- Zabiję cię! - wykrzyknąłem mu prosto w twarz.
Byłem wściekły. Złość pochłaniała mnie całego. Żyłki na mojej twarzy zrobiły się bardziej widoczne. Krew niemiłosiernie tętniła. W mojej głowie rozpętało się piekło. Itachi Uchiha. Jak mógł?! Dlaczego do cholery?!
Ugryzł ją!
Nie kto inny, tylko jego własny rodzony brat. Dopuścił się takiego czynu, tylko po to, by była jego. To zabawne. Do czego wampir jest zdolny, kiedy w grę wchodzi coś, czego nie może mieć. Tyle, że to nie przelewki! Sakurze może się coś stać! Znam się na medycynie. Kiedyś moim marzeniem było zostać chirurgiem. Ale to paradoks. Operowanie ludzi? Widok i zapach smacznej krwi? Jak prawdziwa mieszanka wybuchowa. Przeniosłem wzrok na Sakurę, która ledwo stała na nogach. Chwiała się na wszystkie strony pewnie nawet, o tym nie wiedząc. Wampirzym tempem znalazłem się obok niej łapiąc ją w ramionach. Gdyby nie ja miałaby nie miłe przywitanie z podłogą. Spojrzała na mnie, a we mnie się zagotowało. Jej zielone gałki oczne nadal lśniły tą niesamowitą troską. Mógłbym wpatrywać się w nie bez końca. Trochę niżej ponętne malinowe usta, które mam ochotę całować do utraty tchu.. ZARAZ! STOP! O czym ja w ogóle myślę?! Dziewczyna skona na moich rękach, a ja za bardzo wybiegam w marzenia. Sam nie wiem co się dzieję. I wszystko byłoby w porządku, gdyby jej smaczna krew nie dała mi o sobie znać. Pogładziłem ją po jej jedwabistych różowych włosach, po czym przesunąłem je ręką tak, że miałem nieograniczony dostęp do jej szyi.
- Sasuke nie zachowuj się jak dziecko. Chcesz tego. Możesz to zrobić. Co cię zatrzymuję? - parsknął wlepiając we mnie oczy.
- Zamknij .. się.. - zazgrzytałem zębami.
m teraz nieograniczony dostęp do jej szyi. Oczy wyszły mi na wierzch, a do nozdrzy doleciał ten piękny zapach. Zaszumiało mi w uszach.
- Zrób to. - usłyszałem jego głos.
Nie odwracałem wzroku od różowowłosej piękności, której pragnę od samego początku. Nadal jest mi cholernie bliska. I czuję między mną, a nią więź. Tak jakby nigdy nie odeszła ode mnie. Jakby strata jej wcale nie była prawdziwa. Moje zmysły już szaleją; sprawiają, że ja sam nie wiem co się dzieję. Walczyłem teraz sam ze sobą, żeby nie zamoczyć w niej kłów. To mogłoby się skończyć przecież tragicznie. Sam nie wiem ile wytrzymam.
- Możesz ją mieć. Tu i teraz.. - perfidnie się uśmiechnął. Bez wątpienia próbował mnie podpuścić.
- Jesteś zwierzyną..
- Ja? Wiesz.. może i masz rację. - spoglądał na swoje paznokcie. - Ale ty za to jesteś słabeuszem i nikczemnym kłamcą.
- Co ty bredzisz?!
Jeszcze chwilę spoglądałem na spływającą krew po jej ciele, po czym delikatnie ułożyłem ją na sofie. Przez sen wygląda tak niewinnie. Ta twarzyczka, która nie ma o niczym pojęcia. Myśli, że pozjadała wszystkie rozumy, ale są sprawy o których nawet ona nie ma pojęcia. I wątpię, że kiedykolwiek będzie miała.
- Czyli mam rozumieć, że powiedziałeś jej prawdę? Że to ty zabiłeś jej rodziców. - zaśmiał się.
Ogarnął mnie chłód na kilka wspomnień z tamtych lat. Oblał mnie zimny pot. Schowałem twarz w dłonie, po czym chciałem jak najszybciej odpędzić te wszystkie wspomnienia.
- Próbowałem zapomnieć.. - zacząłem.
- Zapomnieć? Wiem, że dla ciebie to nic nie znaczyło. To tylko polowanie. A to, że jej rodzice znaleźli się na krańcach kraju to był zwykły przypadek, ale Sasuke to jej rodzina. Pozbawiłeś ją szczęścia. Sam do tego doprowadziłeś. Tylko ty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz