasz ją? - zazgrzytała zębami.
- Ja.. - Sam nie wiem. - westchnąłem. W końcu prawda. Nie mogę jej kochać. Nie, nie. Nie znam jej nawet. Jest tylko moją przeszłością.
Tylko?
Chyba aż...
- Wiedziałam. - na jej twarzy widniał ten zawistny uśmieszek pokazujący chęć mordu.
- Nie utrudniaj mi wszystkiego.
- Słucham? A więc to moja wina? - zaśmiała się głośno.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale chciałeś. - zachichotała oglądając swoje pazury. Czy ona jest czymś odurzona? Zachowuję się jakby nie miała piątej klepki.
- Daj spokój. Nie czas na to. - skinąłem kierując sie w kierunku drzwi. Każda minuta jest cenna. Tym razem nie mogę nawalić. W ogóle nie mogę.
- Gdzie idziesz? Po tę cnotkę? - wrzasnęła.
- To nie jest już twoja sprawa. - warknąłem zbiegając po drewnianych schodach.
 Nawet na dole byłem w stanie usłyszeć jej przekleństwa w moją i Sakury stronę. Ale w tym momencie zupełnie mnie to nie obchodziło. Sakura, błagam ,gdy już go spotkasz graj na czas. Obiecuję, że go zabiję...
                                 
                                                               ****
 Cztery puste czarne ściany stały się moim jedynym azylem. Przebywam tu już drugi dzień i nic nie wskazuję na to, że szybko mnie stąd wypuszczą. Przez to, że nie chcę wydać gdzie aktualnie jest Sakura - Itachi znęca się nade mną. Fizycznie i psychicznie. Przypina mnie do jakiegoś pieprzonego urządzenia. Nie wiem dokładnie jak to działa. Ale przepływający prąd? Tak chyba prąd boli jak cholera. Wieczorami jestem tak wyczerpany jak jeszcze nigdy. Słyszałem wiele plotek o brutalności Itachiego, ale nie sądziłem, że jest taka wielka. Jeśli przeżyję tydzień tutaj to będzie sukces. Jasne, że są momenty w których mogę uciec.. ale zwykle nie mam na to siły. Dobrze sobie to zaplanował.
 Z resztą czego on ode mnie chcę? Ja na prawdę nie wiem gdzie jest Sakura. Nie mam pojęcia. Nie rozmawiałem z nią od dłuższego czasu. Oczywiście przeklęty wszechwiedzący Uchiha myśli, że kłamię. W sumie to się nie dziwie. Jest pewien, że ją kryję. Oby tylko nic jej nie było. Itachi nie może jej dostać w swoje ubrudzone moją krwią łapska. Nie może i ja nie dopuszczę do tego! Dopóki żyję!
Tak to moja droga ninja, tato!
 Usłyszałem tupot szpilek. Wątpię, by ktokolwiek ze służby Uchihy paradował w szpilkach. Co jest grane? Ostatkami sił powoli wstałem i spojrzałem przez dziurkę drewnianych drzwi. Coś zasłaniało mi widok. Coś.. zaraz chwila. Różowe włosy?! To nie możliwe.
- Sakurka.. - wyszeptałem. Pewnie bym jej imie wykrzyczał, gdyby nie moje wyczerpanie.
- Cii.. - westchnęła przekręcając kluczyk. Szybko weszła do pustego pomieszczenia mocno mnie przytulając. Zrobiło mi się ciepło pomimo temperatury na minusie.  - Nic ci nie jest? - wyszeptałem.
- To ja powinnam cię o to zapytać. - wypuszczając mnie ze swoich objęć nieśmiało spojrzała na mnie. Spuściłem głowę w dół. Nie chciałem by widziała te wszystkie zadrapania i siniaki.
- Naruto! Co tu się do cholery dzieję! - wrzasnęła ilustrując mnie dokładniej wzrokiem.
- Cicho bądź, bo tu przyjdą..
- Kto?!
- Straże Itachiego..
- A więc to jego sprawka?! - Zabiję gnoja! - złapałem ją za dłoń. Była gotów z miejsca po prostu rzucić się na tego kryminalistę. Jasne nie dałaby mu rady. Z resztą nie znam osoby, która by dała.
- Uspokój się, proszę.. - mój głos podział na nią jak miód na pszczołę.
- Muszę cię stąd zabrać!
- Sama nie dasz rady. Nie mam siły, by iść. Musiałabyś nieść mnie na rękach .. - rzekłem sarkastycznie.
- Wiem przydałby się Sasuke. Ale on pilnuję wyłącznie swojej dupy. Nie można na niego liczyć.
- Sasuke? Dlaczego akurat on? Zbliżyliście się do siebie? Zrobił ci krzywdę? - przyłożyła palec na moje usta chcąc zaprotestować.
- Nie wysilaj się, proszę. - Nie mogę patrzeć jak cierpisz wypowiadając każde jedno słowo.
- To przynajmniej powiedz... jak...się..tu...dostałaś.. - mówiłem co raz ciszej.
- To było proste. Jest chyba czwarta nad ranem, a nawet taka wyszkolona służba jak jego potrzebuję snu. . Nadal nie wierzę, że to właśnie ona przyszła tutaj po mnie.
 Znowu mocno mnie przytuliła. Przyjemny dreszczyk przeszedł po naszych ciałach. Jej obecność tłumiła cały ból.
- Sakura...  - przeraziłem się, gdy właścicielem tych słów wcale nie byłem ja. Zamarłem. Bałem się spojrzeć w tamtą stronę. Widząc minę różowowłosej przełamałem się. No to, wpadka!
- Proszę, proszę. Ptaszek sam wleciał do klatki. - perfidnie się zaśmiał patrząc na nią jak na najsmakowitszego kąska.
- uśmiechnęła się. Jej uśmiech spowodował, że nawet ja poczułem się lepiej. Zawsze był moim lekiem na smutki. - Będzie dobrze, obiecuję.  - ścisnęła moją dłoń. Chciałbym, żeby ta chwila trwała wiecznie
                                                                         ****
Moze trochę za krótki, ale chciałam zrobić takie o to zakończenie ^^ Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie rozdziałów lub nie to piszcie.

2 komentarze:

  1. super jak zawsze. mam pytanie masz jeszcze inne blogi jak tak to dasz link ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sasusaku-ninja-life.blogspot.com
      i
      ss-50-twarzy.blogspot.com

      :)

      Usuń